Kategorie

archiwum (2) fizyka (70) fotografie (50) głupie (7) historia (77) inne (75) karate (99) kata (37) książki (21) multimedia (118) nie wiem już co (18) obozy (18) recenzje (10) rycerka (10) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (85) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (3) ważne (140) wiedza (152) zapisy (10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 maja 2020

Osiągnięcie

To miłe, że renomowany angielski magazyn poświęcony karate shotokan, czyli Shotokan Karate Magazine, zauważył w końcu, że człowiek ma coś jeszcze poniżej bioder i jego poruszanie się i kontaktowanie rąk z podłożem opiera się na pracy nóg. Redaktor naczelny zauważył, że nogi są kluczowe dla rozpędzania ciała i w szczególności bioder i zwizualizował to odkrycie filmem. Chciało by się rzecz: nareszcie to odkryli, bo człowiek robi to od chwili kiedy się wyprostował. Choć to jest masowe zjawisko, że instruktorzy ciągle mówią: biodra, biodrami, z bioder itp. Ale kończy się to wtedy nie na zwiększaniu energii lecz na ruszaniu tyłkiem.


poniedziałek, 18 lutego 2019

Jestem praktykiem... albo teoretykiem

Wśród ciekawych nauczycieli karate jest Iain Abernethy, który robi całkiem niezłą robotę bo... pokazuje jak bardzo często ćwiczymy nierealne, głupie i całkiem nierozsądne interpretacje i zastosowania ruchów znalezionych w kata. Za to mu chwała. I chyba w podzięce za dobrą pracę dostał od jednego ze swoich czytelników opracowanie dotyczące techniki wykonywania rotacji podczas ciosu. Jak sam zaznaczył, jest to opracowanie całkiem powyżej jego poziomu wiedzy z fizyki, ale wniosek jaki się tam pojawił jest zgodny z jego doświadczeniem.

Zgodnie z blogowym zwyczajem, należałoby teraz to opracowanie skrytykować, ale... wniosek jakościowo faktycznie jest prawidłowy. Przynajmniej potwierdzają go inne opracowania, w tym także te wykonane przez moje dzieciaki na fizycznym kółku. Ilościowo jednakże to co napisane jest na tej kartce powyżej jest niestety do niczego, bo ostatecznie efekt całkowity jest znacznie skromniejszy i może niewart uwagi.
Autor postanowił udowodnić, że podczas wykonywania rotacji w czasie gyaku zuki znacznie korzystniej jest umiejscowić oś obrotu nie w osi centralnej ciała, lecz w obrysie. Takie rozważania są oczywiście tylko dla pasjonatów techniki, bo wszyscy inni się po prostu leją, ale droga do postępu może być realizowana dwojako. Poprzez eksperyment i/lub poprzez kompleksowa teorię. I w tym wypadku autor analitycznie dowodzi, że energia generowana przy obrocie wokół osi umieszczonej w obrysie ciała jest czterokrotnie większa niż przy realizacji obrotu wokół osi umieszczonej centralnie. Ładnie to narysował, scałkował, wyszło. Tyl, że...
Założył, że w obu przypadkach obrót będzie generowany przy tej samej prędkości liniowej. Całkowicie pominął, że w pierwszym przypadku musi uporać się z dużo większym momentem bezwładności, ma do dyspozycji tylko jedną nogę, będzie musiał gwałtownym ruchem przemieszać głowę, wreszcie pięść będzie musiała pokonać znacznie większą drogę. Drugi przypadek jest znacznie łatwiejszy do zrealizowania, bo choć moment bezwładności, czyli w uproszczeniu masa, którą będzie można użyć do generowania energii jest mniejsza, to można ją próbować osiągać mniejszym nagładem sił, bo używamy do obrotu dwóch nóg, czyli momentu pary sił, i całość możemy wykonać znacznie gwałtowniej, a co za tym idzie w krótszym czasie. Przy okazji może się udać wykrzesać znacznie większą prędkość końcową pięści. A we wzorach prędkość jest w kwadracie :-). Ktoś nawet delikatnie zwrócił na te fakty uwagę w komentarzach. Iain mu na to, że on jest praktykiem i choć wzorów nie rozumie, to jednak wszystko się zgadza bo on tak czuje kiedy wykonuje techniki. To jest najpiękniejszy dowód twierdzenia jaki może być, że ktoś uznaje coś za prawdę bo tak mu się wydaje. Najfajniejszy przyrząd pomiarowy: subiektywne odczucia. Zmierzył? Nie. Policzył? Nie. Wydaje mu się? Tak. Proste i piękne. Najważniejsze jest jednak to, że czegoś co popiera sam nie wykonuje, co widać na wielu filmach. Ale nic to. To tylko teoria, choć ostatecznie (policzyłem) pokazująca, że efekt jest taki jak postuluje autor obliczeń, ale nie aż tak spektakularny.. Szkoda tylko, że nie skorzysta z tej wiedzy żaden ortodoksyjny, ani tym bardziej sportowy shotokan. Dlaczego? Bo żeby wykonać obrót o jakim tu mowa, czyli ten wokół osi umieszczonej na zewnątrz ciała, trzeba znacząco skrócić pozycję. A jeśli jej nie skrócisz, wygniesz się w lędźwiach. A jak się wygniesz to... tym niech się już zajmą medycy...

niedziela, 10 lutego 2019

Znowu się sprzeczają

Tym razem mistrzyni karate olimpijskiego przekomarza się z mistrzynią karate tradycyjnego, które karate jest lepsze i bardziej prawdziwe. Nawet nie ma sensu tego sporu tutaj przytaczać, bo bardziej to przykre niż rzeczowe. Przyganiał kocioł garnkowi. Wszyscy wiemy jaki test jest jedynie obiektywny i wszyscy wiemy, że nikt go nie wykona.
Żeby być z daleka od tego, Keiko się bawiło. "Nasze" dzieciaki startowały w zawodach:

Aga udzielała się na seminarium z Claudio Cerutim:

Boguś zdawał sobie egzamin:

Reszta się biła:

sobota, 17 listopada 2018

Zima idzie, zakwitną morsy

Niektórzy ciągle jeszcze mają kłopot z tym, żeby wejść do zimnej wody, nawet się z tego śmieją gdy kto inny wchodzi, ignorują dobry wpływ chwilowego zimna, a okazuje się, że Iceman ma swoje "dojo" w Przesiece w polskich Karkonoszach. To co wyprawia zaczyna mnie interesować. Dodatkowo ktoś wreszcie postanowił go zbadać i opisać naukowo. Czyli może kiedyś przebadają też tych, którzy szastają swoją energią na lewo i prawo:




Tutaj Iceman czyli Wim Hof idzie na Śnieżkę:

Tutaj Iceman uczy oddychać:


No i tutaj coś jeszcze:
KLIKNIJ

czwartek, 28 grudnia 2017

Gruba filozofia

Do wiązania pasa od keikogi dorobiono już całą filozofię i zasady. Że niby symbolizuje to i tamto, że krzyż z tyłu odstrasza wroga, że z przodu straszy smoka. Mam wrażenie, że w przypadku starego japońskiego "dresu" do ćwiczeń chodzi o to, aby jednak bluza się nie rozjeżdżała i nie utrudniała walki. Chociaż jeśli masz mocną klatę, to może niech i się ta bluza rozjeżdża :-) A potem wynaleziono gumki i rzepy...

W pierwszej kolejności zawiąż pas tak, żeby ci się nie rozwiązał. Gracie pomoże:




Ale ten jest sposób jest najsłodszy: =>DRILL TO KILL
.

piątek, 3 listopada 2017

Raz na... raz pod...

Ktoś tam powie: "w kimonkach na macie", "czysto tam jest", "koledzy się biją, to i wszystko wychodzi", "ja nie wiem", "ja nie znam", "to się nie da", ... A jednak te same techniki pod groźbą oberwania po buzi da się zrobić. Rzecz jest kwestią treningu i nastawienia, a potem ju tylko splendor :-) 

W warunkach zaskoczenia, ciemnej ulicy, po zakupach, okoliczności mogą powodować, że nieortodoksyjne techniki inne niż grapplingowe dochodzą celu. Ale dochodzą też także wtedy gdy dwóch jednakowych mierzy się w warunkach maksymalnego "komfortu". Ćwiczyć trzeba jednak przekrojowo. Wątpi w to ktoś?

czwartek, 26 października 2017

Cała Polska czyta...

Choć to książki amerykańskiego autora, to jednak czyta się dobrze, a i zdania nie są nazbyt proste. Rozsądne argumenty, logiczne wnioskowanie. I choć wszystko co tam napisane gdzieś, kiedyś już zostało powiedziane, to jednak posiadanie książek jest nobilitujące. Poza tym można każdą wziąć do..., poczytać w łóżku, wannie, przetestować zawarte w nich wskazówki mając pod ręką materiał, który działa bez prądu, nie świeci po oczach i nie utrudnia zasypiania. Jednym słowem te książki są pożyteczne i to w dodatku wszystkie trzy. Na naszym rynku są  już książki traktujące o zdrowiu sportowca i wśród nich zdecydowana część jest głupsza. Kto nie ma tych, ten trąba.

sobota, 11 marca 2017

O mistrzach świata

Wielu już było mistrzów różnych światów, jedni zasłużeni inni nie. Panowie Yahara i Osaka to dwie osobistości z dawnych lat, ale to Bassai może być dalej przykładem solidnego wykonania. I sensei Osaka ma jedną fajną zaletę: nie wpadł na pomysł stworzenia swojej własnej organizacji. Słynął z wykonania Sochin, sensei Yahara miał swoje Unsu. To pierwsze ćwiczymy aktualnie, tego drugiego nie lubię...

wtorek, 24 stycznia 2017

Relaks

... ale za to fajny

czwartek, 6 października 2016

Kto ma rozum, niech rozumie...

Najprostsze kata, najłatwiejsze ruchy. Niektórzy mówią, że tego nie można nazwać nawet "kata". Niech se mówią. I może dlatego w interpretacji się czasami nie starają... ale czasami się starają...


środa, 14 września 2016

Z dawnych lat

Kiedy jeszcze czynnym zawodnikiem był Pan Sławomir Jordan lub Waldemar Noglaski mówiło się (co chyba dobrze pamiętam z wywiadów), że jeśli ktoś dobrze ćwiczy kata to i w kumite mu idzie.  A jeśli ktoś dobrze ćwiczy kumite to i w kata mu się wiedzie. Czyli, że karate składa się z dwóch nierozłącznych części: kata i kumite Nieco później tezę tę potwierdzał chociażby Krzysztof Neugebauer. Teraz, gdyby ktoś chciał się zapisać do klubu karate (a jedna taka chciała ostatnio :-) to wypadałoby się zapytać, czyt to karate w tym klubie to karate kata czy karate kumite? Ba jak się teraz twierdzi gdzieniegdzie; są to dwa kompletnie odrębne ćwiczenia (to cytaz z posiadacza dana bliższego 10 niż 1). Z oglądania wynika, że dla niektórych są faktycznie tak odrębne, że nawet technicznie różne. Skądinąd można przecież nawet kupić osobny ubiór do kata i osobny do kumite :-(


piątek, 9 września 2016

Kogo karate wychowuje

- Agata, rzuć te sztuki walki, ćwicz coś rozsądnego.
- Yhyyyy.
Taaaa, no i się zapisała... znowu na shotokan. Ale zdecydowanie podniosła poprzeczkę, bo o całe pięć danów i teraz wydaje jej rozkazy 7 dan a nie 2. Na pierwszym treningu dostała plombę w buzię od nowo poznanej koleżanki. Nie ubolewam, że dostała - czasem to jest ożywcze. Nie ubolewam, że nie oddała - na to też przyjdzie pora. Z międzywiersza wynikało, że zarobiła z powodu nieuwagi, z powodu nadmiernej chęci udowodnienia czegoś nowej przez starą. Może będzie, zatem, zdjęcie śliwki. 
No ale przecież karate szczyci się tym, że wspaniale uczy kontroli i kształtuje charakter. A nie po raz pierwszy widzę, że ci z ochraniaczami nie zastanawiają się nad odpowiedzialnością za swoje działania. Jest im wszystko jedno bo przecież to jest walka! Walka-sralka. Dlatego na etapie uczenia jestem zwolennikiem braku rękawic i ochraniaczy. Niech początkujący, a skandynawska panna z brązowym pasem raczej jest początkująca, widzi co robi i co się w wyniku tego robienia dzieje, zwłaszcza drugiemu. A jak już wszyscy w sztuce człowieczeństwa są biegli, to wtedy rękawice i na ring, albo do klatki. Każdy wie co czyni! O dzieciakach paroletnich w kaskach i rękawicach, przez lenistwo nie wspomnę. 
A propos lenistwa... Jak za starych dobrych/niedobrych czasów Agata na każdy trening jedzie 2h i dwie godziny wraca. Ale kazała o tym milczeć...


niedziela, 10 lipca 2016

Wczoraj Pani Jędrzejczyk mocno obiła swoją rywalkę na gali UFC. Nie znokautowała, ale obiła. Niedawno Ronda Rousey, doskonała grapplerka, przegrała swoją walkę przez nokaut. Zdaje się, że kopniak złąmał jej szczękę i wybił zęby. Ale jej pogromczyni przegrała niedługo później przez duszenie, a teraz pogromczyni pogromczyni też dała się udusić.  Czyli co? Grupa zaawansowana ćwiczy swoje sasoi waza, ale grupa podstawowa jutro znowu obrony przed parterem :-) Bo, że się wyląduje w parterze to wiadomo. Lyoto też sprowadzał:


wtorek, 14 czerwca 2016

O fizyce... gawędy

Mam taką koleżankę sprzed kilku lat, która ogląda wszystkie internety i jak coś znajdzie to posyła. A że w sztukach walki jest zaprawiona i przy okazji mocno złośliwa, to rozmowa z nią jest raczej schematyczna:
- Ejże fizyku, widziałeś to?
- No, widziałem.
- Dokładnie?
- Dokładnie.
- Cierpisz?
- Ehe!

Kiedy mamy okazję porozmawiać, bo na rower czasem wpadnie z daleka, to mówię: "Eeee, czepiasz się." Ale jeśli potem znajduję to samo napisane gdzieś drugi i trzeci raz to już sobie myślę, że z tej legendy ziarno prawdy nie powinno wykiełkować. Ale tym razem zróbmy inaczej. Nieżyjącemu już senseiowi przypisuje się słowa, że: "Nie wolno [...] zapominać o nieustannym poszukiwaniu nowych źródeł energii". Zapytajmy więc: 
Jakiej to energii należy poszukiwać? Co możemy jeszcze mieć oprócz mechanicznej pracy mięśni zmąconej, co najwyżej, irracjonalną dietą, nieumiejętnością oddychania i kiepską strategią lub złomną psychiką?  
Z wielu pogadanek, zwłaszcza internetowych, widać, że różni praktycy zapominają, że podstawowym wyznacznikiem tego co można będzie z ciosu uzyskać jest osiągnięta prędkość i użyta masa. I ci, którzy walczą kontaktowo wiedzą, że nawet wyprzedzony lub zabłąkany cios może zrobić niezłe zamieszanie, bo coś złamie, coś wybije, gdzieś wyłączy prąd. Im większa prędkość i masa ciosu, z którym przyszło mi się zmierzyć, tym prawdopodobieństwo, że będzie on groźny rośnie. Oczywiście parametry mechaniczne to nie wszystko i nasze ostatnie parterowe treningi dość klarownie to pokazują i udowadniają. Chociaż... z drugiej strony... chyba są tacy, którzy się w walce nie mylą i jakiś kontakt z kosmosem mają:



piątek, 27 maja 2016

Wznosić i pchać

Przyszło nam to do głowy, dlaczego jedni senseie rozróżniają kekomi i keage w technikach mae geri i yoko geri, a niektórzy tylko w przypadku yoko geri, a nikt nie wprowadza takiego podziału dla mawashi geri. Zakładając, że keage oznacza ruch wznoszący, a kekomi to pchający sprawa jest w połowie jasna. Gorzej, że do tych dwóch prostych faktów dokłada się czasami tłumaczenie, że kekomi jest słabsze, bo polega na pchaniu, keage jest silniejsze, bo trwa krócej. Sporo w tym błędnego rozumowania a wydaje się dość oczywiste, że do sięgnięcia celu położonego wysoko keage będzie właściwsze, szczególnie gdy ktoś nie dysponuje dobrym rozciągnięciem mięśni. I będzie tak zarówno w kopnięciu do przodu jak i w bok. Ale które z nich jest silniejsze? Odpowiedź jest prosta. To, które zrobisz mocniej! No, może raczej to, które masz lepiej wytrenowane. A w ogóle to jakaś różnica w generowaniu w takich kopnięciach siły to jest, czy jej nie ma? Prawdziwa odpowiedź na to pytanie jest zawarta tu: kliknij, lub tu: kliknij. 
Doświadczenie podpowiada jednak jedną istotną różnicę w wykonywaniu yoko geri keage i kekomi. Zwłaszcza wtedy gdy jako powierzchnię uderzeniową stosuje się sokuto. O ile w technice "pchającej", gdzie stopa i kości podudzia są w jednej linii i siła przyłożona do stopy przeniesie się najczęściej prostoliniowo przez staw na kości, o tyle przy próbie trafienia kantem stopy z dołu do góry siła wygenerowana podczas zderzenia z celem jeśli tylko zostanie przyłożona z dala od środka stawu skokowego, a tak będzie na pewno, spowoduje powstanie momentu siły działającego na staw i wymuszającego jego rotację. A to prosta droga do kontuzji. Popieram zatem logikę niewprowadzania rozróżnienia na mae kekomi i keage, ale do yoko keage mam sporo obiekcji natury biomechanicznej. No chyba, że ktoś używa tej techniki do wytrącania papierosa jak w hicie sprzed lat:


sobota, 9 kwietnia 2016

Czy trening dla dzieci?

W soboty trenujemy inaczej. Niby zwracamy uwagę na to samo co zwykle, ale w inny sposób i innymi ćwiczeniami. Wkurzamy się na braki mocy, dynamiki, zaangażowania, ale postępy są. Wreszcie każdy docenia kiai, choć wydechom i oddechom do ideału trochę brakuje... Więcej jest fizyki, analizy rozważania zasad, mniej bezładnego łupania i machania członkami. I dziś po raz kolejny o przejmowaniu inicjatywy, kontrolowaniu emocji, pracy oddechem, kontroli techniki. Żeby nie było, że się nie da, to można zobaczyć, że wiele się da :-)

niedziela, 7 lutego 2016

A w sobotę, tralalala...

Sobota znowu okazuje się treningowo bardzo owocna. Trenowaliśmy pamiętając o grubych, chudych, ciężkich, lekkich, starych i młodych. Gaworzyliśmy o równowadze:



... ale przypomniałem sobie także o najcięższych zawodnikach znających i z powodzeniem stosujących chwyty w walce. I proszę, tutaj Frank Mir (~120kg) przeciwko Brockowi Lesnarowi (!135kg):


Rezultat? Dźwignia na kolano. Warto poszukać innych poddań w wykonaniu Franka Mira, choć część z nich tylko dla tych o mocniejszych nerwach.

piątek, 22 stycznia 2016

hiji, enpi, elbow, etc.

Znalazłem jakiś czas temu stronę www.asaikarate.com. Na pierwszy rzut oka wydaje się sympatyczna i dlatego zainteresował mnie artykuł "A mystery of the elbow position in choku zuki". Autorem jest pan Dr.Ashraf Ragab, jak rozumiem farmaceuta (Pharmacist B.Sc.Ph.Ph.Ch.), o którym jest napisane, że:
Faculty of pharmacy Cairo University, date of graduation May 1983 with general grade “very good”.
Sport injury specialist with excellent grade in 1/7/1998 from Olympic Academy of Athletic leaders.
Karate examiner of Egyptian karate Federation from 11 years.
Manager of karate section of Bank Ahly club.
Lecturer at the Egyptian Karate Federation for: Karate Athletic injuries & drug doping, karate movement science.
The highest ranking student degree at Olympic Academy of Athletic leaders with excellent grade in all branches.


Jego osiągnięcia sportowe to:
  • 1st position in national championship in August 1974 kumite group kumite Zamalek club under 16 years,
  • 1st position in national championship in 2007 kata,
  • 1st position in the professor’s championship in September 2000 Giza kata.
Czyli pięknie, bo choć kariera zawodnicza nie musi się przekładać na profesjonalizm instruktorski i odwrotnie, to jednak pan Ragab z niejednego pieca chleb jadł. Autor artykułu zwraca uwagę na to, że wielu karateków zmaga się z problemami związanymi z bólami w stawie łokciowym. Omawia budowę kończyny górnej i szczegółowo stawu łokciowego oraz analizuje ruchy jakie można wykonać w stawie łokciowym i podaje jakie są rozsądne zakresy tych ruchów. Myli się przy przepisywaniu wartości kąta z obrazka, ale tu logika podpowiada, która wartość jest prawidłowa. Ta na obrazku czy ta w opisie. Wreszcie konkluduje, że z reguły problemy z łokciem pojawiają się w miejscu, w którym ścięgno dotyka kości. O ile ja rozumiem dalszą część wywodu, to autor zwraca uwagę na fakt, że najczęstszym kłopotem karateków jest tak zwany łokieć tenisisty, czyli według autora ból spowodowany nadmiernym obciążeniem mięśni po bocznej stornie łokcia, który pojawia się w okolicach ścięgna prostownika, zwłaszcza wtedy, gdy nadgarstek jest rozciągnięty. Uważa zatem za słuszne rozważenie dwóch sposobów prowadzenie przedramienia podczas zadawania ciosu choku zuki, a mianowicie z łokciem odwiedzionym na bok i z łokciem trzymanym w dół.  Co dzieje się gdy łokieć jest  trzymany na bok (czyli tak, jak przyjdzie do głowy większości ludzi podczas zadawania ciosu w przód)? Otóż:
  • uraz powstaje głównie z powodu powtarzalnego napięcia i obrotów nadgarstka (!), ponieważ prowadzi do silnego skurczu prostowników nadgarstka,
  • łokieć nie będzie mógł być całkowicie zablokowany,
  • siła reakcji powstająca w chwili zderzenia ręki z celem będzie musiała być skumulowana w stawie łokciowym i mięśniach wokół niego,
  • nie będzie możliwe maksymalne skurczenie mięśni przedramienia.
A zatem z powodu powtarzającego się nadmiernego rozciągania stawu łokciowego, mogą się pojawiać kolejne kontuzje jak koślawość i przeprosty oraz powstawanie kościstych na rośli na czubku wyrostka łokciowego.
A co jeśli karateka uderza z łokciem skierowanym na dół? Ano wtedy:
  • ustawienie łokcia zapobiega ponadnaturalnemu rozciągnięciu stawu,
  • na skutek obrotu nadgarstka (!) bez obracania łokcia, układ kości przedramienia ma się uformować tak, że staw jest bardziej chroniony,
  • siła reakcji będzie się kumulować bardziej w mięśniach ramienia niż w tych okołostawowych,
  • mięśnie przedramienia będą mogły maksymalnie się kurczyć podczas obrotu nadgarstka, nie będzie kolizji wyrostka łokciowego z bruzdą wyrostkową (ciekawe czy dobrze przetłumaczyłem?).
Nie powiem, żebym uważał to za spójne i biorę to na razie na wiarę. Ostateczna konkluzja jest taka, że ponieważ karate ma być sportem na całe życie :-), więc trzeba być ostrożnym, a zatem łokieć koniecznie w dół.

A oto co o łokciu tenisisty pisze portal www.achillesmed.pl:
„Łokieć tenisisty” jest bolesną dolegliwością mającą swe źródło w zmienionej patologicznie okolicy przyczepu ścięgien mięśni prostowników nadgarstka do kości nadkłykcia bocznego kości ramiennej [...]. Tenisiści – zarówno zawodowcy jak i amatorzy – stanowią zaledwie 10% wszystkich pacjentów z problemem „łokcia tenisisty”; bardzo często na tę przypadłość zapadają ludzie pracujący na co dzień z komputerem (sekretarki, pracownicy biurowi, informatycy, etc.) – chodzi o specyficzny układ rąk podczas pisania na klawiaturze komputera, a także ludzie wykonujący ruchy nadgarstka typu wkręcanie śrubokrętem z silnym zaciskiem ręki (!)(ortopedzi, elektrycy) [...]. Przyczyną rozwinięcia zmian degeneracyjnych jest najczęściej długo trwające przeciążenie mięśni z powtarzającymi się mikrourazami na ich przyczepie do kości. W tenisie aktywnością która powoduje odgięcie grzbietowe nadgarstka (do góry) i napięcie w mięśniach jest niemalże każdy typ uderzenia. Zauważono, iż zawodowi gracze, którzy skarżą się na „łokieć tenisisty”, wykazywali zwiększoną aktywność prostowników nadgarstka w trakcie uderzenia i tuż po uderzeniu piłki. 
Teraz trzeba trochę wysilić mózgownicę i zastanowić się czy aby mocny ruch rotacyjny nadgarstka, jeśli tylko chcemy pozostawić łokieć skierowany w dół, nie jest pierwszą przyczyną powstawania owego łokcia tenisisty. A co, jeśli podczas zadawania ciosu układamy nadgarstek zgięty w dół, czyli pracujemy na "łokieć golfisty"? Samo zło!!!  Czy da się zamortyzować uderzenie mięśniami ramienia? Yyyyyy... Wydaje się, że trzeba się zdać na prostoliniowe ułożenie nadgarstka, bez zginania i prostowania i doprowadzić do tego, alby zamiast nadgarstka, cios przejął łokieć. Nie da się uniknąć szoku w stawie i jak rozumiem łokieć jest, mimo wszystko, do takiego zderzenia bardziej gotowy.
W dalszej części swoich wywodów autor posługuje się senseiem Nishiyamą dla zobrazowania jak powinno wyglądać uderzenie z łokciem skierowanym w dół. Pojawia się jedno z fajniejszych zdjęć senseia, czyli to:


Uuuuuu, a więc to jest łokieć w dół? Czyli oprócz obrotu dochodzi jeszcze zgięcie? Utrzymanie kierunku w dół z jednoczesnym mocnym obrotem nadgarstka to nie lada sztuka, a więc autor artykułu dopuszcza także zgięcie w łokciu? No to zacytujmy fragmenty artykułu prof. dr hab. inż. Krzysztofa Kędziora z Politechniki Warszawskiej gdzie jest taki oto rysunek:



I choć pan profesor rozważa przypadek statyczny, to wśród wielu ciekawych zdań jest też, że:
Siłami wewnętrznymi w analizowanym układzie są: wypadkowa siła mięśniowa F oraz siła reakcji w stawie R. Ponieważ promień rGZ jest dużo większy od rF, z równania (2) wynika, że siła mięśniowa, głównie rozwijana przez mięsień dwugłowy ramienia (w artykule nie chodzi o uderzenie, a o trzymanie), jest kilku- lub kilkunastokrotnie większa od ciężaru trzymanego w ręce. Przy dużych wartościach GZ, rzędu 100 N, siła reakcji w stawie R jest także kilku- lub kilkunastokrotnie większa od GZ, co z kolei wynika z równania (1).
A to daje np. wartość 10*100N co odpowiada ciężarowi 100kg :-) Z tego wynika, że jeśli ochronimy nadgarstek, żeby ochronić także łokieć to i tak w dłuższej perspektywie zniszczymy go innym sposobem. :-).


Ale na szczęście jest jeszcze jedna alternatywa (którą realizują także praktycy shorin ryu) i tą sobie rozwijamy na treningach sobotnich w klubie :-)


czwartek, 31 grudnia 2015

Trening musi zostać odbyty :-)

Dzisiejszym senseiem na treningu był Pan Twister. Nie jakiś tam mistrz, który krzywo spojrzy jak zegnę palec pod złym kątem, nie jakiś tam mistrz który obleje na egzaminie, bo zapomnę o energii ki, nie taki, co karze zrobić ćwiczenie, bo robiono tak sto lat temu tylko taki, który zna się na życiu.
Po kilku pierwszych sekundach udzielił reprymendy, że jeśli zrobię tak jeszcze raz to nabiję sobie coś co guza nie będzie już przypominało. A Mister Twister nie rzuca słów na wiatr i wie co jest stawką treningu. Bo Mister Twister to 4.5 km najbardziej zakręconej sztucznej trasy rowerowej w Polsce i ona jest tuż za moim domem. Jeśli nie wiesz do czego jest zdolna grawitacja i jak z nią współpracować to ... guz. Jeśli nie wiesz jak użyć bezwładności to ... lot. Jeśli nie rozróżniasz energii kinetycznej od potencjalnej i od energii ki :-) to musisz pedałować jadąc w dół. Jeśli to wszystko rozumiesz i stosujesz to masz najprawdziwszy, dynamiczny trening równowagi, czucia głębokiego i odwagi. Inny niż deski, supermany, donice i tym podobne. Jeśli Twistera przejechałeś szybko to znaczy, że mięśnie działają jak powinny i napinają się gdzie potrzeba, a rozluźniają gdzie należy.

Twister to takie coś, dla czego mógłbym rzucić karate... chyba.


TMZO  :-))

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Piękne

Zapomnijmy na chwilę o realności, samoobronie, sporcie i tym podobnych, bo wszyscy bohaterowie tego filmu włożyli na pewno w swój pokaz mnóstwo wysiłku. Skomponowanie go zgodnie z przepisami sportowymi i widzimisię sędziów też nie zawsze jest łatwe (też przecież enbu kiedyś układałem, ale może na szczęście nikt tego już nie pamięta :-). Natomiast w mojej ulubionej kategorii karateckich zachowań, czyli rzutów i podcięć warto w tym filmie wysupłać momenty z 1:17, 2:24 i 3:42. Zwłaszcza ten pierwszy jest przepiękny. Udało się chłopakom...



Film pobrałem z kanału YT Karen Dobrowolskiej.

.