Kategorie

archiwum (2) fizyka (70) fotografie (50) głupie (7) historia (77) inne (75) karate (99) kata (37) książki (21) multimedia (118) nie wiem już co (18) obozy (18) recenzje (10) rycerka (10) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (85) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (3) ważne (140) wiedza (152) zapisy (10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie wiem już co. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie wiem już co. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2020

Epidemia wirusa

Wszyscy pewnie siedzą w domu, nie można się spotykać, ale nie jest powiedziane, że nie można trenować. Zawsze też znajdzie się ktoś, kto będzie chciał inspirować innych i da do internetu coś od siebie. Czasami wychodzi coś fantastycznego, czasami mniej. Dla mnie to raczej jak doświadczenie socjologiczne, szczególnie w kontekście filmów szkoleniowych w sztukach walki, które nie są kontaktowe a mocno uznaniowe. No bo jeśli w różnych materiałach, ktoś opowiada różne rzeczy, to komu uwierzyć. Pewnie temu, kto to kiedyś miał okazję przetestować i na sobie sprawdzić. Komuś, kto tego użył. Źle by było, gdyby nikt tego nigdy nie użył. Kilku reprezentantów rożnych kanałów prezentujących ciekawe rzeczy znajduje się ponieżej. W kolejności przypadkowej, chronologicznie też przypadkowo. W jednym nawet kliknąłem, że mi się nie podoba. Wszyscy prezentują jakąś myśl. Czemu tak jest, że w niektórych, czasem zasadniczych rzeczach tak mocno się różnią? Być może nigdzie tam nie dał się zatrudnić żaden fizyk? Kto wie...

Polska Unia Karate Tradycyjnego

piątek, 25 października 2019

Grafik płakał jak projektował...

Kilku facetów pokłóciło się o logo. Tak się pokłóciło, że legły w gruzach przyjaźnie. Niech się ludzie kłócą, co mi do tego, jeśli to ich bawi, niech się tak bawią. Ale ci, którzy się tak pokłócili od zarania dziejów mówią o wielkich ideałach jakie daje karate. O wielkich wartościach, jakie z niego płyną. O tym jak karate kształtuje charakter. Z zaistniałej sytuacji wynika, że albo tak nie jest, albo może po kilkudziesięciu latach uprawiania karate i kształtowania tegoż charakteru coś się w tym charakterze poprzekształcało i się on rozregulował i jest odporny na wartości.
No więc, do jasnej anielki :-), do czegóż to karate w końcu jest? Co mogę dzięki niemu ukształtować? To tylko, co będzie chciał człowiek czyli pewnie ja ;-). To aż tak oczywiste, że nudne prawie. Na czym ostatecznie polega mistrzostwo w karate? Są tacy instruktorzy/nauczyciele/mistrzowie, którzy obiecują biegłość w samoobronie po nieskończenie długim czasie. 10 dan dostanę po śmierci. Są tacy, którzy nie obiecują jej w ogóle, bo nastawieni są na proces, nie na cel. ale to jednak cel jest istotny, to osiągnięcie jest ważne. Dobrze jest ten cel uzyskać ergonomicznie (bo nie poprzez robienie rzeczy najprostszych w sposób najtrudniejszy, jak mówi klasyk), z rozsądkiem, bez ofiar w ludziach. A proces niech towarzyszy pielęgnowaniu tego osiągniętego celu, usprawnianiu go, szukaniu lepszych i efektywniejszych metod by inni też go mogli osiągnąć.
Nie lubię tych nauczycieli, którzy gwałcą prawdy, które wcześniej głoszą, którzy się mylą ogłaszając się nieomylnymi. Nie lubię też tych, którzy nazywają się mistrzami, a ukrywają wiedzę lub ją zniekształcają. A potem się okazuje, że jeden karateka przywłaszczył logo tego drugiego. Czy mam przestać ćwiczyć karate? Może niekoniecznie. Czy mam poważnie traktować zazdrosnych o karateckie logo? Karate to tylko narzędzie, używa i kreuje go człowiek. Człowiek wystawia sobie świadectwo.
Jednakowoż w karate dla mnie ważny jest cel. Trenuję dla osiągnięcia zrealizowania określonego zadania. Nie dla procesu. Zrealizuję zadanie, obiorę inne. A na to jakim będę człowiekiem karate ma wpływ najmniejszy. Gdyby było inaczej, nie byłoby porządnych ludzi w krav madze, judo, bjj itp. A są? Są.
Potęgę karate mierzę tak: idę na plażę i wykonuję kata. Wśród ludzi. Jeśli opadają im szczęki, oznacza to, że znam się. Wiedzą, że mam narzędzie, którym umiem władać. Jeżeli się śmieją, jestem fujarą. Widzieliście kiedyś bezbłędnego prezentera kata, z którego się śmieją? Ja tak. Widzieliście zawodnika judo, który gdy efektywnie rzuca budzi śmiech? Ja sobie nie przypominam. Nie wydaje mi się, żebym cel powinien podporządkowywać procesowi. Odwrotnie raczej...

środa, 7 sierpnia 2019

Dwa razy

Dwie ciekawostki jak to robią ludzie jak chcą komuś obić buzię. Każdy może pooglądać, porównać, wyciągnąć wnioski dla siebie, uczyć się. Trzeba tylko wiedzieć, że karate nie może być karate dla samego karate a boks dla samego boksu...  
Ale w tym przykładzie chodzi mi tylko o to, jak zadają ciosy spece od tego samego nazwanego różnie.

https://www.facebook.com/733227670193842/videos/2400615390172143/

niedziela, 7 lipca 2019

Narodziny

Marek właśnie dostanie taśmy na uda i bark i będzie jak nowo narodzony. Będzie jak młody bóg...



piątek, 17 maja 2019

Uwierzyli

Są takie dziedziny wiedzy, że nie uwierzę jeśli nie poczuję. I na nic nie zda się czyjeś opowiadanie, że to działa, że inni skorzystali, że tak musi być, bo ktoś gdzieś pokazał, że tak jest. Ja tak mam, że nie wierzę. I pani magister też tak miała, bo na kurs pojechała sceptyczna. Nie wierzę nawet w to co mówiła, że na kursie wszyscy byli zadowoleni i każdy poczuł skuteczność. Nie wierzę nawet w to co mówił Zbyszek, że mu lepiej, albo Marek, że jest fajnie, Asia, tobie też nie uwierzyłem.
Dopiero jak przylepiła taśmę na moją szyję...


niedziela, 5 maja 2019

Zdjęcia miesiąca

Dawno już nie było...


Porażka prowadzi do jednej z dwóch rzeczy. Albo zaciskam zęby i prę dalej do przodu, pokonuję trudności i takie tam. Albo rzucam tym wszystkim w kąt. Obie opcje mają pewne plusy... A motywatory są głupie.

niedziela, 10 lutego 2019

Znowu się sprzeczają

Tym razem mistrzyni karate olimpijskiego przekomarza się z mistrzynią karate tradycyjnego, które karate jest lepsze i bardziej prawdziwe. Nawet nie ma sensu tego sporu tutaj przytaczać, bo bardziej to przykre niż rzeczowe. Przyganiał kocioł garnkowi. Wszyscy wiemy jaki test jest jedynie obiektywny i wszyscy wiemy, że nikt go nie wykona.
Żeby być z daleka od tego, Keiko się bawiło. "Nasze" dzieciaki startowały w zawodach:

Aga udzielała się na seminarium z Claudio Cerutim:

Boguś zdawał sobie egzamin:

Reszta się biła:

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Wszystkich Was ludzie po#&bało

Ciekawe co robi z ludzi debili najskuteczniej? Prochy, alkohol, pieniądze, władza może? I który naród jest najbardziej na to podatny? Jakie objawy są najbardziej jaskrawe? Może takie, że w jakimś kraju oszołom zabija prezydenta, którego największa grupa ludzi wybiera pięć razy z rzędu? Może ten, w którym minister każę wyrżnąć wszystkie dziki licząc na to, że przyrodą nie zachwieje? Albo ten gdzie w 21 wieku nadal pali się węglem i plastikiem, gdzie nie zarabia się na recyklingu śmieci? Może ten, gdzie kierowcy nie potrafią zaparkować na parkingu darząc szacunkiem  innych użytkowników parkingu? Albo ten gdzie kierowniczka od komunikacji narodowego, niekomercyjnego banku, zarabia więcej w miesiąc niż ja w rok? Czy może ten, który we własnym kraju promuje lenistwo i podłość, a kogoś, kto wyręcza odpowiednie rządowe organy i odwala za nie robotę hejtuje i nienawidzi?
Ludzie, popie*dyliło was już wszystkich zdrowo. Środek Europy, 21 stulecie i taki syf... Zacznijcie pomagać, żeby kiedyś komuś chciało się pomóc wam...

.

Arcy tydzień

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów w Czechowicach spadło tyle śniegu, że utrzymał się do dnia powszedniego. Zaliczyliśmy znowu kilka chwil po zimnym. Ale co najciekawsze, nasze panie od sprzątania szkoły, wreszcie przestały się bać i postanowiły trochę stopy przymrozić. Powodzenie akcji jest w głowie. Im mniej dywagujesz tym więcej zdziałasz.
Sobotę zamknęliśmy nocnym marszem na Skrzyczne. Bo choć w Zamieci jednak nie lecimy w tym roku, to jednak taki sprawdzian w tlenie jest raz na czas w sam raz. Okazało się, że jesteśmy aktualnie w takiej formie wytrzymałościowej, że w śniegu po pas było to najdłużej maszerowane 10 kilometrów. Zajęło nam to 5 godzin, a i tak nie zrobiliśmy zamierzonej pętli. Nie było nawet zimno, nie było lodu. Jedynie kupa śniegu, noc i brak szlaku w kilku miejscach. Trening w niedzielę wymagał już zatem od nas trochę samozaparcia. 


Ale to właśnie niedziela okazała się najbardziej owocna. Bo mój środowy psikus zbierał właśnie plony. Pamiętacie swoje dzieciaki bawiące się nad morzem w wodzie, całe sine z zimna, które nie chciały z tej wody wyjść? Kojarzycie jak sami po wuefie piliście wodę ze wspólnej butelki nie zważając na syf, który roznosicie wtedy między sobą? Zauważyliście jak wasze małe bobasy zjadają psie kupy? Niewiedza znieczula. Skoro mnie poproszono o zastępstwo na treningu dla dzieci, to założyłem, że jeśli będzie dym, to przynajmniej na moje konto, a nie na konto chłopaków sensejów :-) 

Zabrałem dzieciaki na śnieg.

Na 3 i pół minuty, choć może i mniej. Liczyłem się z rodzicielskim lamentem i lament był. A jakże: Kto to widział?! Proszę konsultować! Oby się nie powtórzyło! Czy to jeszcze jest karate?! Zabrakło wyobraźni!
Pominę trzy punkty: 
  1. Karate to jednak sport ekstremalny, sport walki i wymaga się nieco więcej niż gdzie indziej.
  2. Z kim tu konsultować, skoro rodzice zniknęli zanim jeszcze się zajęcia rozpoczęły? Ci, którzy byli, skonsultowali.
  3. Wszystkie dzieci zdrowe, zdolne do sportu, potwierdzone badaniami lekarskimi.
Bo pewnie nikt nie wziął pod uwagę zdobyczy współczesnej nauki. Rozgrzewka była taka, żeby pobudzić krążenie, ale nie spocić w nadmiarze, pobyt na śniegu krótki, żeby się nie zdążyć wychłodzić. Temperatura powietrza nieujemna, brak wiatru, śnieg po kostki. Zapalenia płuc od tego nie ma. Bawełniane, suche karategi tworzy lekką poduszkę powietrzną, która przez chwilę chroni przed zimnem. A może rodzice kupili swoim dzieciom takie eleganckie poliestrowe, które transportując pot dodatkowo chłodzi? Ktoś Wam podpowiedział, żeby takie kupić? Wydawałoby się, że czasy kiedy babcie ględziły, żeby nie biegać, bo się spocisz minęły bezpowrotnie. Babcia wie, że im kto się podczas wysiłku wydajniej poci tym lepszą ma termoregulację? Zabrońcie szczepień, bo ukłucie boli.
No ale dobra, nie każdy przecież musi trenować. To jest prawda oczywista! Ale jeśli już ktoś się za to bierze, niech nie próbuje postępu zatrzymać. Niech go przyspiesza!!!

I, jak pisał klasyk: to by było na tyle, bo na przedzie było co innego.

Aha, Ignacy powiedział, że trening był fajny i śnieg też...

A dobra, jeszcze jedno. Czy ktoś tutaj, oprócz Aśki, wie jakie ciepło właściwe ma woda? I co to jest ciepło właściwe?


poniedziałek, 17 września 2018

Leśne inspiracje + ERRATA

Tym razem do Tucholi zaciągnął nas sensei Claudio Ceruti na zgrupowanie goshindo. Niezależnie od tego jakie są takie seminaria, czy dobre, czy słabe, zawsze dadzą coś do myślenia. Nawet jeśli to myślenie jest bardzo luźno związane z tematem seminarium. Te przemyślenia też są luźne, bo mimo, że w ekipie mieliśmy seminaryjne świeżaki, to jednak po raz pierwszy od jakiegoś czasu ogarnialiśmy sprawę naszymi umysłami. Bez mała wiedzieliśmy co należy robić :-) Z racji tego, że wiedzieliśmy, to potem dzięki dobrym nastrojom skonsumowaliśmy Tucholę. Były grzyby, kąpiel w zielonej wodzie, podglądanie bobrów i nocny grill z prezesem. 
Ale z innej beczki... luźne myśli...  Uczenie niekontaktowego karate to ciężki kawałek chleba. Wiele jest tu przecież kwestią umowy, zasad, trzymania się pewnych reguł i ustalonych zachowań. Nie wiem, czy nie jest to sprawa beznadziejna. Bo jeśli jeszcze ktoś zbyt dużo nacisku kładzie na sztukę, a nie na użytkowość to sprawa się komplikuje po trzykroć. Pojawiają się rzeczy zbędne, nieracjonalne, niewytłumaczalne. Ktoś mówi: "zróbmy rzecz najprostszą w sposób najbardziej skomplikowany", zamiast pokazać jak to działa. Ktoś woli powiedzieć: "zaczerpnij energię z ziemi" (matko! jak tego nie trawię), zamiast: "odbij się od podłogi". Zamiast: "postaw nogę do tyłu", słyszę: "zrób yori ashi, ale nie takie yori ashi, tylko takie yori ashi".  Potem jeszcze czasem jest: "stań dalej bo jest niebezpiecznie" i zaraz: "stań bliżej, żeby było niebezpiecznie". Takie oto retrospekcje z innych treningów mi się przypomniały w czasie dwóch dni szkolenia. 
Inna rzecz mnie ubodła jednak podczas samego treningu. Mnie jako fizyka, a nie jako karacistę. Tyle się wśród niekontaktowych (hmmm, zabrzmiało złowrogo) albo fanatyków shotokanu, mówi o pięcie nogi zakrocznej stawianej na podłodze. W aspekcie treningowym ma to istotne znaczenia dla rozumienia jak pogodzić potrzebę poruszania się z koniecznością zachowania stabilności i możliwości kontynuowania działań po mocnym ciosie lub ciosie nieudanym. Jeszcze istotniejsze ma to znaczenie w kontekście uprawiania "sztuki", gdzie każdy szczegół chce być ważny. Pamiętam treningi z senseiem Shiraiem z dawnych czasów, gdy tłumaczył jak zdobywać dystans i jak z tego dystansu zadawać ciosy. Wtedy zrobiło to na mnie kolosalne wrażenie, a było to bez mała 20 lat temu. Teraz jednak trzeba było potrenować coś zgoła przeciwnego. Jakby gdzieś zapomnieniu uległa cała wiedza ze szkoły o tym, co to jest siła, kiedy ciało jest w stanie przyspieszać, co to jest pęd, energia mechaniczna, praca w sensie fizycznym, jak zachowuje się pęd itp. A przecież co roku robimy o tym wykład. Filozofia filozofią, ale zwykłe, prostackie fizolstwo też ma swoją wartość... No dobra, może po prostu wszystko co było w tej kwestii do zrozumienia zrozumiałem na odwrót. Tak też mogło być... Ale przygoda była całkiem kształcąca, a i plan treningowy na najbliższe miesiące spójny z pomyślunkiem senseia :-)

Tuchola 2018

P.S.
Tak... Robert mówi, że wszystko zrozumiałem na odwrót :-(

.

czwartek, 28 grudnia 2017

Gruba filozofia

Do wiązania pasa od keikogi dorobiono już całą filozofię i zasady. Że niby symbolizuje to i tamto, że krzyż z tyłu odstrasza wroga, że z przodu straszy smoka. Mam wrażenie, że w przypadku starego japońskiego "dresu" do ćwiczeń chodzi o to, aby jednak bluza się nie rozjeżdżała i nie utrudniała walki. Chociaż jeśli masz mocną klatę, to może niech i się ta bluza rozjeżdża :-) A potem wynaleziono gumki i rzepy...

W pierwszej kolejności zawiąż pas tak, żeby ci się nie rozwiązał. Gracie pomoże:




Ale ten jest sposób jest najsłodszy: =>DRILL TO KILL
.

czwartek, 14 grudnia 2017

40 lat minęło... +4

Nie wiem co zrobiliście dziś Paulinie i jak ją do tego namówiliście, ale jej dzisiejsza forma, rozum, tajming, technika to był najlepszy prezent urodzinowy jaki mógł się mi przytrafić. Hej ha!!!


niedziela, 3 grudnia 2017

Wygrywamy ...

... z pogodą, póki co i powoli zbliżamy się do prawdziwego morsowania. Dziś w rzece +4C, a w powietrzu -3C.


A tymczasem uwaga! Prawdopodobnie za tydzień morsów nie będzie. Będziemy próbować zrobić rekonesans trasy na styczniową ZADYMĘ. Kto jeszcze nie był, musi iść, bo się potem zgubi.
.

niedziela, 25 czerwca 2017

Dyrektor ds Szczytu Formy

Piłka nożna obnaża wiele rzeczy. Obnaża słabości charakteru, wyzwala najgorsze instynkty, każdy chce wygrać, choćby po trupach... ludzie ją wymyślili i teraz niekoniecznie dają sobie radę z jej konsekwencjami. Ale co tam... pograliśmy przez bite dwie godziny, 3x2x20 i 1x2x10. pomęczyliśmy się w upale, ponaciągaliśmy więzadła, rozklepaliśmy stawy, poskręcaliśmy kostki, sezon zakończony. Ale jest zła wiadomość. Widział nas bez koszulek (Was w koszulkach też) nasz Dyrektor ds Szczytu Formy i stwierdził, że nigdy więcej nie chce już widzieć tyle [...] nasyconych i nienasyconych. Poszperajcie na blogu wśród książek o diecie. Kupcie, czytajcie i stosujcie. Ja też muszę...

Wspomniane zdjęcia usunąłem z galerii, 30 można oglądać TUTAJ


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Jutuber mówi...

I mnie też to frustruje, denerwuje, śmieszy, drażni, ale coraz mniej energii na to poświęcam, bo trochę jej przecież musi zostać dla ęduro :-)

czwartek, 9 lutego 2017

Jeden cios ... tak, by złamał się nos...

Hewanajsłikend... bikerful...
To może być keikowy hymn...




Witajcie w zasadniczej szkole zawodowej karate!
Może nie oferujemy tu średniego wykształcenia,
ale po ukończeniu edukacji w naszej placówce
przynajmniej będziecie mieć fach w ręce... i w nodze.

Nigdy nie był ze mnie Jean Claude Van Damme,
ani też Bruce Lee, ale Łukasz Kruczek też słabo skakał,
a teraz kadrę szkoli.
Może i do budyneczku tu i ówdzie przyczepić się można
za to na każdej lejbie w kimono uderzyć można.

Prawą ręką zadaj ból, lewą ręką zadaj śmierć,
chyba, że jesteś mańkutem, to zadaj odwrotnie.
Prawą ręką zadaj ból, lewą ręką zadaj śmierć,
chyba, że jesteś mańkutem, to zadaj odwrotnie.

Jeden cios, tak by złamał się nos,
w ryj z kopa albo lepiej w jądra,
słychać wrzask - było założyć kask
Wściekły Wąż jak Steven Seagal

Na matmie liczymy wybite zęby
i ilość ciosów, które doszły,
na bioli uczą po co unikać kopów w okolice moszny,
warsztaty karate i rela do wyboru
są tu nieobowiązkowe,
a na polaku, jak na polaku, nie robimy nic

Mistrz polecił unikać niepotrzebnych walek,
na świecie jest aż nadto, po co więcej kalek?
Mistrz polecił unikać niepotrzebnych walek,
na świecie jest aż nadto, po co więcej kalek?

Jeden cios, tak by złamał się nos,
 w ryj z kopa albo lepiej w jądra,
słychać wrzask - było założyć kask

Wściekły Wąż jak Steven Seagal
Jeden cios, tak by złamał się nos
w ryj z kopa
albo lepiej w jądra
słychać wrzask - było założyć kask


poniedziałek, 23 stycznia 2017

Wiara, nadzie..., ....ść

Jakiś czas temu, znowu na forum, przewinął się temat o tym czy to jest mądre kazać sobie zapłacić za treningi z góry na pół roku lub dłużej. No bo przecież zawierając umowę np. telekomunikacyjną muszę ją zawrzeć na rok lub dwa. I zobowiązuję się do płacenia. Może nie z góry, ale przez dwa lata. W zamian dostaję specyfikację techniczną usługi i precyzyjne warunki umowy, których obie strony zobowiązują się przestrzegać. Mam jakąś szansę na poprawę parametrów technicznych usługi w trakcie trwania umowy, bo jednak konkurencja nie śpi :-)
Czy będę żądał pieniędzy za pół roku? Nieee, nie żądam nawet wpisowego. Ale tak mają w kraju łososia i łosia. Każą sobie zapłacić z góry i kiedy się wycofasz to twoja strata. To jakaś dziwna jest przypadłość karateków, że wydaje im się (niezależnie od stylu i organizacji), że pozjadali rozumy i posiadają monopol na wiedzę. Niektórzy dodatkowo nie radzą sobie z faktem, że uczeń może ich przerosnąć, a jeśli tak się dzieje i mądry nauczyciel powinien być przecież z tego dumny. Karatecy mają też monopol na tworzenie "rodziny". Na szczególne więzi i zależności między senseiami i uczniami. Sensei ma być darzony szacunkiem ... bo tak. A uczeń ma jeszcze za to zapłacić. Miłość za pieniądze jakąś inną nazwę nosi chyba... :-( Czy całkowite posłuszeństwo (jak niedaleko nas) to rozwój człowieczeństwa? Yyyyy?
Mnie to już tak wkurza, że cieszę się, że mój norweski ulubieniec w końcu to karate rzucił! Wreszcie panna A. to zrobiła! Nasza korespondencja o hecach treningowych, o subiektywnej wiedzy niczym niepopartej i o kosmicznych teoriach na temat kata i kumite nieustannie zbijała mnie z tropu, ale też przekonywała, że im dalej od olimpiady tym lepiej. Karate to ma być przecież wiedza. To ma być ergonomiczna technika, wytrenowana sprawność fizyczna i uniwersalna strategia. Ale to wszystko w rękach rozsądnych ludzi, bo dając głupkowi mordercze narzędzie szczęścia nie będzie... z człowieczeństwa nici. Ale z drugiej strony rozdrabnianie się i rozczulanie nad drobiazgami tym bardziej nie czyni z karateki godnego naśladowania. Niektórzy przez to rozdrabnianie generują w sobie poczucie kosmicznej misji, nieomylności i posiadania "towaru" o jakości najwyższej i do niczego nieporównywalnej. Boszszszsz...
Agata, mam nadzieję, zostanie teraz rowerówą pełną gębą. W tym też mam swój udział. Ale tutaj kryteria postępu są obiektywne, umiejętności wymierne, powietrze świeże i widoki przepiękne. Olimpiada jest w pięknych okolicznościach przyrody, a nie na sportowej hali. Jest na co patrzeć.



Choć może jeszcze kiedyś trafi na sztuki walki, które ją zachwycą...

P.S.
Obejrzyjcie: "Zaawansowane techniki karate" i znowu zakapior ma w repertuarze oi-zuki. Litości.

niedziela, 11 września 2016

FAQ

"Stop zwolnieniom z wf-u" już pewnie rusza, w ulotce z "Kumulacji Aktywności" odezwa do rodziców, jak zachęcać dzieci do aktywności fizycznej, a to taki kwiatek:
- Mamo, idę na trening.
- Jest nieposprzątane! Nie idziesz!
- Nikt nas nie odwiedza, nikogo nie wpuszczasz, mogę posprzątać jutro.
- Jak można przedkładać przyjemności nad sprzątanie?

Chciałem napisać: Kto jest w końcu najgłupszy? Nauczyciele, rodzice czy dzieci? Ale nie napiszę przez grzeczność.