Kategorie

archiwum (2) fizyka (70) fotografie (50) głupie (7) historia (77) inne (75) karate (99) kata (37) książki (21) multimedia (118) nie wiem już co (18) obozy (18) recenzje (10) rycerka (10) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (85) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (3) ważne (140) wiedza (152) zapisy (10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lutego 2019

Znowu się sprzeczają

Tym razem mistrzyni karate olimpijskiego przekomarza się z mistrzynią karate tradycyjnego, które karate jest lepsze i bardziej prawdziwe. Nawet nie ma sensu tego sporu tutaj przytaczać, bo bardziej to przykre niż rzeczowe. Przyganiał kocioł garnkowi. Wszyscy wiemy jaki test jest jedynie obiektywny i wszyscy wiemy, że nikt go nie wykona.
Żeby być z daleka od tego, Keiko się bawiło. "Nasze" dzieciaki startowały w zawodach:

Aga udzielała się na seminarium z Claudio Cerutim:

Boguś zdawał sobie egzamin:

Reszta się biła:

niedziela, 9 grudnia 2018

Kupcie, bo nie pożyczę...

Są tacy ludzie, którym nawet chętnie dam zarobić. Dwadzieścia z górką lat temu kupiłem książkę o ninja :-) i już tam czytałem o kontroli organizmu na mrozie, wodzie  itp. To jednak była książka z bajkami i takie mnie drażnią. Wolę potwierdzone badaniem fakty. Nie cierpię mówienia, że coś jest tak, bo tak ma być podczas, gdy równie łatwo znaleźć prawdy przeciwne. Ale Wim Hof mnie interesuje. Także dlatego, że sam na sobie potwierdzam, że co najmniej część jego doświadczeń jest prawdziwa.
I jeszcze jedno jest fajne. Po tygodniu rzetelnej pracy otrzymuję efekty utwierdzające w sensowności wybranej drogi. Nie ma tam kolorowych pasów potwierdzających zaawansowanie, nie muszę słuchać "jedynie słusznych" argumentów, nie muszę robić rzeczy, które działały sto lat temu i teraz są głównie na pamiątkę.
Aha, i jednym ciurkiem przeczytałem 8 stron. Znaczy, że wciąga :-)


sobota, 17 listopada 2018

Zima idzie, zakwitną morsy

Niektórzy ciągle jeszcze mają kłopot z tym, żeby wejść do zimnej wody, nawet się z tego śmieją gdy kto inny wchodzi, ignorują dobry wpływ chwilowego zimna, a okazuje się, że Iceman ma swoje "dojo" w Przesiece w polskich Karkonoszach. To co wyprawia zaczyna mnie interesować. Dodatkowo ktoś wreszcie postanowił go zbadać i opisać naukowo. Czyli może kiedyś przebadają też tych, którzy szastają swoją energią na lewo i prawo:




Tutaj Iceman czyli Wim Hof idzie na Śnieżkę:

Tutaj Iceman uczy oddychać:


No i tutaj coś jeszcze:
KLIKNIJ

środa, 8 sierpnia 2018

Coś tam jednak robimy

... w czasie wakacyjnego nieróbstwa


niedziela, 29 kwietnia 2018

Majówka

Majówka bez ruchu. Powrót na matę 7 maja.

środa, 4 kwietnia 2018

niedziela, 28 stycznia 2018

Zamieć/Zadyma 2018

No i było... zamiast trenowania w kółko na sali wreszcie coś innego. Trzecia dla Keiko edycja Zadymy. Warunki na trasie na Skrzyczne i na dół bardzo szybkie, śniegu mało, wiadomo było, że czasy będą rekordowe. Dla utrudnienia robimy to po zmroku..
A inni:
Najszybszy bieg  na jednym okrążeniu: 1h, 15 minut. Największa ilość okrążeń, czyli wbieg na górę i zbieg na dół: 10. Największa ilość okrążeń drużynowo: 13. A my: klubowy rekord trasy 1h 55 minut. Rekordowe dziewczyny: 2h, 25 minut. To szybciej niż Rafał w zeszłym roku. Kaśka: niecałe 6h choć liczyliśmy się z tym, że zginie na trasie. No i na koniec zapadła decyzja, że w przyszłym roku czas już się ścigać. Może jeszcze nie z ludźmi, ale ze sobą, w każdym razie nie na Zadymie, bo to już nie ma sensu, a na Zamieci. Skoro zrobiliśmy dwie pętle w tym roku i były jeszcze siły na trzecią, to za rok wyrobimy 4. W zespole 6. Taki cel. A ponieważ dzisiaj nic się nie chce to taka myśl przechodzi prezesowi przez mózg: może by to Keiko zamknąć i Zamieć wygrać?

Rekordziści:

 Przed:
Po:

Dla wszystkich:

Ostatecznie relaks też się należał i nawet morsowanie się udało. Poprzeczka podniesiona wyżej: skoki do wody


niedziela, 10 grudnia 2017

Trening w głowie

Rozpoczęliśmy przygotowania do "Zadymy". Tu, podobnie jak z morsowaniem, wszystko jest w głowie. "Zadyma" ma tylko 13 kilometrów długości i raptem trzeba się wdrapać na Skrzyczne. Jeśli ktoś mówi; nie da się, nie wyjdę, za daleko, to jest to raczej problem głowy, bo nie ciała. Dali radę najmłodsi i dali radę najstarsi, czyli głowy mamy sprawne. Pogoda na górze o tej porze roku jest piękna. Pies się wyszalał. A my wiemy, że ekipa jest zgrana, w zespole pracuje wybornie, w szczególności Marek, który w bazie czuwał nad naszymi samochodami. Tego mu nie zapomnimy!

Zdjęcia są. 53. Kliknij na to:

https://photos.app.goo.gl/8I5RsQ7UpHQHXoOq2

piątek, 3 listopada 2017

Kwizzz

Znajdź najważniejszy szczegół na zdjęciu:


czwartek, 2 listopada 2017

Next big think...

Zbychu się zniesmaczył i zmobilizował mnie/nas do powrotu do starego, choć i tak jest to element pewnego szeroko zakrojonego planu. A i tym razem stare jest dobre. Czyli okres docierania osobowości uważamy za zamknięty i wracamy do porządku następującego:
  • w poniedziałki wysiłek, samoobrona i walki (no i czasem piłka :-),
  • we czwartki wysiłek, samoobrona, kata i parter (no ball!),
  • w sobotę walki, metodyka, fizyka, zajęcia instruktorskie.
To może nas doprowadzi elegancko do egzaminu w grudniu. Domina też weszła w fazę intensywnego zajmowania się sobą i zrealizowała pierwsze w swojej karierze nocne morsowanie. Szczegóły na zdjęciu poniżej:


Przy okazji może to też być start przygotowań do tegorocznej Zadymy, przypominam: ja nie lecę, bo Sigma to już jednak babcia i ten wysiłek mógłby ją zabić. Może Nówka...

poniedziałek, 4 września 2017

My name is... Tuchola 201(00)7

Pojechaliśmy do Tucholi mimo tego wszystkiego co się tam wydarzyło. W sumie w samej mieścinie niewiele widać już zniszczeń, a na wycieczkę po okolicy brakło nam już czasu. Tuchola to dla nas doroczny kurs dla instruktorów SGI. Ja takie kursy lubię, zwłaszcza jeśli poprowadzone są bez napinki, bez ideologii i bez nawiedzenia. I nawet powiem, że to co robią szefowie SGI ma już powoli znamiona kursu instruktorskiego w jakim sam chciałbym przed laty uczestniczyć. Być może dlatego, że nie koncentruje się on wokół sędziowania turnieju sportowego (co ma oczywiste znaczenie dla pasjonatów sportu, turniejów i rywalizacji) tylko wokół ogólnie rozumianego treningu fizycznego, mentalnego i technicznego. 
Po raz pierwszy nie chciało mi się prowadzić wykładu o fizyce. A niech poczują głód! Ale za to było sporo o fizyczności, o regeneracji (jak na zawołanie spory artykuł o rolowaniu i powięzi we wrześniowym numerze magazynu BIKE), o prawidłowej pozycji ciała i pracy na nogach. Fajny mini blok o uczeniu początkujących, wymiana doświadczeń instruktorskich (i dobrze, bo nawet guru, albo zwłaszcza guru może się mylić, co w sumie często czasem trudno zauważyć). Dobrze było widać czym dla kogo jest karate, jakie mają instruktorzy podejście do samoobrony. Ale w dalszym ciągu nie wiem dlaczego część nie lubi, bądź nie docenia parteru? Może gdyby pozwolić McGregorowi stłuc Floyda przy pomocy wszystkich swoich umiejętności byłaby ta kwestia bardziej akceptowalna.
Dla mnie było to wydarzenie pierwszej próby. Ukoronowaniem całości jest numer mojego certyfikatu:

a fotografie dostępne są po kliknięciu na obrazek:

 Tuchola; kurs

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Hejże hola!

Od 7 września rozpoczynają Czechowice!!! Szczegóły pracy pozostałych sekcji na www.klubkeiko.pl.

.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Jutuber mówi...

I mnie też to frustruje, denerwuje, śmieszy, drażni, ale coraz mniej energii na to poświęcam, bo trochę jej przecież musi zostać dla ęduro :-)

sobota, 1 kwietnia 2017

środa, 22 marca 2017

Fizyka dla chętnych



Dawno już temu byliśmy zaproszeni do poprowadzenia treningu w klubie ju jutsu. Zdarzyło się niejednokrotnie trenować z sportowymi karatekami. Robiliśmy trening dla klubu Seido i kilka pokazów na Festiwalu Nauki tu i ówdzie. Dzisiaj otrzymaliśmy zaproszenie od klubu Capoeira, w piąteczek znów dla karateków WKF... I to wszystko razem z fizyką.


Ooo, tak było:


sobota, 28 stycznia 2017

Marlena uratowana

Tegoroczna edycja "Zadymy" przejdzie na pewno do historii jako wydarzenie bez precedensu. Po pierwsze wystartowaliśmy w oszałamiającej liczbie 11 keikowiczów (No; 10 plus gość). Po drugie, mimo znacznie cięższych warunków Rafał pobił zeszłoroczny czas. Niby o parę minut jedynie, ale ekstrapolując na zeszłoroczne warunki do jednak dał mocno czadu (2h:28min /67 miejsce). Niekwestionowaną królową imprezy była jednak Marlena, która pobiła rekord w drugą stronę. Zachowała się jak profesjonalistka i postanowiła zrobić prawdziwą zadymę!!! Nie jakieś tam "Muszę być pierwszy", "Muszę wszystkich wyprzedzić", żadne "Muszę obronić tytuł", albo "Chcę być mistrzem świata". I w dodatku jeszcze nie pozwoliła nam pojechać do domu po skończonym biegu, bo postanowiła wrócić do bazy po zmroku!!! Żeby to zrobić musiała przejść pętlę na Skrzyczne i na dół (13.5km) w czasie dłuższym niż 6 godzin, bo start odbywał się o godzinie 11.00. I udało się!!! Nikt nie pomyślał, żeby wziąć ze sobą czołówkę, bo po co w środku dnia i Marlena to wykorzystała. Wyczekała zmroku i ruszyła... 
Najedliśmy się strachu, ruszyliśmy po nią... 
Na szczęście dostała na trasie bezinteresowną pomoc od organizatorów i ktoś jej na ostatnim odcinku, aż do naszego spotkania na ostatnim zbiegu, towarzyszył. Dziękujemy, po pomoc była potrzebna.
Czyli każdy coś przeżył, coś zobaczył, coś osiągnął, niektórzy szepnęli "Nigdy więcej". Ale nie wiadomo co się wydarzy. A Marlena będzie miała co prawnukom opowiadać. Nawet psy były zmęczone, jeden do tej pory śpi. Góra zawsze weryfikuje bardziej niż miś świata, bo misia świata można podejść podstępem. Góry nie za bardzo. W zeszłym roku pękło kolano. Tym razem je zabezpieczyłem, więc pękło drugie :-)

Oto kilka zdjęć. Mieszczuchy zobaczcie co wdychacie. Ahaaaaa.... w nagrodę za odnalezienie Marleny zafundowaliśmy sobie banię (ostatnie zdjęcie). Na zewnątrz -7, wewnątrz + 36 stopni. Szkoda, że ręcznik tak szybko zamarzał.



piątek, 27 stycznia 2017

wtorek, 20 grudnia 2016

Przed Świętami, na Święta i po Świętach

W najbliższy czwartek odbędzie się ostatni trening przed świętami, ale będzie to trening tylko dla grupy zaawansowanej. Bielsko-Biała, godzina 18.00-20.00.
Kolejne spotkanie dla wszystkich grup w poniedziałek, 01 02 stycznia 2017 w Czechowicach o zwykłej porze i w zwykłym miejscu.
W międzyczasie, 7 stycznia, sekcja w Starym Bielsku organizuje zawody dla dzieci.
Najważniejszym wydarzeniem dla grupy dorosłej :-), zarówno początkującej jak i zaawansowanej jest seminarium szkoleniowe Goshindo, któe będzie miało miejsce 6 i 7 stycznia 2017. Sensei Robert Reiter potwierdził przyjazd. Wstępne ustalenia przewidują początek sesji treningowej w piątek i sobotę o godzinie 10.00. Bielsko-Biała, sala III LO.

Tymczasem, miejcie się ciepło, odpoczywajcie, ale nie zresetujcie się tak do końca z racji Nowego Roku bądź Świąt, bo potem tego nie nadrobię...


środa, 14 grudnia 2016

CZy to widzicie...?


... przecież to Sabina!!! Nie zgadniecie w czyim judogi ćwiczy...

niedziela, 4 grudnia 2016

Zawodowcy

Zawodowcy spędzili ten dzień na pewno na treningu, na turnieju, na zgrupowaniu, na czymkolwiek poważnym... my nieee. Keikowcy spędzili dzień na stoku Skrzycznego. Za dwa miesiące odbędzie się druga dla nas edycja "Zadymy". Postanowiliśmy sprawdzić, czy działając w zespole uszczkniemy trochę z zeszłorocznego rekordu. Do pobicia było 2,5h wejścia i zejścia na szczyt. W przepięknych okolicznościach przyrody zajęło nam to 6 godzin! Nie, nikt się nie obijał, nikt nie marudził. Po prostu napadało śniegu po kolana, a miejscami po pas. Dobrze, że Rafał ma pas wyżej niż inni to mógł przecierać szlak. Trzeci w szeregu szedł już jak po deptaku, ale tempo i tak było himalajskie lub nepalskie, jak kto woli. Sporo metrów zasuwaliśmy na kolanach, trochę się powspinaliśmy, trzy razy wyciągałem psy z przepaści, uratowaliśmy jedną wycieczkę przed zabłądzeniem, próbowaliśmy zjazdu na tyłkach, zżarliśmy wszystkie czekolady i żele, wody nie wypiłem, bo zamarzła w rurce od bukłaka, nogi czuły się jak po tysiącu przysiadów. Wszyscy jednak wrócili, nawet zadowoleni, część dotarła na wieczorny trening, choć był jakiś taki niemrawy... :-)