Do jednych coś trafia wprost, innym tłumaczy się na około, jeszcze innym metafizycznie, jeszcze innym na wiarę. Ale każdy widział łyżwiarza figurowego kręcącego piruety, albo skoczka do wody kręcącego salta. A więc w tym przykładzie chodzi o zwykłą, najzwyklejszą zasadę zachowania momentu pędu. Ale jeśli przysłuchać się uważnie wyjaśnieniom na filmie, to warto także zwrócić uwagę na rzeczywisty fakt, że w ruchu obrotowym bryły prędkość kątowa nie zależy od odległości od osi obrotu...
Kategorie
archiwum
(2)
fizyka
(70)
fotografie
(50)
głupie
(7)
historia
(77)
inne
(75)
karate
(99)
kata
(37)
książki
(21)
multimedia
(118)
nie wiem już co
(18)
obozy
(18)
recenzje
(10)
rycerka
(10)
samoobrona
(7)
seminaria
(18)
sponsorzy
(2)
sport
(28)
technika
(85)
trening
(225)
turnieje
(17)
virtualny sensei
(3)
ważne
(140)
wiedza
(152)
zapisy
(10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedza. Pokaż wszystkie posty
środa, 9 września 2020
niedziela, 31 maja 2020
Osiągnięcie
To miłe, że renomowany angielski magazyn poświęcony karate shotokan, czyli Shotokan Karate Magazine, zauważył w końcu, że człowiek ma coś jeszcze poniżej bioder i jego poruszanie się i kontaktowanie rąk z podłożem opiera się na pracy nóg. Redaktor naczelny zauważył, że nogi są kluczowe dla rozpędzania ciała i w szczególności bioder i zwizualizował to odkrycie filmem. Chciało by się rzecz: nareszcie to odkryli, bo człowiek robi to od chwili kiedy się wyprostował. Choć to jest masowe zjawisko, że instruktorzy ciągle mówią: biodra, biodrami, z bioder itp. Ale kończy się to wtedy nie na zwiększaniu energii lecz na ruszaniu tyłkiem.
sobota, 2 maja 2020
Koniec prac...
Po 8 latach przerwy, korzystając z niewielerobienia sportowego postanowiliśmy po raz kolejny uruchomić Wirtualnego Senseja. Tym razem z troską i skrupulatnością zatrudniając do jego obsługi prawdziwe umysły. Przeprowadziliśmy niezliczoną ilość pomiarów, w rożnych konfiguracjach, w różnych warunkach, na różnych komputerach, w różnych miejscach. I udało nam się dowieść bardzo ważną rzecz. Wirtualny Sensej w wersji Lite nie działa. Albo co najwyżej działa tak, że nic nie działa poprawnie. Początek jest obiecujący; Kinect wykrywa sylwetkę, rozróżnia członki, rejestruje obraz, ale zaraz potem mylą mu się nogi prawa z lewą, im szybciej się poruszają ręce tym bardziej ich nie zauważa, jeśli tylko któreś z punktów kontrolnych się mijają wówczas się sensorowi mylą, energia kinetyczna całkowita jest liczona, ale nie wiemy czego, bo sensor równocześnie rejestruje nogi i ręce, a środek masy nie jest tu specjalnie interesujący.... Co prawda autor programu twierdzi, że wszystko działa dobrze i nawet podaje pliki z danymi wyjściowymi, ale na ten temat mam swoje zdanie.
Pewnie wersja pełna działa dobrze, bo włoska kadra WKF używała, ufam nawet, że zauważyła błędy w wykonaniu, które umieściła w promocyjnym filmie. Ale wersja lajtowa nie jest dobra. Albo przynajmniej nie jest dobra dla zwyczajnie rozgarniętego komputerowo człowieka. Fuka...
czwartek, 19 marca 2020
Epidemia wirusa
Wszyscy pewnie siedzą w domu, nie można się spotykać, ale nie jest powiedziane, że nie można trenować. Zawsze też znajdzie się ktoś, kto będzie chciał inspirować innych i da do internetu coś od siebie. Czasami wychodzi coś fantastycznego, czasami mniej. Dla mnie to raczej jak doświadczenie socjologiczne, szczególnie w kontekście filmów szkoleniowych w sztukach walki, które nie są kontaktowe a mocno uznaniowe. No bo jeśli w różnych materiałach, ktoś opowiada różne rzeczy, to komu uwierzyć. Pewnie temu, kto to kiedyś miał okazję przetestować i na sobie sprawdzić. Komuś, kto tego użył. Źle by było, gdyby nikt tego nigdy nie użył. Kilku reprezentantów rożnych kanałów prezentujących ciekawe rzeczy znajduje się ponieżej. W kolejności przypadkowej, chronologicznie też przypadkowo. W jednym nawet kliknąłem, że mi się nie podoba. Wszyscy prezentują jakąś myśl. Czemu tak jest, że w niektórych, czasem zasadniczych rzeczach tak mocno się różnią? Być może nigdzie tam nie dał się zatrudnić żaden fizyk? Kto wie...
Polska Unia Karate Tradycyjnego
Polska Unia Karate Tradycyjnego
piątek, 17 stycznia 2020
Duperele vol. 11
Od jakiegoś czasu shotokan chyba szuka tożsamości i sensu. Dzieje się tak pewnie w opozycji do tak zwanego nurtu tradycyjnego i zapewne w kontrze do karate sportowego czyt też olimpijskiego. I pewnie z drogą jaką obrały szkoły karate kontaktowego wywodzące się z nurtu kyokushin też im "nie po drodze". Z takiego poszukiwania pewnie może wyjść coś dobrego co uwiarygodni aspiracje shotokanu do bycia rasową sztuką walki. Na razie te próby, w których widać jak na dłoni, że to jak się trenuje przekłada się na to jak się potem walczy są jakie są, ale zawsze na początku jest trudno. W myśl powiedzenia: "im więcej krwi na macie, tym mniej potu w walce":
To jest chyba częściowo polski pomysł:
Tu już sprawa międzynarodowa:
Tak się ludzie bawią już od dawna i widać, że karate to za mało:
A to najnowszy/antyczny pomysł:
środa, 2 października 2019
To nie recenzja
To dobrze, że jest 21 wiek i coraz więcej ludzi dzieli się swoją wiedzą. Tej wiedzy nie szuka się już jednak w bibliotekach, bo jest dostępna wszędzie, leży na ulicy, nawet w internecie. Prawdopodobnie też odeszły w niepamięć czasy kiedy dzielenie się wiedzą, odkryciami, przemyśleniami było recenzowane przez osoby trzecie. Ale nie, nie chcę recenzować tego materiału, który udostępniam poniżej, bo nie o krytykę tu chodzi tylko o inspirację.
Były kiedyś takie czasy, kiedy karate jako sztuka walki było na piedestale. Było na piedestale, bo nie było dla niej specjalnie konkurencji. Ale teraz konkurencja urosła, konkurencja jest silna i na niejednym polu karate przegrywa. Nie mam na myśli tu walorów edukacyjnych, bo moim zdaniem w karate jako takim nie ma walorów edukacyjnych. Takie walory ma człowiek, który przy pomocy takiego narzędzia jakim jest np. karate, ale też cokolwiek innego, jest je w stanie komuś przekazać i je wdrażać.
No i teraz ten film.:
Michał Piotrkowicz uruchomił całkiem ciekawy kanał "Karate po Polsku" (oglądaliście film dawno temu?) Wśród szkoleniówek jest ta o najważniejszej pozycji/postawie ciała używanej w karate czyli zenkutsu dachi. I po obejrzeniu mam takie dwa pytania: Kto i w jakiej dyscyplinie dla podniesienia efektywności chodzi zygzakiem? Pomijam tańczącego z kobrą. No i pytanie ważniejsze: Po jakiego grzyba, trenować pozycję i ruchy w niej, jeżeli i tak nie mają ne służyć do walki? Do czego zatem miałyby służyć? T opytanie pomocnicze...
niedziela, 29 września 2019
Możę to ostatecznie rozwieje wątpliwości?
Bo to już od 1902 roku...

Za Wikipedią:
Ból mięśni spowodowany jest przez mikrourazy oraz napływające do miejsca uszkodzenia komórki usuwające skutki stanu zapalnego, które wydzielają czynniki aktywujące komórki macierzyste mięśni szkieletowych (komórki satelitowe). Z tych komórek ok. piątego dnia powstają włókna mięśniowe.
Obecnie postuluje się zapalny mechanizm tego zespołu, polegający na uwrażliwieniu receptorów, czyli obniżeniu progu pobudliwości zakończeń nerwowych o typie receptorów bólowych, czyli nocyceptorów przez mediatory stanu zapalnego, uwolnione na skutek uszkodzeń komórek mięśniowych. Mediatory stanu zapalnego najprawdopodobniej stymulują procesy naprawcze drobnych uszkodzeń w ultrastrukturze komórek tkanki mięśniowej, powstałych w trakcie intensywnego wysiłku fizycznego. Nasilenie zespołu DOMS nie musi odzwierciedlać wielkości uszkodzeń. W dużej mierze zależy bowiem od osobniczego progu wrażliwości nocyceptorów, oraz od wpływu innych procesów zapalnych toczących się w organizmie.

Za Wikipedią:
Zespół opóźnionego bólu mięśniowego (DOMS – ang. delayed onset muscle soreness) – ból mięśni pojawiający się w ciągu 24-72 godzin po intensywnym wysiłku. Ustępuje po 5–7 dniach, nazywany popularnie „zakwasami”. „Zakwasy” kojarzone są błędnie z występowaniem kwasu mlekowego w mięśniach. W istocie kwas mlekowy zostaje wypłukany z tkanki mięśniowej przez przepływającą krew już w 1-2 godziny po intensywnym wysiłku i jest zużywany przez wątrobę do różnych procesów, a zatem nie zalega on w mięśniach po wysiłku.
Najszerzej akceptowana naukowo hipoteza wyjaśniająca powstawanie "zakwasów" wskazuje jako ich przyczynę mikrourazy strukturalnych włókien mięśniowych. Gdy podczas ćwiczeń napięty pod obciążeniem mięsień rozciąga się zamiast kurczyć, powstaje więcej uszkodzeń tkanki mięśniowej, tj. rozerwanie połączeń pomiędzy aktyną a miozyną czy poprzerywanie błon otaczających włókna mięśniowe. Rozciąganie jest efektem działania siły większej niż siła mięśnia i ma na celu wyhamowanie ruchu i ochronę stawów przed uszkodzeniem. Przykładem aktywności rozciągającej w ten sposób mięśnie jest zbieganie ze wzniesienia.
Ból mięśni spowodowany jest przez mikrourazy oraz napływające do miejsca uszkodzenia komórki usuwające skutki stanu zapalnego, które wydzielają czynniki aktywujące komórki macierzyste mięśni szkieletowych (komórki satelitowe). Z tych komórek ok. piątego dnia powstają włókna mięśniowe.
Obecnie postuluje się zapalny mechanizm tego zespołu, polegający na uwrażliwieniu receptorów, czyli obniżeniu progu pobudliwości zakończeń nerwowych o typie receptorów bólowych, czyli nocyceptorów przez mediatory stanu zapalnego, uwolnione na skutek uszkodzeń komórek mięśniowych. Mediatory stanu zapalnego najprawdopodobniej stymulują procesy naprawcze drobnych uszkodzeń w ultrastrukturze komórek tkanki mięśniowej, powstałych w trakcie intensywnego wysiłku fizycznego. Nasilenie zespołu DOMS nie musi odzwierciedlać wielkości uszkodzeń. W dużej mierze zależy bowiem od osobniczego progu wrażliwości nocyceptorów, oraz od wpływu innych procesów zapalnych toczących się w organizmie.
Zespół DOMS został opisany po raz pierwszy w 1902 przez Theodore Hougha, który wysunął hipotezę, że ten rodzaj bólu jest rezultatem uszkodzeń wewnątrz mięśnia. Nasilenie zespołu DOMS zależy od rodzaju wykonanego wysiłku oraz dominującego typu skurczu włókien mięśniowych (ekscentryczne, izometryczne, koncentryczne).
czwartek, 25 lipca 2019
Nareszcie
To jest rzecz, nad którą ubolewam. Naukowych publikacji o treningu karate nie ma. Odważę się powiedzieć, że nie ma nawet rozsądnych nowoczesnych, mądrych książek o technice. Może jest tak dlatego, że gdyby jakiś mistrz spisywał swoje ważne myśli to po latach by się okazało, że mienił zdanie całkowicie i teraz upiera się dokładnie tak samo jak upierał się kiedyś tylko w odwrotnej sprawie. Kwestia techniki w karate jest więc stracona, a już od strony fizyki kompletnie zaprzepaszczona na rzecz energii z ziemi i kosmosu, natomiast w kwestii treningu fizycznego można się wspierać wiedzą z dyscyplin podobnych/pokrewnych. Inni być może zdają sobie sprawę lepiej jak bardzo ogólny trening fizyczny jest ważny i korzystny. Ktoś jeszcze lubi obrazki to niech wyda 17pln będąc na wczasach i kupi lipcowy numer BikeBoard bo tam coś dla was ludzie wszyscy:
- Alkohol w diecie sportowca /Karolina Kozela-Paszek
- Żywienie startowe. Jak przygotować organizm pod kątem diety /Justyna Mizera
- Fizjoterapia przeciążeń obręczy barkowej i kończyn górnych u rowerzystów /Sylwia Sztuce
Ja w ogóle jestem miłośnikiem twórczości Pani Kozeli, której artykuły możęcie poczytać na stronie czasopisma. Uczcie się.
niedziela, 14 lipca 2019
prawda, sama prawda, tylko prawda, ... prawda
Oto dlaczego tradycyjne karate jest lepsze od karate tradycyjnego:
niedziela, 7 lipca 2019
piątek, 17 maja 2019
Uwierzyli
Są takie dziedziny wiedzy, że nie uwierzę jeśli nie poczuję. I na nic nie zda się czyjeś opowiadanie, że to działa, że inni skorzystali, że tak musi być, bo ktoś gdzieś pokazał, że tak jest. Ja tak mam, że nie wierzę. I pani magister też tak miała, bo na kurs pojechała sceptyczna. Nie wierzę nawet w to co mówiła, że na kursie wszyscy byli zadowoleni i każdy poczuł skuteczność. Nie wierzę nawet w to co mówił Zbyszek, że mu lepiej, albo Marek, że jest fajnie, Asia, tobie też nie uwierzyłem.czwartek, 21 marca 2019
Amerikan sajentists
Współpraca w Nauce ruszyła znowu. Choć to nie był wykład dla wojowników, to jednak także o wojowniczych sprawach, ale przede wszystkim dla cywilów. Swego czasu instruktorzy w Tucholi byli zadowoleni z wykładu Aśki. Tutaj się jeszcze bardziej rozwinęła, trochę rozszerzyła temat i pytania publiczności były bardziej różnorodne. Dowiedzieli się co można zepsuć, jak zepsuć, jak nie naprawiać. Jednego jednak Aśka jeszcze nie potrafi... Nie potrafi zachować kamiennej twarzy gdy ktoś pyta: A czy to prawda, co mówią Amerykańscy naukowcy, że...? Albo się wtedy wzrusza, albo peszy...
Na szczęście ch w rehabilitacji niewielu zauważyło.
poniedziałek, 18 lutego 2019
Jestem praktykiem... albo teoretykiem
Wśród ciekawych nauczycieli karate jest Iain Abernethy, który robi całkiem niezłą robotę bo... pokazuje jak bardzo często ćwiczymy nierealne, głupie i całkiem nierozsądne interpretacje i zastosowania ruchów znalezionych w kata. Za to mu chwała. I chyba w podzięce za dobrą pracę dostał od jednego ze swoich czytelników opracowanie dotyczące techniki wykonywania rotacji podczas ciosu. Jak sam zaznaczył, jest to opracowanie całkiem powyżej jego poziomu wiedzy z fizyki, ale wniosek jaki się tam pojawił jest zgodny z jego doświadczeniem.
Zgodnie z blogowym zwyczajem, należałoby teraz to opracowanie skrytykować, ale... wniosek jakościowo faktycznie jest prawidłowy. Przynajmniej potwierdzają go inne opracowania, w tym także te wykonane przez moje dzieciaki na fizycznym kółku. Ilościowo jednakże to co napisane jest na tej kartce powyżej jest niestety do niczego, bo ostatecznie efekt całkowity jest znacznie skromniejszy i może niewart uwagi.
Autor postanowił udowodnić, że podczas wykonywania rotacji w czasie gyaku zuki znacznie korzystniej jest umiejscowić oś obrotu nie w osi centralnej ciała, lecz w obrysie. Takie rozważania są oczywiście tylko dla pasjonatów techniki, bo wszyscy inni się po prostu leją, ale droga do postępu może być realizowana dwojako. Poprzez eksperyment i/lub poprzez kompleksowa teorię. I w tym wypadku autor analitycznie dowodzi, że energia generowana przy obrocie wokół osi umieszczonej w obrysie ciała jest czterokrotnie większa niż przy realizacji obrotu wokół osi umieszczonej centralnie. Ładnie to narysował, scałkował, wyszło. Tyl, że...
Założył, że w obu przypadkach obrót będzie generowany przy tej samej prędkości liniowej. Całkowicie pominął, że w pierwszym przypadku musi uporać się z dużo większym momentem bezwładności, ma do dyspozycji tylko jedną nogę, będzie musiał gwałtownym ruchem przemieszać głowę, wreszcie pięść będzie musiała pokonać znacznie większą drogę. Drugi przypadek jest znacznie łatwiejszy do zrealizowania, bo choć moment bezwładności, czyli w uproszczeniu masa, którą będzie można użyć do generowania energii jest mniejsza, to można ją próbować osiągać mniejszym nagładem sił, bo używamy do obrotu dwóch nóg, czyli momentu pary sił, i całość możemy wykonać znacznie gwałtowniej, a co za tym idzie w krótszym czasie. Przy okazji może się udać wykrzesać znacznie większą prędkość końcową pięści. A we wzorach prędkość jest w kwadracie :-). Ktoś nawet delikatnie zwrócił na te fakty uwagę w komentarzach. Iain mu na to, że on jest praktykiem i choć wzorów nie rozumie, to jednak wszystko się zgadza bo on tak czuje kiedy wykonuje techniki. To jest najpiękniejszy dowód twierdzenia jaki może być, że ktoś uznaje coś za prawdę bo tak mu się wydaje. Najfajniejszy przyrząd pomiarowy: subiektywne odczucia. Zmierzył? Nie. Policzył? Nie. Wydaje mu się? Tak. Proste i piękne. Najważniejsze jest jednak to, że czegoś co popiera sam nie wykonuje, co widać na wielu filmach. Ale nic to. To tylko teoria, choć ostatecznie (policzyłem) pokazująca, że efekt jest taki jak postuluje autor obliczeń, ale nie aż tak spektakularny.. Szkoda tylko, że nie skorzysta z tej wiedzy żaden ortodoksyjny, ani tym bardziej sportowy shotokan. Dlaczego? Bo żeby wykonać obrót o jakim tu mowa, czyli ten wokół osi umieszczonej na zewnątrz ciała, trzeba znacząco skrócić pozycję. A jeśli jej nie skrócisz, wygniesz się w lędźwiach. A jak się wygniesz to... tym niech się już zajmą medycy...
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Arcy tydzień
Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów w Czechowicach spadło tyle śniegu, że utrzymał się do dnia powszedniego. Zaliczyliśmy znowu kilka chwil po zimnym. Ale co najciekawsze, nasze panie od sprzątania szkoły, wreszcie przestały się bać i postanowiły trochę stopy przymrozić. Powodzenie akcji jest w głowie. Im mniej dywagujesz tym więcej zdziałasz.
Sobotę zamknęliśmy nocnym marszem na Skrzyczne. Bo choć w Zamieci jednak nie lecimy w tym roku, to jednak taki sprawdzian w tlenie jest raz na czas w sam raz. Okazało się, że jesteśmy aktualnie w takiej formie wytrzymałościowej, że w śniegu po pas było to najdłużej maszerowane 10 kilometrów. Zajęło nam to 5 godzin, a i tak nie zrobiliśmy zamierzonej pętli. Nie było nawet zimno, nie było lodu. Jedynie kupa śniegu, noc i brak szlaku w kilku miejscach. Trening w niedzielę wymagał już zatem od nas trochę samozaparcia.
Ale to właśnie niedziela okazała się najbardziej owocna. Bo mój środowy psikus zbierał właśnie plony. Pamiętacie swoje dzieciaki bawiące się nad morzem w wodzie, całe sine z zimna, które nie chciały z tej wody wyjść? Kojarzycie jak sami po wuefie piliście wodę ze wspólnej butelki nie zważając na syf, który roznosicie wtedy między sobą? Zauważyliście jak wasze małe bobasy zjadają psie kupy? Niewiedza znieczula. Skoro mnie poproszono o zastępstwo na treningu dla dzieci, to założyłem, że jeśli będzie dym, to przynajmniej na moje konto, a nie na konto chłopaków sensejów :-)
Zabrałem dzieciaki na śnieg.
Na 3 i pół minuty, choć może i mniej. Liczyłem się z rodzicielskim lamentem i lament był. A jakże: Kto to widział?! Proszę konsultować! Oby się nie powtórzyło! Czy to jeszcze jest karate?! Zabrakło wyobraźni!
Pominę trzy punkty:
- Karate to jednak sport ekstremalny, sport walki i wymaga się nieco więcej niż gdzie indziej.
- Z kim tu konsultować, skoro rodzice zniknęli zanim jeszcze się zajęcia rozpoczęły? Ci, którzy byli, skonsultowali.
- Wszystkie dzieci zdrowe, zdolne do sportu, potwierdzone badaniami lekarskimi.
Bo pewnie nikt nie wziął pod uwagę zdobyczy współczesnej nauki. Rozgrzewka była taka, żeby pobudzić krążenie, ale nie spocić w nadmiarze, pobyt na śniegu krótki, żeby się nie zdążyć wychłodzić. Temperatura powietrza nieujemna, brak wiatru, śnieg po kostki. Zapalenia płuc od tego nie ma. Bawełniane, suche karategi tworzy lekką poduszkę powietrzną, która przez chwilę chroni przed zimnem. A może rodzice kupili swoim dzieciom takie eleganckie poliestrowe, które transportując pot dodatkowo chłodzi? Ktoś Wam podpowiedział, żeby takie kupić? Wydawałoby się, że czasy kiedy babcie ględziły, żeby nie biegać, bo się spocisz minęły bezpowrotnie. Babcia wie, że im kto się podczas wysiłku wydajniej poci tym lepszą ma termoregulację? Zabrońcie szczepień, bo ukłucie boli.
No ale dobra, nie każdy przecież musi trenować. To jest prawda oczywista! Ale jeśli już ktoś się za to bierze, niech nie próbuje postępu zatrzymać. Niech go przyspiesza!!!
I, jak pisał klasyk: to by było na tyle, bo na przedzie było co innego.
Aha, Ignacy powiedział, że trening był fajny i śnieg też...
A dobra, jeszcze jedno. Czy ktoś tutaj, oprócz Aśki, wie jakie ciepło właściwe ma woda? I co to jest ciepło właściwe?
A dobra, jeszcze jedno. Czy ktoś tutaj, oprócz Aśki, wie jakie ciepło właściwe ma woda? I co to jest ciepło właściwe?
środa, 2 stycznia 2019
Sajens wokoło
Najstarsi pamiętają jak ćwiczyliśmy na treningu zagadnienia poruszone w filmie. Nieobecność tych umiejętności na ulicy mnie strasznie deprymuje. A niektórzy mówią, że karate jest wszędzie, albo lepiej; do karate można wszystko wepchnąć ;-/
niedziela, 9 grudnia 2018
Kupcie, bo nie pożyczę...
Są tacy ludzie, którym nawet chętnie dam zarobić. Dwadzieścia z górką lat temu kupiłem książkę o ninja :-) i już tam czytałem o kontroli organizmu na mrozie, wodzie itp. To jednak była książka z bajkami i takie mnie drażnią. Wolę potwierdzone badaniem fakty. Nie cierpię mówienia, że coś jest tak, bo tak ma być podczas, gdy równie łatwo znaleźć prawdy przeciwne. Ale Wim Hof mnie interesuje. Także dlatego, że sam na sobie potwierdzam, że co najmniej część jego doświadczeń jest prawdziwa.
I jeszcze jedno jest fajne. Po tygodniu rzetelnej pracy otrzymuję efekty utwierdzające w sensowności wybranej drogi. Nie ma tam kolorowych pasów potwierdzających zaawansowanie, nie muszę słuchać "jedynie słusznych" argumentów, nie muszę robić rzeczy, które działały sto lat temu i teraz są głównie na pamiątkę.
I jeszcze jedno jest fajne. Po tygodniu rzetelnej pracy otrzymuję efekty utwierdzające w sensowności wybranej drogi. Nie ma tam kolorowych pasów potwierdzających zaawansowanie, nie muszę słuchać "jedynie słusznych" argumentów, nie muszę robić rzeczy, które działały sto lat temu i teraz są głównie na pamiątkę.
Aha, i jednym ciurkiem przeczytałem 8 stron. Znaczy, że wciąga :-)
sobota, 17 listopada 2018
Zima idzie, zakwitną morsy
Niektórzy ciągle jeszcze mają kłopot z tym, żeby wejść do zimnej wody, nawet się z tego śmieją gdy kto inny wchodzi, ignorują dobry wpływ chwilowego zimna, a okazuje się, że Iceman ma swoje "dojo" w Przesiece w polskich Karkonoszach. To co wyprawia zaczyna mnie interesować. Dodatkowo ktoś wreszcie postanowił go zbadać i opisać naukowo. Czyli może kiedyś przebadają też tych, którzy szastają swoją energią na lewo i prawo:
Tutaj Iceman czyli Wim Hof idzie na Śnieżkę:
Tutaj Iceman uczy oddychać:
No i tutaj coś jeszcze:
KLIKNIJ
poniedziałek, 17 września 2018
Leśne inspiracje + ERRATA
Tym razem do Tucholi zaciągnął nas sensei Claudio Ceruti na zgrupowanie goshindo. Niezależnie od tego jakie są takie seminaria, czy dobre, czy słabe, zawsze dadzą coś do myślenia. Nawet jeśli to myślenie jest bardzo luźno związane z tematem seminarium. Te przemyślenia też są luźne, bo mimo, że w ekipie mieliśmy seminaryjne świeżaki, to jednak po raz pierwszy od jakiegoś czasu ogarnialiśmy sprawę naszymi umysłami. Bez mała wiedzieliśmy co należy robić :-) Z racji tego, że wiedzieliśmy, to potem dzięki dobrym nastrojom skonsumowaliśmy Tucholę. Były grzyby, kąpiel w zielonej wodzie, podglądanie bobrów i nocny grill z prezesem.
Ale z innej beczki... luźne myśli... Uczenie niekontaktowego karate to ciężki kawałek chleba. Wiele jest tu przecież kwestią umowy, zasad, trzymania się pewnych reguł i ustalonych zachowań. Nie wiem, czy nie jest to sprawa beznadziejna. Bo jeśli jeszcze ktoś zbyt dużo nacisku kładzie na sztukę, a nie na użytkowość to sprawa się komplikuje po trzykroć. Pojawiają się rzeczy zbędne, nieracjonalne, niewytłumaczalne. Ktoś mówi: "zróbmy rzecz najprostszą w sposób najbardziej skomplikowany", zamiast pokazać jak to działa. Ktoś woli powiedzieć: "zaczerpnij energię z ziemi" (matko! jak tego nie trawię), zamiast: "odbij się od podłogi". Zamiast: "postaw nogę do tyłu", słyszę: "zrób yori ashi, ale nie takie yori ashi, tylko takie yori ashi". Potem jeszcze czasem jest: "stań dalej bo jest niebezpiecznie" i zaraz: "stań bliżej, żeby było niebezpiecznie". Takie oto retrospekcje z innych treningów mi się przypomniały w czasie dwóch dni szkolenia.
Inna rzecz mnie ubodła jednak podczas samego treningu. Mnie jako fizyka, a nie jako karacistę. Tyle się wśród niekontaktowych (hmmm, zabrzmiało złowrogo) albo fanatyków shotokanu, mówi o pięcie nogi zakrocznej stawianej na podłodze. W aspekcie treningowym ma to istotne znaczenia dla rozumienia jak pogodzić potrzebę poruszania się z koniecznością zachowania stabilności i możliwości kontynuowania działań po mocnym ciosie lub ciosie nieudanym. Jeszcze istotniejsze ma to znaczenie w kontekście uprawiania "sztuki", gdzie każdy szczegół chce być ważny. Pamiętam treningi z senseiem Shiraiem z dawnych czasów, gdy tłumaczył jak zdobywać dystans i jak z tego dystansu zadawać ciosy. Wtedy zrobiło to na mnie kolosalne wrażenie, a było to bez mała 20 lat temu. Teraz jednak trzeba było potrenować coś zgoła przeciwnego. Jakby gdzieś zapomnieniu uległa cała wiedza ze szkoły o tym, co to jest siła, kiedy ciało jest w stanie przyspieszać, co to jest pęd, energia mechaniczna, praca w sensie fizycznym, jak zachowuje się pęd itp. A przecież co roku robimy o tym wykład. Filozofia filozofią, ale zwykłe, prostackie fizolstwo też ma swoją wartość... No dobra, może po prostu wszystko co było w tej kwestii do zrozumienia zrozumiałem na odwrót. Tak też mogło być... Ale przygoda była całkiem kształcąca, a i plan treningowy na najbliższe miesiące spójny z pomyślunkiem senseia :-)
P.S.
Tak... Robert mówi, że wszystko zrozumiałem na odwrót :-(
.
niedziela, 21 stycznia 2018
Gawędy o fizyce
Właściwie już to miałem odpuścić, bo po co się ze światem użerać. Zwłaszcza z tymi, co nigdy nic nie popróbowali... a może po prostu ja się zawsze myliłem. Aż tu nagle jeden trening wszystko rozwiązał. Wydawało się, że jak ktoś jest drobny i muskułów nie ma zbyt dużo, to i szans wielkich w uderzaniu nie ma. Sam zresztą delikwent tracił wiarę w to, że coś zdziała więc może jedynie fitness. I tu się właśnie okazało, że odrobina intelektualnego wysiłku, wzięcie w ryzy mózgu i mięśni pospołu daje efekty, które się wydawały niemożliwe do osiągnięcia. Że prędkość to jest jednak wektor i można takie wektory bardzo efektywnie dodawać. No bo znowu chcieliśmy zgrywać twardzieli, panowie pozazdrościli mojemu brzuchowi i też chcieli dać się paniom pookładać po swoich. Panie jednak złapały na czym polega synchronizacja, dodawanie czegoś innego niż tylko liczb, jak ruch po okręgu przekłada się na ruch po prostej i nareszcie coś na tym brzuchu czuliśmy. To po pierwsze! Ale po drugie widzą wszystkie i wszyscy, że to nie magia, metafizyka, energia z ziemi czy kosmosu, że to nie trzecie oko, tylko ordynarna, prostacka, wulgarna fizyka...
Restauracja
Była chwila wytchnienia... można było studiować automasaż powięziowy i proszę ... prezes wrócił do gry. Ręka naprawiona ... niewiele straciłem w czasie nieróbstwa, ale skoro także rzuciłem pepsi (3 raz, 8 dzień :-) to nie może być gorzej...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








