Kategorie

archiwum (2) fizyka (70) fotografie (50) głupie (7) historia (77) inne (75) karate (99) kata (37) książki (21) multimedia (118) nie wiem już co (18) obozy (18) recenzje (10) rycerka (10) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (85) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (3) ważne (140) wiedza (152) zapisy (10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fizyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fizyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 września 2020

To zwykłe jest...

Do jednych coś trafia wprost, innym tłumaczy się na około, jeszcze innym metafizycznie, jeszcze innym na wiarę. Ale każdy widział łyżwiarza figurowego kręcącego piruety, albo skoczka do wody kręcącego salta. A więc w tym przykładzie chodzi o zwykłą, najzwyklejszą zasadę zachowania momentu pędu. Ale jeśli przysłuchać się uważnie wyjaśnieniom na filmie, to warto także zwrócić uwagę na rzeczywisty fakt, że w ruchu obrotowym bryły prędkość kątowa nie zależy od odległości od osi obrotu...

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

SE20/21E01

Zaczynamy nowy sezon. W okrojonym składzie, w sumie w innym miejscu, ale za to ze sprecyzowanym programem. Może nawet wdrożymy sobie jakieś spektakularne zmiany. Na razie jednak rozpoczęliśmy od dorocznego kursu instruktorskiego SGI na niedalekiej północy, który choć w skromnym składzie, to jednak był pracowity. Zaproponujemy nawet organizację zimowej edycji u nas i zobaczymy jaką dawkę fizyki ludzie są w stanie znieść. 

Sam kurs nie był jakimś szczególnym dowodem, może raczej kropką nad "i", że jestem jednym z nielicznych instruktorów, którym się nie ufa, bo do analizy i tłumaczenia używam fizyki właśnie. Takie wyróżnienie. Ale nie zmienię zdania, że dla instruktorów to jest ważna sprawa i na wszelakich kursach dla nich tego najbardziej brakuje. Wiem, że wolą się dowiadywać jak zbierać pieniądze, albo jak krzewić ducha... rozumiem to. Rozumiem nawet kaligrafię, bo to też jest fajne. Szkoda tylko, że potem często na treningach padają farmazony, czasem ćwiczącym robi się krzywdę, a czasem ich ogłupia, czasem tworzy fałszywe przeświadczenie, że coś się dobrze rozumie. To chyba cecha większości, jeśli nie wszystkich, fajterów niekontaktowych. Ale my bawiliśmy się dobrze, organizator imprezy spisał się pierwszorzędnie...




niedziela, 31 maja 2020

Osiągnięcie

To miłe, że renomowany angielski magazyn poświęcony karate shotokan, czyli Shotokan Karate Magazine, zauważył w końcu, że człowiek ma coś jeszcze poniżej bioder i jego poruszanie się i kontaktowanie rąk z podłożem opiera się na pracy nóg. Redaktor naczelny zauważył, że nogi są kluczowe dla rozpędzania ciała i w szczególności bioder i zwizualizował to odkrycie filmem. Chciało by się rzecz: nareszcie to odkryli, bo człowiek robi to od chwili kiedy się wyprostował. Choć to jest masowe zjawisko, że instruktorzy ciągle mówią: biodra, biodrami, z bioder itp. Ale kończy się to wtedy nie na zwiększaniu energii lecz na ruszaniu tyłkiem.


poniedziałek, 18 lutego 2019

Jestem praktykiem... albo teoretykiem

Wśród ciekawych nauczycieli karate jest Iain Abernethy, który robi całkiem niezłą robotę bo... pokazuje jak bardzo często ćwiczymy nierealne, głupie i całkiem nierozsądne interpretacje i zastosowania ruchów znalezionych w kata. Za to mu chwała. I chyba w podzięce za dobrą pracę dostał od jednego ze swoich czytelników opracowanie dotyczące techniki wykonywania rotacji podczas ciosu. Jak sam zaznaczył, jest to opracowanie całkiem powyżej jego poziomu wiedzy z fizyki, ale wniosek jaki się tam pojawił jest zgodny z jego doświadczeniem.

Zgodnie z blogowym zwyczajem, należałoby teraz to opracowanie skrytykować, ale... wniosek jakościowo faktycznie jest prawidłowy. Przynajmniej potwierdzają go inne opracowania, w tym także te wykonane przez moje dzieciaki na fizycznym kółku. Ilościowo jednakże to co napisane jest na tej kartce powyżej jest niestety do niczego, bo ostatecznie efekt całkowity jest znacznie skromniejszy i może niewart uwagi.
Autor postanowił udowodnić, że podczas wykonywania rotacji w czasie gyaku zuki znacznie korzystniej jest umiejscowić oś obrotu nie w osi centralnej ciała, lecz w obrysie. Takie rozważania są oczywiście tylko dla pasjonatów techniki, bo wszyscy inni się po prostu leją, ale droga do postępu może być realizowana dwojako. Poprzez eksperyment i/lub poprzez kompleksowa teorię. I w tym wypadku autor analitycznie dowodzi, że energia generowana przy obrocie wokół osi umieszczonej w obrysie ciała jest czterokrotnie większa niż przy realizacji obrotu wokół osi umieszczonej centralnie. Ładnie to narysował, scałkował, wyszło. Tyl, że...
Założył, że w obu przypadkach obrót będzie generowany przy tej samej prędkości liniowej. Całkowicie pominął, że w pierwszym przypadku musi uporać się z dużo większym momentem bezwładności, ma do dyspozycji tylko jedną nogę, będzie musiał gwałtownym ruchem przemieszać głowę, wreszcie pięść będzie musiała pokonać znacznie większą drogę. Drugi przypadek jest znacznie łatwiejszy do zrealizowania, bo choć moment bezwładności, czyli w uproszczeniu masa, którą będzie można użyć do generowania energii jest mniejsza, to można ją próbować osiągać mniejszym nagładem sił, bo używamy do obrotu dwóch nóg, czyli momentu pary sił, i całość możemy wykonać znacznie gwałtowniej, a co za tym idzie w krótszym czasie. Przy okazji może się udać wykrzesać znacznie większą prędkość końcową pięści. A we wzorach prędkość jest w kwadracie :-). Ktoś nawet delikatnie zwrócił na te fakty uwagę w komentarzach. Iain mu na to, że on jest praktykiem i choć wzorów nie rozumie, to jednak wszystko się zgadza bo on tak czuje kiedy wykonuje techniki. To jest najpiękniejszy dowód twierdzenia jaki może być, że ktoś uznaje coś za prawdę bo tak mu się wydaje. Najfajniejszy przyrząd pomiarowy: subiektywne odczucia. Zmierzył? Nie. Policzył? Nie. Wydaje mu się? Tak. Proste i piękne. Najważniejsze jest jednak to, że czegoś co popiera sam nie wykonuje, co widać na wielu filmach. Ale nic to. To tylko teoria, choć ostatecznie (policzyłem) pokazująca, że efekt jest taki jak postuluje autor obliczeń, ale nie aż tak spektakularny.. Szkoda tylko, że nie skorzysta z tej wiedzy żaden ortodoksyjny, ani tym bardziej sportowy shotokan. Dlaczego? Bo żeby wykonać obrót o jakim tu mowa, czyli ten wokół osi umieszczonej na zewnątrz ciała, trzeba znacząco skrócić pozycję. A jeśli jej nie skrócisz, wygniesz się w lędźwiach. A jak się wygniesz to... tym niech się już zajmą medycy...

niedziela, 21 stycznia 2018

Gawędy o fizyce

Właściwie już to miałem odpuścić, bo po co się ze światem użerać. Zwłaszcza z tymi, co nigdy nic nie popróbowali... a może po prostu ja się zawsze myliłem. Aż tu nagle jeden trening wszystko rozwiązał. Wydawało się, że jak ktoś jest drobny i muskułów nie ma zbyt dużo, to i szans wielkich w uderzaniu nie ma. Sam zresztą delikwent tracił wiarę w to, że coś zdziała więc może jedynie fitness. I tu się właśnie okazało, że odrobina intelektualnego wysiłku, wzięcie w ryzy mózgu i mięśni pospołu daje efekty, które się wydawały niemożliwe do osiągnięcia. Że prędkość to jest jednak wektor i można takie wektory bardzo efektywnie dodawać. No bo znowu chcieliśmy zgrywać twardzieli, panowie pozazdrościli mojemu brzuchowi i też chcieli dać się paniom pookładać po swoich. Panie jednak złapały na czym polega synchronizacja, dodawanie czegoś innego niż tylko liczb, jak ruch po okręgu przekłada się na ruch po prostej i nareszcie coś na tym brzuchu czuliśmy. To po pierwsze! Ale po drugie widzą wszystkie i wszyscy, że to nie magia, metafizyka, energia z ziemi czy kosmosu, że to nie trzecie oko, tylko ordynarna, prostacka, wulgarna fizyka...


środa, 22 marca 2017

Fizyka dla chętnych



Dawno już temu byliśmy zaproszeni do poprowadzenia treningu w klubie ju jutsu. Zdarzyło się niejednokrotnie trenować z sportowymi karatekami. Robiliśmy trening dla klubu Seido i kilka pokazów na Festiwalu Nauki tu i ówdzie. Dzisiaj otrzymaliśmy zaproszenie od klubu Capoeira, w piąteczek znów dla karateków WKF... I to wszystko razem z fizyką.


Ooo, tak było:


środa, 31 sierpnia 2016

Gawędy o fizyce i innych duperelach

Znowu fizyka w Tucholi. Na drugim kursie instruktorskim organizacji SGI Poland. Wygląda na to, że jak mało kto, chłopaki i dziewczyny z Tucholi są dla fizyki wyjątkowo wyrozumiali. No ale jak się znasz na plastyce to niekoniecznie będziesz się znać na muzyce.  A w sumie warto się poznać.
Z tego powodu tłumaczyłem proste implikacje prawa zachowania energii i prawa zachowania pędu dla budowania techniki karate. Mówiąc o tym co to jest tarcie, od czego zależy i jaki jest pożytek ze znajomości prostych właściwości wektorów, miałem nadzieję, że uda się wytłumaczyć jaki powinien być wzorzec zenkutsu dachi i jak ten wzorzec stosować w praktyce. Wytłumaczyć się udało :-), teraz niech stosuje kto chce.
Czy to jest potrzebne komuś? Jeśli ktoś ma swoich zagorzałych wyznawców, to mu to na pewno potrzebne nie jest. Jeśli ktoś ma swojego guru od wszystkiego, to też się obejdzie. Ale jednak szkoda być lub mieć mało rozgarniętego instruktora. A jeśli ktoś omija wiedzę to raczej rozgarnięty nie jest.
Przepięknie się złożyło, bo to co plotłem Robert postanowił zweryfikować praktycznie. Jemu to zawsze wychodzi, ale są przecież przypadki gdzie intuicja wyjątkowo podąża słusznymi ścieżkami. Nieczęsto jednak zawodnicy dobrze rozumieją nawet pojęcie siły, często mylą je z energią, nie wiedzą jak czerpać informacje z F=ma. A w Tucholi to wszystko było. Za rok będzie jeszcze fajniej.
Na wieczornym treningu zamąciłem w głowach jeszcze bardziej i zrobiliśmy elementarny parter. Nie powiem, że "kto studiuje wytrwale kata ten wszystko wie o parterze", ale doszukaliśmy się kilku strategicznych analogii, trochę kości bolały i ja bawiłem się świetnie :-)). A z uprzejmości nie pokażę na zdjęciach zatroskanych min keikowiczów...


środa, 20 lipca 2016

Szkiełko i oko

Grafika pokazuje, co mam nadzieję wszyscy widzą, doskonałą synchronizację stopy i bioder. Nie wiadomo jak, ani w jakim celu został zrobiony ten pomiar, bo nie potrafię znaleźć oryginału, ale domyślam się, że autor chciał pokazać jak stopa po zsynchronizowaniu z wahadłowym ruchem bioder osiąga prawie dwukrotnie większą prędkość niż gdyby poruszała się od tych bioder niezależnie. Wypada przypomnieć, że dwukrotny wzrost prędkości to czterokrotny wzrost uzyskanej energii. I choć na końcu prędkość stopy zmniejsza się drastycznie, to zakładam, że zawodnik po lewej nie chciał połamać tego po prawej. I tą elegancką synchronizację docenią pewnie wszyscy, którzy się na technikach znają, albo liznęli w szkole (choćby nawet przez szybę) trochę fizyki lub matematyki. A w mojej głowie rodzi się natychmiast pytanie: dlaczego, senseiowie, takiej rotacji nie uczycie w technikach ręcznych, tylko każecie te dwa ruchy oddzielić od siebie? Wiem, powiecie, że uczycie. Ale wystarczy zerknąć na pierwsze z brzegu turnieje kata, dowolnej rangi, dowolnej federacji, żeby zauważyć, że jednak tak nie jest, a już na pewno nie zwracają na to uwagi sędziowie. Dowodów na filmach jest mnóstwo...


sobota, 25 czerwca 2016

Gawędy o metafizyce

Okazało się, że przegapiłem i rodacy są dość płodni w internecie w tematyce fizyki karate. No, może bardziej metafizyki niż fizyki, ale zawsze to coś. No i jednak to anglojęzyczni rodacy. Jeden z autorów nawet opublikował swój artykuł w Shotokan Karate Magazine, choć tym to raczej mnie upewnił, że SKM jest periodykiem metafizycznym, niż stąpającym twardo po Ziemi. Natrafiłem więc na dwa kolejne artykuły, które znów mnie zastanowiły dlaczego ludzie niektóre oczywiste tłumaczenia chcą sobie komplikować terminami niewytłumaczalnymi, dodatkowo wprowadzając nieporozumienia. No i oczywiście pytam nieustannie, gdzie byliście karatecy, gdy chciano Was nauczyć fizyki w szkole?
W pierwszym artykule, pada na przykład stwierdzenie, że jakakolwiek niedoskonałość w ustawieniu ciała spowoduje, że użycie oddechu stanie się niemożliwe. Potem, niczym Bruce Lee autor czyni porównanie do wody ... Ci, którzy pamiętają z UFC Tanka Abbota, ale także przyglądają się uważnie współczesnym karatekom widzą, że gdyby te rygory były tak drastyczne, karatecy padaliby jak muchy z niedotlenienia, a nikt inny nie potrafiłby zadać skutecznego ciosu. Pamiętam też zdanie z pewnej książki o karate, które stwierdzało, że aby czegoś się tam nauczyć dla samoobrony trzeba na to poświęcić długie lata. Ale przyznajcie się, kto z Was zapisał się na trening karate z nastawieniem, że "chciałbym osiągnąć perfekcję w samorozwoju, w sztuce człowieczeństwa. itp"? A kto zapisał się, bo po prostu liczył na opanowanie sposobów samoobrony i przy okazji czegoś jeszcze jako ewentualny bonus? Nie komplikujmy więc niepotrzebnie rzeczy sprawdzonych. Rozumiem też dlaczego dawny japoński sensei niczego nie tłumaczył tylko kazał powtarzać. Ale czy współcześnie specjaliści z Sony, gdy uczą elektroniki, albo ci z Toyoty uczą budowania samochodów to też nic nie tłumaczą tylko każą patrzeć?
W dalszej części artykułu autor analizuje "linię energetyczną" w czasie mae geri i pisze tam o roli nacisku na podłoże i wydechu dla wygenerowania reakcji z podłoża. Szkoda tylko, że na zdjęciu, które zrobił sobie przyjął pozycję, która znacząco utrudni mu uzyskanie efektu, o którym pisze. Byłoby mu na pewno łatwiej, gdyby SKM wydrukował kiedyś artykuł o zenkutsu dachi, który uznał jednak za zbyt techniczny. :-(
Mimo wszystko sięgnąłem po drugi artykuł i tam na wstępie, zostałem trafiony "trasami energetycznymi Yin i Yang". No trudno, tak już pewnie musi być. Resztę więc czytałem już raczej nieuważnie, ale jednak trafiłem na perełki. I to w dodatku na perełki pozytywne! Pierwsza z nich to zdanie: "[...] To samo ćwiczenie wykonane tylko przy użyciu rotacji bioder i bez wsparcia ze strony nogi podporowej generuje bardzo ograniczony efekt". O! tym mnie autor ujął. Po raz drugi udało mu się to w momencie, gdy stwierdził, że "wibracja, która jako skutek powinna być elementem każdej techniki, to jednak nie jest źródłem energii sama w sobie". Pięknie!!!
Potem jeszcze było coś o spiralnym przepływie energii w górę i w dół, ale już postanowiłem się nie wgłębiać...

sobota, 18 czerwca 2016

Ty w sobotę, ty w sobotę też nie możesz, Bo na lekcje ganiasz, tralalala

Kurs miał być trzymiesięczny, ale poszło dalej i trenujemy dłużej na stałe. Zmiana sali, pory, i międzystylowy skład sprzyja postępowi, bo każdy z nas dorzuca swoje trzy grosze do potreningowej dyskusji. Dodatkową inspiracją są internety bo tak tyle teorii ilu senseiów. Mój kurs instruktorski sprzed lat nie obejmował niestety zagadnień biomechanicznych, ani matematyczno-fizycznych, a z pobieżnej analizy programów takich kursów proponowanych w internecie widać, że dalej znaczną część stanowi psychologia, pedagogika, finanse itp, itd. Tego co stanowi potęgę sztuki walki, czyli ergonomiczna i efektywna mechanika jest jak na lekarstwo. Poza zasięgiem mojego zainteresowania jest stwierdzenie, że tak ma być, bo tak stanowi mistrz lub przepisy. Lubię dociekać zasad podstawowych i, co odnotowuję z zadowoleniem, sobotnia ekipa także to lubi. Nie możemy się nadziwić, że są takie miejsca, że dla niektórych ćwiczących fakt bycia Azjatą jest wystarczający do posiadania monopolu na wiedzę. 
A zatem nasz cykl treningowy zrobił się mini kursem fizyki i biofizyki. Impulsem do tego była zmiana nawierzchni, na której trenujemy i związane z tym implikacje w pozycji, sposobie korzystania z podłogi, itd. Kropką nad i była niedawna prezentacja projektu gimnazjalnego, którego tematyka dotyczyła karate. Ponieważ w prezentacji zawarte były filmy prezentujące kata i kumite otworzyły mi się oczy i to otworzyły szeroko. Ktoś z ławki zapytał mnie: "Po co to wszystko?" I patrząc na te filmy mogłem powiedzieć tylko: "Dla gimnastyki". Bo pokaz był "z najwyższej półki" więc zawierał wszystkie sztuczki i zmyłki, które mają powodować wrażenie mocy, siły, szybkości itd. A odrobina znajomości matematyki i fizyki każe zobaczyć, że to jednak ściema. I nie ma możliwości, żeby z takimi umiejętnościami mały stanął w samoobronie naprzeciw dużego.
Potem jeszcze byłem świadkiem internetowej dyskusji czy biodra są faktycznie źródłem mocy w technikach karate? Co powiedzieć? Tak długo jak uczymy prawidłowego operowania ciałem to niech ta metafora będzie obowiązująca. Ale jeśli ktoś przy okazji zapomni, że ciało ludzkie ma też dwie nogi, to wtedy z samych bioder wiele nie wykrzesze. "Biodra albo życie?" Nieeee ... nogi zwyczajnie. Zaproponowaliśmy dzisiaj kilka, jeśli nie kilkanaście ćwiczeń, które pokazują, że zasadniczą rolę w generowaniu mocy ciała, nawet podczas nieprzesuwania :-) ogrywa praca nóg, choćby sławetny nacisk na podłogę. A co dla mnie najciekawsze; da się to wszystko policzyć i intuicyjną praktykę pogodzić z  obiektywną teorią.
Obrazkowo rzecz ujmując, gdyby biodra miały być jedynym źródłem mocy to taka sytuacja (2:29) byłaby niemożliwa. A jednak miała miejsce:

wtorek, 14 czerwca 2016

O fizyce... gawędy

Mam taką koleżankę sprzed kilku lat, która ogląda wszystkie internety i jak coś znajdzie to posyła. A że w sztukach walki jest zaprawiona i przy okazji mocno złośliwa, to rozmowa z nią jest raczej schematyczna:
- Ejże fizyku, widziałeś to?
- No, widziałem.
- Dokładnie?
- Dokładnie.
- Cierpisz?
- Ehe!

Kiedy mamy okazję porozmawiać, bo na rower czasem wpadnie z daleka, to mówię: "Eeee, czepiasz się." Ale jeśli potem znajduję to samo napisane gdzieś drugi i trzeci raz to już sobie myślę, że z tej legendy ziarno prawdy nie powinno wykiełkować. Ale tym razem zróbmy inaczej. Nieżyjącemu już senseiowi przypisuje się słowa, że: "Nie wolno [...] zapominać o nieustannym poszukiwaniu nowych źródeł energii". Zapytajmy więc: 
Jakiej to energii należy poszukiwać? Co możemy jeszcze mieć oprócz mechanicznej pracy mięśni zmąconej, co najwyżej, irracjonalną dietą, nieumiejętnością oddychania i kiepską strategią lub złomną psychiką?  
Z wielu pogadanek, zwłaszcza internetowych, widać, że różni praktycy zapominają, że podstawowym wyznacznikiem tego co można będzie z ciosu uzyskać jest osiągnięta prędkość i użyta masa. I ci, którzy walczą kontaktowo wiedzą, że nawet wyprzedzony lub zabłąkany cios może zrobić niezłe zamieszanie, bo coś złamie, coś wybije, gdzieś wyłączy prąd. Im większa prędkość i masa ciosu, z którym przyszło mi się zmierzyć, tym prawdopodobieństwo, że będzie on groźny rośnie. Oczywiście parametry mechaniczne to nie wszystko i nasze ostatnie parterowe treningi dość klarownie to pokazują i udowadniają. Chociaż... z drugiej strony... chyba są tacy, którzy się w walce nie mylą i jakiś kontakt z kosmosem mają:



piątek, 27 maja 2016

Wznosić i pchać

Przyszło nam to do głowy, dlaczego jedni senseie rozróżniają kekomi i keage w technikach mae geri i yoko geri, a niektórzy tylko w przypadku yoko geri, a nikt nie wprowadza takiego podziału dla mawashi geri. Zakładając, że keage oznacza ruch wznoszący, a kekomi to pchający sprawa jest w połowie jasna. Gorzej, że do tych dwóch prostych faktów dokłada się czasami tłumaczenie, że kekomi jest słabsze, bo polega na pchaniu, keage jest silniejsze, bo trwa krócej. Sporo w tym błędnego rozumowania a wydaje się dość oczywiste, że do sięgnięcia celu położonego wysoko keage będzie właściwsze, szczególnie gdy ktoś nie dysponuje dobrym rozciągnięciem mięśni. I będzie tak zarówno w kopnięciu do przodu jak i w bok. Ale które z nich jest silniejsze? Odpowiedź jest prosta. To, które zrobisz mocniej! No, może raczej to, które masz lepiej wytrenowane. A w ogóle to jakaś różnica w generowaniu w takich kopnięciach siły to jest, czy jej nie ma? Prawdziwa odpowiedź na to pytanie jest zawarta tu: kliknij, lub tu: kliknij
Doświadczenie podpowiada jednak jedną istotną różnicę w wykonywaniu yoko geri keage i kekomi. Zwłaszcza wtedy gdy jako powierzchnię uderzeniową stosuje się sokuto. O ile w technice "pchającej", gdzie stopa i kości podudzia są w jednej linii i siła przyłożona do stopy przeniesie się najczęściej prostoliniowo przez staw na kości, o tyle przy próbie trafienia kantem stopy z dołu do góry siła wygenerowana podczas zderzenia z celem jeśli tylko zostanie przyłożona z dala od środka stawu skokowego, a tak będzie na pewno, spowoduje powstanie momentu siły działającego na staw i wymuszającego jego rotację. A to prosta droga do kontuzji. Popieram zatem logikę niewprowadzania rozróżnienia na mae kekomi i keage, ale do yoko keage mam sporo obiekcji natury biomechanicznej. No chyba, że ktoś używa tej techniki do wytrącania papierosa jak w hicie sprzed lat:


sobota, 23 kwietnia 2016

erównasięemcekwadrat + dodatek

O energii dalej. Wszystko co w karate osiągniesz w chwili traf(w)ienia przeciwnika to efekt działania siły, czyli wykonana praca. Pracę wykonasz dzięki energii, zwykle mechanicznej, w szczególności kinetycznej. A zatem:
  1. Zamieniasz energię z ATP na skurcz mięśni, czyli ruch.
  2. Od biedy zamieniasz energię sprężystości mięśni na ruch. Będzie słabo.
  3. Możesz próbować zamienić nieco energii potencjalnej wysokości na ruch. W niektórych przypadkach może być efektywnie.
  4. Jeśli się zatrzymałeś, musisz coś ze sobą zrobić, żeby ruszyć (pkt. 1,2,3). Możesz liczyć na zasadę zachowania pędu lub momentu pędu, ale nieszczególne na energię z Ziemi, z kosmosu, emcekwadrat, ani tym bardziej na KI!!!

Dodatek.
Kupiłem książkę o aikido. Głównie z powodu ceny, ale się nie zawiodłem, bo tam, między innymi:

.

piątek, 22 kwietnia 2016

Gawędy o fizyce ... znowu

- Mistrzu, a jakie jest znaczenie tego ruchu w kata?
- Tu czerpiemy energię.
- Ale skąd?
- Z kosmosu?
- A tu?
- Tu z Ziemi?

Pan doktor Elmar Schmeisser w jednym z wywiadów przeczytanych ostatnio przyczepił się do teorii mechaniki w karate propagowanej przez senseia Nishiyamę i mocno ją skrytykował. Zupełnie mnie to nie dziwi, bo jeśli ktoś pokrętnie tłumaczy, to kto inny pokrętnie to rozumie. No i w dalszej części wywiadu okazało się, że doktor chyba też nie do końca grawitacją posługuje się świadomie. Podobnie jak Mistrz energią. 
Zawsze mnie ta energia z kosmosu i z ziemi śmieszyła, ale w obecnych czasach jest już tylu superbohaterów o nieziemskich i kosmicznych mocach, że coś musi w tym być. Może da się energię promieniowania kosmicznego przerobić w ciele na energię mechaniczną w sposób efektywny? W końcu jest Superman, jest Deadpool, jest Spiderman. A może da się użyć energii Ziemi? No pewnie, że się da! Można tą ziemię zjeść i w procesach komórkowych przerobić na pracę mięśni. A można skorzystać z ciepła wydobywającego się z wnętrza Ziemi i stopy będą żwawsze.
Miałem kiedyś kolegę na studiach... Co sklecił zdanie - myślimy: pierdoła. Ale po przeczytaniu jego pracy magisterskiej wydawał się być geniuszem. Czyli albo był geniuszem, a my idiotami, albo ... jakoś tak, choć trochę na odwrót...


niedziela, 10 kwietnia 2016

Gawędy o fizyce

Taka sytuacja:

- Trzeba robić kime!
- Ale po co?
- Żeby było silniej!
- Ale dlaczego będzie silniej?
- Bo tak!
- A w powietrze też będzie silniej?
- Też!
- Ale jak to? Skoro w powietrze to jest w nic? [1]
- Yyyyyy...
- To może zrobimy instruktorom prelekcję o tym jak używać siły?
- Nie ma po co! My wierzymy w swoje, wy w swoje. Sztuki walki to nie fizyka!
- Yyyyyy ... metafizyka? [2]



----------------------------------------------------------------------------
[1] Siła jest miarą oddziaływania MIĘDZY ciałami.
[2] Jeśli uderzasz w powietrze kime przyda ci się aby chronić stawy przed balistyczną kontuzją. Będziesz mógł generować większą prędkość. Jeśli uderzasz w worek kime przyda ci się, aby uchronić stawy przed kontuzjami przeciążeniowymi, ale i to nie zawsze. Jeżeli uderzasz w przeciwnika kime przyda ci się aby zredukować rozpraszanie energii w mięśniach i stawach. Będzie mocniej, ale to dzięki temu, że nie będzie słabiej.

poniedziałek, 28 marca 2016

Nowe wcielenie Njutona

Pan nauczyciel całkiem ładnie ogarnia zastosowanie drugiej zasady dynamiki. Mówi i pokazuje. Tłumaczy też (choć nie wprost), że na zawodach sportowych karate tradycyjnego nieprzyznawanie punktów za tzw. snap back ma głęboki sens. Z tego wynika też, że nieprzyznawanie za furikeri nie ma sensu, zwłaszcza jeśli chodzi o dynamikę, ale to już inna historia...

piątek, 25 marca 2016

Pierwszy dzień wiosny to jak zwykle pora na Festiwal Nauki w III LO. Miało tam nie być mojego występu, ale jednak się odbył. A zamówiony został w ostatniej chwili, więc o multimedialnych przygotowaniach nie mogło być mowy. Czyli temat taki, na który można mówić cały czas... pleść i pleść i pleść: "Czym się różnią sporty walki od sztuk walki?" Ale gadanie o sztuce dla sztuki jest bez sensu, zwłaszcza że ludzie do tej pory nie odróżniają czegoś dobrego od czegoś złego. I też nie mam zamiaru przekonywać, że ich jest złe a moje dobre. Ale podałem kryteria: zasadę zachowania energii i dodawanie wektorów. Niech się teraz zastanawiają... Choć pewnie nie będą, bo nawet 7-me dany mówią, że bycie dobrym w karate nie oznacza konieczności bycia dobrym w fizyce. Bycie dobrym w karate; nie, ale bycie dobrym instruktorem; tak. Przynajmniej w tej, której się uczyło w szkole.

piątek, 22 stycznia 2016

hiji, enpi, elbow, etc.

Znalazłem jakiś czas temu stronę www.asaikarate.com. Na pierwszy rzut oka wydaje się sympatyczna i dlatego zainteresował mnie artykuł "A mystery of the elbow position in choku zuki". Autorem jest pan Dr.Ashraf Ragab, jak rozumiem farmaceuta (Pharmacist B.Sc.Ph.Ph.Ch.), o którym jest napisane, że:
Faculty of pharmacy Cairo University, date of graduation May 1983 with general grade “very good”.
Sport injury specialist with excellent grade in 1/7/1998 from Olympic Academy of Athletic leaders.
Karate examiner of Egyptian karate Federation from 11 years.
Manager of karate section of Bank Ahly club.
Lecturer at the Egyptian Karate Federation for: Karate Athletic injuries & drug doping, karate movement science.
The highest ranking student degree at Olympic Academy of Athletic leaders with excellent grade in all branches.


Jego osiągnięcia sportowe to:
  • 1st position in national championship in August 1974 kumite group kumite Zamalek club under 16 years,
  • 1st position in national championship in 2007 kata,
  • 1st position in the professor’s championship in September 2000 Giza kata.
Czyli pięknie, bo choć kariera zawodnicza nie musi się przekładać na profesjonalizm instruktorski i odwrotnie, to jednak pan Ragab z niejednego pieca chleb jadł. Autor artykułu zwraca uwagę na to, że wielu karateków zmaga się z problemami związanymi z bólami w stawie łokciowym. Omawia budowę kończyny górnej i szczegółowo stawu łokciowego oraz analizuje ruchy jakie można wykonać w stawie łokciowym i podaje jakie są rozsądne zakresy tych ruchów. Myli się przy przepisywaniu wartości kąta z obrazka, ale tu logika podpowiada, która wartość jest prawidłowa. Ta na obrazku czy ta w opisie. Wreszcie konkluduje, że z reguły problemy z łokciem pojawiają się w miejscu, w którym ścięgno dotyka kości. O ile ja rozumiem dalszą część wywodu, to autor zwraca uwagę na fakt, że najczęstszym kłopotem karateków jest tak zwany łokieć tenisisty, czyli według autora ból spowodowany nadmiernym obciążeniem mięśni po bocznej stornie łokcia, który pojawia się w okolicach ścięgna prostownika, zwłaszcza wtedy, gdy nadgarstek jest rozciągnięty. Uważa zatem za słuszne rozważenie dwóch sposobów prowadzenie przedramienia podczas zadawania ciosu choku zuki, a mianowicie z łokciem odwiedzionym na bok i z łokciem trzymanym w dół.  Co dzieje się gdy łokieć jest  trzymany na bok (czyli tak, jak przyjdzie do głowy większości ludzi podczas zadawania ciosu w przód)? Otóż:
  • uraz powstaje głównie z powodu powtarzalnego napięcia i obrotów nadgarstka (!), ponieważ prowadzi do silnego skurczu prostowników nadgarstka,
  • łokieć nie będzie mógł być całkowicie zablokowany,
  • siła reakcji powstająca w chwili zderzenia ręki z celem będzie musiała być skumulowana w stawie łokciowym i mięśniach wokół niego,
  • nie będzie możliwe maksymalne skurczenie mięśni przedramienia.
A zatem z powodu powtarzającego się nadmiernego rozciągania stawu łokciowego, mogą się pojawiać kolejne kontuzje jak koślawość i przeprosty oraz powstawanie kościstych na rośli na czubku wyrostka łokciowego.
A co jeśli karateka uderza z łokciem skierowanym na dół? Ano wtedy:
  • ustawienie łokcia zapobiega ponadnaturalnemu rozciągnięciu stawu,
  • na skutek obrotu nadgarstka (!) bez obracania łokcia, układ kości przedramienia ma się uformować tak, że staw jest bardziej chroniony,
  • siła reakcji będzie się kumulować bardziej w mięśniach ramienia niż w tych okołostawowych,
  • mięśnie przedramienia będą mogły maksymalnie się kurczyć podczas obrotu nadgarstka, nie będzie kolizji wyrostka łokciowego z bruzdą wyrostkową (ciekawe czy dobrze przetłumaczyłem?).
Nie powiem, żebym uważał to za spójne i biorę to na razie na wiarę. Ostateczna konkluzja jest taka, że ponieważ karate ma być sportem na całe życie :-), więc trzeba być ostrożnym, a zatem łokieć koniecznie w dół.

A oto co o łokciu tenisisty pisze portal www.achillesmed.pl:
„Łokieć tenisisty” jest bolesną dolegliwością mającą swe źródło w zmienionej patologicznie okolicy przyczepu ścięgien mięśni prostowników nadgarstka do kości nadkłykcia bocznego kości ramiennej [...]. Tenisiści – zarówno zawodowcy jak i amatorzy – stanowią zaledwie 10% wszystkich pacjentów z problemem „łokcia tenisisty”; bardzo często na tę przypadłość zapadają ludzie pracujący na co dzień z komputerem (sekretarki, pracownicy biurowi, informatycy, etc.) – chodzi o specyficzny układ rąk podczas pisania na klawiaturze komputera, a także ludzie wykonujący ruchy nadgarstka typu wkręcanie śrubokrętem z silnym zaciskiem ręki (!)(ortopedzi, elektrycy) [...]. Przyczyną rozwinięcia zmian degeneracyjnych jest najczęściej długo trwające przeciążenie mięśni z powtarzającymi się mikrourazami na ich przyczepie do kości. W tenisie aktywnością która powoduje odgięcie grzbietowe nadgarstka (do góry) i napięcie w mięśniach jest niemalże każdy typ uderzenia. Zauważono, iż zawodowi gracze, którzy skarżą się na „łokieć tenisisty”, wykazywali zwiększoną aktywność prostowników nadgarstka w trakcie uderzenia i tuż po uderzeniu piłki. 
Teraz trzeba trochę wysilić mózgownicę i zastanowić się czy aby mocny ruch rotacyjny nadgarstka, jeśli tylko chcemy pozostawić łokieć skierowany w dół, nie jest pierwszą przyczyną powstawania owego łokcia tenisisty. A co, jeśli podczas zadawania ciosu układamy nadgarstek zgięty w dół, czyli pracujemy na "łokieć golfisty"? Samo zło!!!  Czy da się zamortyzować uderzenie mięśniami ramienia? Yyyyyy... Wydaje się, że trzeba się zdać na prostoliniowe ułożenie nadgarstka, bez zginania i prostowania i doprowadzić do tego, alby zamiast nadgarstka, cios przejął łokieć. Nie da się uniknąć szoku w stawie i jak rozumiem łokieć jest, mimo wszystko, do takiego zderzenia bardziej gotowy.
W dalszej części swoich wywodów autor posługuje się senseiem Nishiyamą dla zobrazowania jak powinno wyglądać uderzenie z łokciem skierowanym w dół. Pojawia się jedno z fajniejszych zdjęć senseia, czyli to:


Uuuuuu, a więc to jest łokieć w dół? Czyli oprócz obrotu dochodzi jeszcze zgięcie? Utrzymanie kierunku w dół z jednoczesnym mocnym obrotem nadgarstka to nie lada sztuka, a więc autor artykułu dopuszcza także zgięcie w łokciu? No to zacytujmy fragmenty artykułu prof. dr hab. inż. Krzysztofa Kędziora z Politechniki Warszawskiej gdzie jest taki oto rysunek:



I choć pan profesor rozważa przypadek statyczny, to wśród wielu ciekawych zdań jest też, że:
Siłami wewnętrznymi w analizowanym układzie są: wypadkowa siła mięśniowa F oraz siła reakcji w stawie R. Ponieważ promień rGZ jest dużo większy od rF, z równania (2) wynika, że siła mięśniowa, głównie rozwijana przez mięsień dwugłowy ramienia (w artykule nie chodzi o uderzenie, a o trzymanie), jest kilku- lub kilkunastokrotnie większa od ciężaru trzymanego w ręce. Przy dużych wartościach GZ, rzędu 100 N, siła reakcji w stawie R jest także kilku- lub kilkunastokrotnie większa od GZ, co z kolei wynika z równania (1).
A to daje np. wartość 10*100N co odpowiada ciężarowi 100kg :-) Z tego wynika, że jeśli ochronimy nadgarstek, żeby ochronić także łokieć to i tak w dłuższej perspektywie zniszczymy go innym sposobem. :-).


Ale na szczęście jest jeszcze jedna alternatywa (którą realizują także praktycy shorin ryu) i tą sobie rozwijamy na treningach sobotnich w klubie :-)


czwartek, 31 grudnia 2015

Trening musi zostać odbyty :-)

Dzisiejszym senseiem na treningu był Pan Twister. Nie jakiś tam mistrz, który krzywo spojrzy jak zegnę palec pod złym kątem, nie jakiś tam mistrz który obleje na egzaminie, bo zapomnę o energii ki, nie taki, co karze zrobić ćwiczenie, bo robiono tak sto lat temu tylko taki, który zna się na życiu.
Po kilku pierwszych sekundach udzielił reprymendy, że jeśli zrobię tak jeszcze raz to nabiję sobie coś co guza nie będzie już przypominało. A Mister Twister nie rzuca słów na wiatr i wie co jest stawką treningu. Bo Mister Twister to 4.5 km najbardziej zakręconej sztucznej trasy rowerowej w Polsce i ona jest tuż za moim domem. Jeśli nie wiesz do czego jest zdolna grawitacja i jak z nią współpracować to ... guz. Jeśli nie wiesz jak użyć bezwładności to ... lot. Jeśli nie rozróżniasz energii kinetycznej od potencjalnej i od energii ki :-) to musisz pedałować jadąc w dół. Jeśli to wszystko rozumiesz i stosujesz to masz najprawdziwszy, dynamiczny trening równowagi, czucia głębokiego i odwagi. Inny niż deski, supermany, donice i tym podobne. Jeśli Twistera przejechałeś szybko to znaczy, że mięśnie działają jak powinny i napinają się gdzie potrzeba, a rozluźniają gdzie należy.

Twister to takie coś, dla czego mógłbym rzucić karate... chyba.


TMZO  :-))

czwartek, 26 listopada 2015

Tacy też byli...

... co to nie przyjmują do wiadomości, że zenkutsu dachi to pozycja bardzo użytkowa i ma pewien fizycznie uzasadnialny standard. I proszę, naszej studentce w Norwegii władze uczelni zaserwowały obrazkową instrukcję chodzenia po lodzie na wypadek, gdyby przyjezdni z zagranicy nie radzili sobie z lodem. U nas służby sobie nie radzą oczywiście. I jasno z rysunku wynika, że za wysoka pozycja nie będzie efektywna, bo nie będzie się dało przyspieszać, a za niska nie będzie dobra, bo się będziemy ślizgać.Ot, co!


Przy okazji można się też dopatrzeć instrukcji jak stawiać stopy podczas dynamicznego przemieszczania się, czyli tupać, czy nie tupać?! Nawiedzeni mistrzowie będą mieli zgryz...