Kategorie

archiwum (2) fizyka (70) fotografie (50) głupie (7) historia (77) inne (75) karate (99) kata (37) książki (21) multimedia (118) nie wiem już co (18) obozy (18) recenzje (10) rycerka (10) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (85) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (3) ważne (140) wiedza (152) zapisy (10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turnieje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turnieje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 listopada 2017

14:1

Mówiło się przed walką, że JJ nie przegra, ale także, że panna Róża jest bardzo groźna w parterze. A może to tylko taka strategia była?

piątek, 27 stycznia 2017

piątek, 23 października 2015

Do ... no właściwie kogo?

Na seminarium z Claudio Cerutim reprezentacja Keiko, choć niebywale mocna to jednak będzie skromna :-( Grubaski będą sobie w tym czasie odpoczywać. Tymczasem Troszczu ciężko pracuje i udziela się na zgrupowaniu z Janem Błachowiczem. Troszczu rulez! Znajdźcie go na zdjęciu, bo z każdym miesiącem MMArek się zmienia:



No, a dla tych, którzy nigdy nie mogą i zawsze coś, i wstydzą się wydać z siebie Kiai! jest ten film poniżej. Film jest z najbliższej okolicy, bo ze Szczyrku. Jeśli nie wystartujecie w "Zamieci" to może chociaż w "Zadymie"? Po Runmageddonie to równie spektakularne wyzwanie, choć można go zrobić na zupełnym luzie. Ale medal za ukończenie będzie najcenniejszy ze wszystkich, które macie...


To jest coś! A nie jakieś tam kanapeczki!!!

niedziela, 4 października 2015

But 2015

Jak się okazuje 2/3 zarządu Keiko biega. I to biega wytrwale. Obaj panowie startują w cyklu 4 maratonów górskich (Leśnik 2015), ale kolega Adam chyba nie ma umiaru i wystartował w czwartek w ultra biegu BUT. Bieg jak to bieg... nudny jest, a ten miał w dodatku długość 260 km, czyli dwustu sześćdziesięciu kilometrów i ponad 9 km przewyższenia!!! I Adam to przebiegł!!! Nie znam jeszcze szczegółowych danych dotyczących czasów biegów, ale zwycięzca zaliczył całość w 56 godzin. Poruszał się zatem ze średnią prędkością około 4.5 km/h czyli szybciej niż niejeden chodzi.W Keiko sami wariaci...

niedziela, 7 czerwca 2015

Co tam, panie, u fizycznych?

Ano wiele... Najtrudniejszy etapowy maraton rowerowy w Europie właśnie się zakończył. Wersja krótsza, którą zaliczała Domina to przeciętnie około 50 km dziennie i co najmniej 1600 m przewyższeń. Niby nie wymagała wielkich umiejętności technicznych, ale za to wytrzymałości i siły mnóstwo. I proszę, wyścig ukończony. W kategorii trzydziestolatek na miejscu 10. W klasyfikacji generalnej wyprzedziła niejednego faceta. Gdyby dać jej nieco lżejszy rower ...

http://www.mtbtrophy.com/image/kdnbcbnsqxqp/1000/1000/fit/original/#.jpeg


Tymczasem, także nasze biegówki spisały się dzielnie i tydzień po Runmageddonie zaliczyły dychę w Pszczynie. Mają zdrowie.


poniedziałek, 2 marca 2015

Ojojoj!

Nasze dziewczyny idą na całość i wystartują zespołowo w beskidzkiej odsłonie rumageddon.pl. Poczytajcie z jakimi przeszkodami spotkają się nasze drogie Panie podczas 6-cio kilometrowego Rekruta. Nie ma lipy...
Może zatem chłopaki dadzą się namówić na zimową Zamieć? Też lipy nie będzie...

czwartek, 30 października 2014

Niespodzianka

Artek myślał, że nie oglądamy zdjęć z Mistrzostw Świata. A tam On w całej okazałości (z www.karate.pl):

sobota, 12 lipca 2014

Jeszcze trochę inni walczą...

Znalazłem na stronie drużyny:



sobota, 4 czerwca 2011

Dalej zawody

Jutro skromna ekipa "Keiko" startuje w turnieju Silesia Cup w Bytomiu. W naszych szeregach będzie także Igor, ale raczej jak zwykle chodzi tu o doświadczenie a nie o wynik. Jednak "Keiko" tradycyjnie już święci tryumfy rowerowe. Nie ma to niestety nic wspólnego z samoobroną, z walką trochę więcej, choć przeciwnicy na trasie raczej nie przeszkadzają więc przeszkodę stanowi tylko osiągnięty przez nich czas. W Zawoi odbyły się dzisiaj kolejne zawody z cyklu Bikemaraton. Były one nieco trudniejsze ze względu na górską trasę, ale nasza reprezentacja w osobie Dominiki zdobyła 15 miejsce w kategorii trzydziestolatek i 243 w klasyfikacji generalnej na dystansie 20km.


Na matę i na rowery...

niedziela, 17 kwietnia 2011

Smak zwycięstwa

Keiko klubowiczki mają na koncie pierwszy udany występ sportowy w tym sezonie. Co prawda nie w barwach Keiko, ale w szeregach śląskich Bikeheadów (opis wydarzenia pewnie znajdzie się na ich stronie: www.bikehead.pl). Dzisiaj rozpoczęto cykl wyścigów Bikemaratonu i pierwsze ściganie odbyło się we Wrocławiu. Rozegrano wyścigi na 3 dystansach. Na 28 kilometrowym wystartowało 778 zawodników w tym około 150 pań. Domina przyjechała na 561 pozycji co dało jej 69 miejsce wśród pań i 17 miejsce w swojej kategorii wiekowej. Zarobiła z miejsca 234 punkty w klasyfikacji generalnej. Może teraz kolej na resztę naszych pań (ale jednak w zawodach karate ;-)?

Gdzieś jest...

Widać czerwony plecak...

W tym samym dniu w X Maratonie Krakowskim wystartował Jacek, Wiceprezes "Keiko". Ukończył bieg z czasem 4 godziny 30 minut.
.

niedziela, 13 marca 2011

Przebudzenie

Dzisiaj wystartowała w Ogrodzieńcu kolejna edycja śląskiej ligi. Znowu dopisali seniorzy co napawa optymistycznie. Pojawili się nawet tacy, którzy mieli sporą przerwę w karateckich treningach. Może więc seniorskie rozgrywki naszej ligi znowu odżyją. Ale może też, klubowicze, wyciągniecie kilka wniosków z takiego stanu rzeczy. Może czas znowu po dłuższej przerwie sprawdzić na jakim etapie jest nasz trening i ile jeszcze jest do zrobienia. Zawody to dobry sprawdzian własnych umiejętności i konstruktywne poddanie się zewnętrznej ocenie. Doskonale wiadomo, że przepisy sportowe są tak stworzone, aby odpowiadały procedurom stosowanym w treningu i aby w miarę bezpiecznie pozwalały na konfrontację w walce. W końcu lepiej sprawdzać się w zmaganiach turniejowych niż w samoobronie na ulicy. To jedna moja refleksja po dzisiejszym turnieju i nie najważniejsza.
Dzisiejsze zmagania mogły wyglądać jak próba zmiany warty w szeregach naszych zawodników. Nie chodzi o to, że pojawiły się nowe, młodsze talenty ale o to, że starsi mieli dziś generalnie kiepski dzień i większość walk przeciągała się do dogrywki. Wygrał oczywiście Tomek, ale zwycięstwa nie przychodziły łatwo (mimo, że trafił się także ippon). Prawda jest taka, że jeśli nie trenujesz, a przeciwnik trenuje to dystans między wami się zmniejsza i w końcu Twój rywal Cię dogania. Jeśli odpuściłeś trening a rywal nie, to między wami są już dwa treningi różnicy. W każdym zwyczajnym sporcie będziesz wówczas na mecie drugi, potem trzeci, potem znikniesz. Jednak w sztukach walki, jeśli nie wygrasz to nie tylko będziesz drugi, ale także poobijany, czyli będzie bolało. To było dziś widać, że młodsi nie chcą oddać utytułowanym rywalom i ciągle jeszcze nieudolnie, ale depczą po piętach (czasem dosłownie). Stawiam jednak na to, że już w następnym turnieju wszystko wróci na miejsce. Tomek powiedział jednak jeszcze jedną ciekawą (choć trywialną) rzecz. Wreszcie wszystkie walki (a trwały one, jak mówiłem, dłużej niż zwykle), przeszedł na zupełnym kondycyjnym luzie, bez chwili zmęczenia. To, jak się łatwo zorientować, skutek intensywnego "kulania się" na treningach bjj. Nie jest to najważniejsze, gdzie zdobywa się kondycję, ale ma dodatkowy bonus pozwalający uzupełniać techniczne umiejętności...

c.d.n.
.

niedziela, 19 grudnia 2010

Czas nie czeka na człowieka

Nie da się dzisiejszego dnia nijak usprawiedliwić. Nie można się też w żaden sposób tłumaczyć. Po prostu przychodzi kiedyś taki czas, kiedy człowiek daje ciała na całej linii. No i tak właśnie wyszło, że wszyscy mnie dziś pobili (No bo byli lepsi). Takiego braku siły i równowagi dawno już nie czułem. Technicznie, dynamicznie i mentalnie odniosłem totalną porażkę, a sochin kiedyś było moim ulubionym kata. Te czasy chyba minęły bezpowrotnie :-( Z turnieju ligowego, który dziś miał miejsce w Koszęcinie wracam zatem na tarczy. Pocieszenie jest tylko takie, że formuła mobilizowania do startów, którą kolegom zaproponowałem została przyjęta entuzjastycznie i rozegramy na pierwszym turnieju w sezonie 2011 rewanż. Widzowie będą musieli znieść kata hangetsu, prawdopodobnie trzy, a może i cztery razy pod rząd. No i czas zmienić formułę treningu...
.

niedziela, 14 listopada 2010

Po turnieju...

Dzisiaj rozegrano turniej ligowy w Skoczowie. Turniej organizacyjnie się udał. Było sporo zawodników, dopisała kategoria seniorów, byli nawet tacy, którzy gdzieś się przez ostatnie lata zagubili. Nie zawiódł Tomek Cis, który wygrywał swoje walki w pięknym stylu i przed czasem. Znowu znalazł się ktoś, kto potrafi w sportowym turnieju pokazać piękno tradycyjnego karate i siłę kontrolowanych emocji. Co prawda widać, że swojego kata Tomek nie szlifował dawno i umknęła mu część szczegółów to jednak moc pozostała. Sportowo jednak wróciliśmy na tarczy. O ile każdy z naszych zawodników może zaliczyć ten turniejowy test do wyjątkowo dydaktycznie udanych to sportowo nie osiągnęliśmy żadnych sukcesów. Mam nadzieję, że jednak każdy z chłopaków zorientował się, że trening dwa razy w tygodniu i bez wsparcia kondycji nie pozwala na wygrywanie walk turniejowych. Zwłaszcza, że przepisy turniejowe wymagają opanowania ciała i myśli w sposób szczególny i raczej trudny.

Brak kondycji nie pozwolił im na realizowanie zaplanowanych strategii i kontrolowania walki jako takiej. Chwila dekoncentracji i prawdopodobnie kości pękły. Dwa tygodnie temu pogruchotał stopę ojciec a teraz syn. A kiedy ty odpoczywasz to przeciwnik trenuje. Na szczęście wszyscy zawodnicy odebrali dzięki swojemu występowi precyzyjny komentarz na jakim etapie drogi w swoim karate są i ile jeszcze przed nimi. Do osiągnięcia mistrzostwa trzeba jeszcze włożyć dużo pracy. I jest ku temu świetna okazja, o czym przypominam niniejszym. 20 listopada dodatkowy trening dla zawodników i grupy zaawansowanej, a 9 stycznia 2011 w Bytomiu szkolenie dla zawodników i zaawansowanych trenujących. Patryka też na to szkolenie zapraszam.
Żeby jednak mobilizacja była kompletna (a mam nadzieję, że Tomek C. ciągle tego bloga czyta) razem z Bartkiem, instruktorem ze Skoczowa, rzucamy Tomkowi wyzwanie. Na następnym turnieju w Koszęcinie spotkajmy się w konkurencji kata prezentując sochin. Na pewno będzie to ciekawa potyczka i wszystkich z nas zmusi to większego treningowego wysiłku, co się niewątpliwie przyda.

Oto sochin kata w wykonaniu Masao Kagawy



.

niedziela, 24 października 2010

Kilka uwag o sporcie

Nieodłączną częścią uprawiania karate są obecnie zawody sportowe. Od zawsze sprzeczamy się czy zawody sportowe są potrzebne czy nie, a jeśli są potrzebne to jak je przeprowadzać, żeby przyniosły więcej pożytku niż szkody. Niedawno poprosili mnie koledzy z klubu ze Skoczowa, aby poprowadzić dla nich trening przygotowujący do turnieju i w związku z tym zmobilizowali mnie do pewnej refleksji: Właściwie istnieją dwie drogi przeprowadzenia zawodów sportowych w karate. Pierwsza to taka, gdzie zawodnicy stają do walki w pełnym kontakcie i biją się tak długo, aż jeden z nich padnie lub się podda, lub ewentualnie sędziowie uznają, że przewaga jednego jest tak przygniatająca, że nie ma sensu kontynuowanie walki do momentu, aż stanie się coś złego.

Ta formuła daje prawie pewność, że zwycięzca jest rzeczywisty i decyzja sędziów to właściwie formalność. A że nokaut lub inna kontuzja powodująca utratę możliwości walki to coś rzeczywiście fatalnego i nieobojętnego dla zdrowia to ten sposób przeprowadzania zawodów jest dla ludzi świadomie podejmujących takie ryzyko i koniecznie należy ich o takim ryzyku uprzedzać.

Ostatnio jedna dumna mama opowiedziała mi historię swojej siedmioletniej córki, która stanęła do walki na treningu z rówieśnikiem ubrana w kask i rękawice. Miało jej to zapewnić ochronę przed urazami :-|. Ale pewnie wtedy się nie dowiedziała, czy zapewniło.

Druga metoda jest inna. Karate daje możliwość przeprowadzenia turnieju w formule bezkontaktowej. Niestety ta formuła wymaga od zawodników pewnych dodatkowych cech innych niż w formule kontaktowej, a dodatkowo wymaga także doskonale wyszkolonych sędziów. W 99% to oni bowiem będą decydować o tym, który z zawodników jest zwycięzcą walki. Rolą zawodnika jest "przekonać sędziego", że to właśnie tego zawodnika należy uznać za lepszego. I rodzi się pytanie co tak naprawdę należy oceniać, aby móc wyłonić zwycięzcę.

Niestety, nie należę do zawodowych sędziów, ale turnieje karate obserwuję i karate studiuję, więc trochę mogę poopowiadać. I jestem przekonany, że słuszną metodą jest ocenianie strategii, timingu, dynamiki..., ale nic to nie znaczy bez oceniania prawidłowości techniki. Nie ma tu teraz znaczenia wywód czym powinna się charakteryzować się prawidłowa technika, ale nie oceniając jej nie oceniamy zasadniczej części pracy jaką włożył zawodnik w swoje karate.

Zawodnik formuły kontaktowej musi znokautować. Nie ma co do tego wątpliwości. Zawodnik formuły bezkontaktowej, oprócz wszystkich zasad taktycznych, które realizuje musi się wykazać perfekcyjną techniką, która też podlega ocenie. W przeciwnym razie jego walka jest przypadkowa a i zwycięstwo także, lecz wówczas cóż jest wart taki czempion? No i chyba nie da się zaprzeczyć, że dobrze wypracowana technika jest niezwykle pomocna w sytuacji samoobrony, o której trzeba myśleć na każdym treningu (kwestie psychicznej zdolności do podjęcia walki tutaj pomijam).

Dzisiaj pojechałem oglądać turniej shotokan czyli stylu, który praktycznie rzecz biorąc uprawiam od 20 lat. Zawody zorganizowane przyzwoicie, mnóstwo zawodników, fajna oprawa. Ale chciałem oglądać karate i tego karate nie zobaczyłem. Zawodnicy używali pozycji, które nie dawały im żadnej gwarancji stabilności, zadawali techniki przy całkowitej utracie równowagi, nie reagowali na polecenia sędziego i atakowali po komendach przerywających starcie, wreszcie uderzali nie patrząc w cel, który chcieli trafić. Rozciągnięte w długim kroku lub skoku ciało, nie dawało żadnej możliwości użycia kime, a to przecież podstawowa i najważniejsza cecha techniki karate. Ci zawodnicy, których widziałem zwyczajnie nie posługiwali się żadną techniką typową dla karate. Ich ruchy co prawda takie techniki przypominały, ale nimi nie były. Można było podziwiać motorykę i kondycję, ale w żadnym wypadku nie dało się podziwiać techniki.

Faktem było jednak i to, że sędziowie również reagowali straszliwie opieszale, wielu akcji nie widzieli, a sędzie prowadzący stał w odległości 3-4 metrów od walczących. No i kontuzjowany zawodnik, zamiast czekać na interwencję lekarza, musiał sam do niego podjeść, czyli opuścić pole walki i zaliczyć spacer. O ile zawody zatem zorganizowane fajnie o tyle karate gdzieś w tym całym animuszu turniejowym uciekło. Nie oglądałem niestety turnieju kata, ale z drugiej strony jeśli ktoś tak walczy jak widziałem dzisiaj, to jak rozumie sens ćwiczonego przez siebie kata? Przecież kumite jest w znacznej mierze obrazem kata. Do której formy rywalizacji sportowej w karate pasowały dzisiejsze zawody? Raczej do żadnej i przyznaję, że trochę mnie ten dzisiejszy widok zmartwił.

P.S.
Zdjęcia pobrane z internetu. Nie są bezpośrednią ilustracją opisywanych zdarzeń.


niedziela, 13 czerwca 2010

LIGA OZKT 2010 "SILESIA CUP"

12 czerwca byliśmy w Bytomiu na kolejnym turnieju ligowym. Wystartowaliśmy w nowym składzie, ale nie zdobyliśmy żadnych trofeów. Tak czasem musi być. Krzysiek po raz pierwszy oberwał po nosie, Dawid przegrał, choć nie dał się załatwić przed czasem. Marcin wie, żę stalowe nerwy pozwalają kontrolować sytuację bez narażania się na kontuzje. Zawsze więc, w każdym takim zdarzeniu można znaleźć pozytywy, które pozwalają przystąpić do kolejnych treningów z nowym zapałem.

Marcin Kozłowski z Częstochowy, który zwyciężył w kategorii kumite seniorów udowodnił swoim startem, że można wszystkie walki stoczyć całkowicie panując nad emocjami, nie wdając się w przepychanki i szamotaninę. Można pokonywać kolejnych przeciwników nie skacząc jak kogut i nie wykonując przypadkowych, panicznych ruchów, posługując się nienaganna techniką i rozsądną strategią. Można się przy tym także nie zmęczyć i przy okazji nie robić krzywdy przeciwnikowi. Dzięki takiej postawie widać, że można startować w turnieju nie po to, aby za wszelką cenę komuś złoić tyłek, ale po to żeby sprawdzić na jakim poziomie są moje aktualne umiejętności.

Byłem kiedyś świadkiem zdarzenia gdy jeden z zawodników (mniejsza o styl oraz miejsce, czas i turniej) mocno powątpiewał czy walka dzieci w formule kihon ippon kumite bez rękawic (jak w wkf) nie jest aby niebezpieczna i czy dzieciaki potrafią kontrolować ciosy. Dzieciaki wystartowały bez rękawic, zwycięzców wyłoniono zupełnie bez kłopotów i wątpliwości, a wspomniany zawodnik, startując wśród seniorów, złamał swojemu przeciwnikowi nos, mając na dłoniach rękawice ochronne.
Na fotografii walczą Radek Kleibl (Czechy) i Marcin Kozłowski (Częstochowa). Sędziuje sensei Janusz Sowa.

c.d.n.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Kogo kumite

Zarząd Śląskiego Okręgowego Związku Karate Tradycyjnego podjął wczoraj decyzję o zmianie dotychczasowego sposobu rozgrywania turniejów kumite i formuła jiyu ippon kumite została zastąpiona formułą kogo kumite. Wszystkie kategorie wiekowe, które do tej pory zmagały się w jiyu ippon od najbliższego turnieju ligowego w Bytomiu, będą już rywalizować w kogo. Również seniorzy w eliminacjach kumite będą startować w tej formule. Fragmenty przepisów (po angielsku) można pobrać stąd. Poniżej fragment turnieju rozegranego w Czechach. Sędziuje sensei Janusz Sowa, prezes Śląskiego OZKT

sobota, 6 marca 2010

Liga 2009: podsumowanie

Dzisiaj podczas pierwszego turnieju Śląskiej Ligi Karate Tradycyjnego 2010 w Ogrodzieńcu podsumowano rozgrywki ligowe poprzedniego sezonu. W kategorii juniorów Michał Szary zajął II miejsce. Szczegóły imprezy na blogu Śląskiego OZKT.