Kategorie

archiwum (2) fizyka (70) fotografie (50) głupie (7) historia (77) inne (75) karate (99) kata (37) książki (21) multimedia (118) nie wiem już co (18) obozy (18) recenzje (10) rycerka (10) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (85) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (3) ważne (140) wiedza (152) zapisy (10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 grudnia 2018

Kupcie, bo nie pożyczę...

Są tacy ludzie, którym nawet chętnie dam zarobić. Dwadzieścia z górką lat temu kupiłem książkę o ninja :-) i już tam czytałem o kontroli organizmu na mrozie, wodzie  itp. To jednak była książka z bajkami i takie mnie drażnią. Wolę potwierdzone badaniem fakty. Nie cierpię mówienia, że coś jest tak, bo tak ma być podczas, gdy równie łatwo znaleźć prawdy przeciwne. Ale Wim Hof mnie interesuje. Także dlatego, że sam na sobie potwierdzam, że co najmniej część jego doświadczeń jest prawdziwa.
I jeszcze jedno jest fajne. Po tygodniu rzetelnej pracy otrzymuję efekty utwierdzające w sensowności wybranej drogi. Nie ma tam kolorowych pasów potwierdzających zaawansowanie, nie muszę słuchać "jedynie słusznych" argumentów, nie muszę robić rzeczy, które działały sto lat temu i teraz są głównie na pamiątkę.
Aha, i jednym ciurkiem przeczytałem 8 stron. Znaczy, że wciąga :-)


piątek, 23 listopada 2018

Forsa potrzebna

Katarzyna potrzebuje pomocy, aby wydać książkę...

https://polakpotrafi.pl/projekt/samane-iluzja-ksiazka

Serdecznie zapraszam do zapoznania się z niesamowitą książką, w której klimat Japonii i wschodnich sztuk walki miesza się ze współczesnymi militariami. Opowieść o honorze, odwadze i pokonywaniu słabości. O przyjaźni w czasach wojny, intrygach, szpiegach i silnej woli pomagającej przetrwać w trudnych chwilach nie tylko wojny, ale i własnego życia. Opowieść adresowana do młodzieży i starszych.

Celem projektu jest zebranie odpowiedniej kwoty, abym mogła samodzielnie wydać książkę w około 600 egzemplarzach. Większa ilość pieniędzy zostanie przeznaczona na dodruk egzemplarzy. Kwota obejmuje druk, korektę, egzemplarz próbny, wysyłkę z drukarni do domu i opłatę dla portalu....

czwartek, 26 października 2017

Cała Polska czyta...

Choć to książki amerykańskiego autora, to jednak czyta się dobrze, a i zdania nie są nazbyt proste. Rozsądne argumenty, logiczne wnioskowanie. I choć wszystko co tam napisane gdzieś, kiedyś już zostało powiedziane, to jednak posiadanie książek jest nobilitujące. Poza tym można każdą wziąć do..., poczytać w łóżku, wannie, przetestować zawarte w nich wskazówki mając pod ręką materiał, który działa bez prądu, nie świeci po oczach i nie utrudnia zasypiania. Jednym słowem te książki są pożyteczne i to w dodatku wszystkie trzy. Na naszym rynku są  już książki traktujące o zdrowiu sportowca i wśród nich zdecydowana część jest głupsza. Kto nie ma tych, ten trąba.

sobota, 27 lutego 2016

Do biblioteki...

... Żadne: "pożyyycz", "opowiedz", "daj na chwile", "nie mam czasu na czytanie", "poco mi toooo". Po prostu kup. Nie kradnij pdfa z internetu tylko kup, choć kosztuje ponad 100 pln, bo na stronach, które do tej pory przeczytałem jest całkiem fajnie. Nie jest to jakiś tam artykulik w internecie napisany z błędami, bez recenzji, przez kogoś kto .... tylko całkiem rzeczowa książka, którą czyta się przyzwoicie. Strona 35 jest bezwzględnie dla wszystkich kontaktowych karateków, bokserów, ale przede wszystkim dla długopozycyjnych szotokanowców. Może w końcu któryś przeczyta i się zreflektuje. I choć tytuł idiotyczny, to klubowe staruchy powinny bezwzględnie kupić, bo Artur nie będzie wieczny...


sobota, 8 sierpnia 2015

Idzie zima

Dla tych, którzy będą potrzebowali kaloryfera, a po wakacjach mają kłopot ze zbędnymi częściami ciała, polecam jeszcze raz:




czwartek, 28 listopada 2013

Nieuk?

Nazwisko Nishiyama to wśród miłośników tradycyjnego, japońskiego karate słowo - klucz. Każda nowoczesna książka, którą sensei by napisał, byłaby warta kupienia. Wiedza, którą przekazywał podczas treningów i seminariów być może nie zostanie zapomniana, ale wcześniej czy później zostanie zapewne zniekształcona. Widzimy aktualnie jak spuścizna po senseiu jest rozszarpywana i każdy z "następców", chce sobie jej kawałek przygarnąć. Wystarczy też popatrzeć na filmy nagrane podczas seminariów i już widać jak wiele się zmieniło, lub jak wiele studenci karate Nishiyamy zapomnieli. W moim przekonaniu to wielka strata, że nie została ona usystematyzowana na piśmie (a może się mylę) w inny sposób niż tylko w postaci przepisów sportowych ITKF, czy też Coach Manual
Aż tu nagle takie coś... książka, której współautorem jest Hidetaka Nishiyama. Co prawda na pierwszy rzut oka widać, że to może być co najwyżej kompilacja jego wypowiedzi, artykułów ,czy wywiadów, ale niech to... jest szansa. Amazon wydał książkę pod tytułem "Tradycyjne, japońskie karate-do". No będzie pięknie, bo na piśmie. Gdybym jednak miał w tym miejscu zakończyć pisanie, to należałoby powiedzieć, że to najgorsza książka jaką w życiu miałem w ręku. Ale po kolei... 
Przekartkowawszy, rzucają się w oczy zdjęcia ukradzione chyba z internetu i to w skrajnie małej rozdzielczości. W oglądaniu obrzydliwe, choć może historyczne. Ich opisy gdzieś na końcu książki. Okładka tak poszatkowana pikselami, jakby ktoś nie umiał ujarzmić skanera. Zdjęcia nieostre, nonszalancko powiększone. Czcionka jak w elementarzu dla przedszkolaka...
Autor (ten trzeci, żyjący) miał ambicje skomentować napisany przez senseia Nishiyamę "Coach Manual", ale najlepsze co można zrobić z tym podręcznikiem, to go po prostu wydać "w oryginale". I zresztą w takiej wersji go znam. Nic mi zatem po zdawkowych zdaniach dotyczących mechaniki karate, okraszonych pseudofilozofią i historiami wielkich karateków, czytanymi już wielokrotnie, nieczytelnymi zdjęciami, słowniczkiem terminów japońskich. Kuriozalny jest rozdział o honorowych stopniach Dan. Autor w przedmowie cieszy się i chwali, że choć nie umiał nic zapamiętać z wykładów swoich nauczycieli karate, to skrzętnie je zapisywał. Mam jednak wrażenie, że po zapisaniu znów je zapomniał i nawet zgubił gdzieś istotę tego przekazu. Chwalenie się faktem, że jest się kolegą JCvD to też jakaś zagrywka dla dzieci. Zdjęcia na stronach 42 i 24 to majstersztyk infantylności. Podejrzewam, że autor zapomniał też, że mamy już 21 wiek. Nawet bibliografii nie ma. Książek więc nie umie pisać, nie umie też wydawać.

Książka to klapa w kwestii formy, lepszy skład robią nauczycielki nauczania początkowego, studentki podyplomowej informatyki na pierwszych zajęciach z grafiki niż Rising Sun Production, które zresztą nie może się zdecydować czy drukowało w US (strona 3), czy w GB (okładka). To także klapa w kwestii treści, choć mam nadzieję, że jak będą ją czytał po raz piąty to coś między wierszami znajdę godnego uwagi poza tym co autor przepisał z mądrego źródła, acz bezrefleksyjnie. 
Dziękuję Igorowi, że ją dla mnie sprowadził z UK, bo się człowiek starał i natrudził. Nawet zamówił ją dla siebie i mam nadzieję, że żałuje :-)

P.S.
Nie znam się na ziołach, ale to na 4 stronie przypomina liście marihuany, a potem na stronie 46 jest napisane: "... the speed [...] is equal to the force you will get at the end of the technique". Damn it!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Mądry Polak... /tyle, że po/

W książce Nathana Spielberga o "Teoriach, które wstrząsnęły światem", jest takie zdanie: "Fizyka jest nauką najbardziej fundamentalną, toteż żadne twierdzenie naukowe, które stoi w sprzeczności z jej prawami, na dłuższą metę nie może być uznane za prawdziwe." W tym temacie od dwóch lat, mniej więcej, piszę sobie w CV, że w przygotowaniu jest książka o powiązaniach fizyki i karate. Dwa lata to już kawał czasu i wiedziałem, że jak się będę grzebał i guzdrał to mi ktoś ten pomysł zabierze. Niby w wielu miejscach można znaleźć jakieś opracowania dotyczące tego jak opisać techniki karate przy pomocy praw fizyki, ale porządnej książki nie było. No i w końcu czarny scenariusz się spełnił. Książka powstała, ukazała się, kupiłem, ale nie jest ona mojego autorstwa. 
Wiele już słyszałem pytań, po co komu takie coś. Ale oczywiste jest, że wszędzie tam gdzie karate jest traktowane bezkontaktowo, odpada podstawowy argument badania efektywności technik czyli pojedynek. A i tak, nawet wówczas łatwo popełniać błędy, czego przykładem jest przypowieść o dwóch kotach biegających na wyścigi. Jeden z nich był biały, a drugi szary. I szary wygrał ten pojedynek, więc pojawił się wniosek, że szare koty biegają szybciej niż białe. Dla uniknięcia takich pomyłek dobrze jest użyć niepodważalnych prawideł, a prawa formułowane przez fizykę to są właśnie te, o które chodzi. I, jak to już wielokrotnie było podkreślane, nie chodzi o uczenie fizyki zawodników (choć to jeszcze nikomu nie zaszkodziło), ale o uczenie tego instruktorów, trenerów, egzaminatorów, sędziów i wszystkich tych, którzy o czymś w tej materii decydują, a zwłaszcza formułują sądy o karate osób trzecich.
W takich przypadkach nie ma miejsca na sądy typu: "mnie się wydaje", albo "według mnie", bo pewne rzeczy są stosunkowo łatwo teoretycznie potwierdzalne. Ostatecznym argumentem będzie pomiar, ale zgodny z obiektywną metodą naukową, a nie wolą eksperymentatora.
Autor książki, do której tu nawiązuję, czyli "Parting the Clouds", zwraca także uwagę na fakt, że znajomość pewnych faktów i praw pozwala znacznie efektywniej rozwijać technikę. Na pierwszy rzut oka to jest taka książka jak chciałem napisać, bo w podtytule jest: "the science of the martial arts", ale ostateczną recenzję napiszę jak ją przeczytam. Niestety nie ma tej książki po polsku, no ale trudno. Może coś tu kiedyś przetłumaczymy i streścimy.

niedziela, 26 maja 2013

Po kolei

W pierwszym filmie Morio Higaonna wyjaśnia kilka szczegółów kata Siepai. To dla ćwiczących:


Na drugim wyraźnie widać, co można ze sobą zrobić, a czego nie robimy:


Może zatem dobrze byłoby zainwestować w jedną z pierwszych książek Pawła Zazulina o alternatywnym treningu siły. Można ją łatwo kupić w wielu księgarniach: 
 
A na koniec pół godziny o treningu jednej z legend japońskiego karate czyli Mikio Yahara. TO dla tych co siedzą w domu i czują upływający czas:

wtorek, 2 października 2012

wtorek, 29 maja 2012

Biomechanika cd.



Okazała się książka, której tytuł sugeruje, że w tematyce naukowej analizy sztuk walki coś się wreszcie ruszyło. To by było bardzo pozytywne zjawisko, bo częściowo stopowałoby szarlatanerię w tym temacie. Ale niestety, ta książka tego nie uczyni. Dal początkujących jest raczej za trudna i mało intuicyjna, a przy tym mało klarowna. Jedynie zaawansowani może coś z niej wyczytają, ale potencjalny czytelnik chyba oczekuje jakiejś rzeczowej analizy, a tej tutaj raczej mało. trzeba się na prawdę mocno skupiać, aby z teksu wyciągać praktyczne wnioski. Opisane tu kiedyś wcześniej "Krótkie wykłady z Biomechaniki Sportu" cenię wyżej. Ale czytam dalej.

niedziela, 23 października 2011

Cała Polska czyta dzieciom

W mordobiciu można być całkiem niezłym, będąc równocześnie intelektualnym "minimalistą". Ale tak może być w wielu dziedzinach, gdzie będąc wirtuozem człowiek jet kompletnym ignorantem gdzie indziej. W sportach walki chodzi głównie o to, żeby komuś skutecznie przywalić a podnoszenie efektywności jest zadaniem trenera. Nic jednak nie zaszkodzi zwykłemu człowiekowi trochę się pouczyć samodzielnie.
Tą książkę mam już od dłuższego czasu, ale do tej pory czytałem ją okazyjnie bo wydawała się zbyt skomplikowana, żeby czytać do poduszki. Ale im więcej się przeczyta, tym łatwiej się ją ogarnia i w sumie zaliczam ją do bardzo pożytecznych. Można w niej znaleźć wiele informacji dlaczego technika jest zbudowana tak, a nie inaczej, jak ona wówczas działa. A stąd już niedaleka droga to zwiększenia efektywności własnego treningu technicznego. Mnóstwo jest tutaj bezpośrednich informacji (w końcu cała książka jest o tym) jak działa człowiek, z jakimi siłami obcuje i także o tym, jaka jest dynamiczna geneza wielu urazów. Zachęcam.

środa, 28 września 2011

Zajrzyjcie do księgarń

Pierwsza książka jest chyba dopiero zapowiedzią, ale drugą polecam szczególnie.

środa, 14 września 2011

Kupiłem książkę

Kupując tą książkę wiedziałem, że nie będzie to moja ulubiona. Właściwie to nawet nie wiem, dlaczego ją kupiłem, ale ostatnio nieco mniej książek o sztukach walki się pojawia, wobec czego się skusiłem. Z książkami Janusza Szymankiewicza jest jak z filmami z van Dammem. Coraz mniej jest w nich tego z czego słynie autor. JCvD próbuje "grać", choć powinien się bić, a Janusz Szymankiewicz zna się na kung fu, a pisze książki z psychologii. Jest to moja pierwsza książka o sztukach walki, w której wykonałem mnóstwo zaznaczeń, podkreśleń i uwag i tylko Domina więcej razy zaznaczała fragmenty w Biblii niż ja w tej książce.
Na wstępie autor zaznacza, że tok myślenia europejczyka i azjaty znacząco się różnią, a nawet częściowo wykluczają. W myśleniu azjaty jest więcej ezoteryki i "psychologicznej" spekulacji niż racjonalnej wiedzy, ale sposób dowodzenia pewnych racji w książce zalatuje właśnie takim azjatyckim myśleniem. Równocześnie autor nie zauważa, że wszyscy liczący się naukowo Japończycy, Chińczycy, Koreańczycy itd, raczej robią kariery podążając naukową drogą wytyczoną przez umysły zachodnie i doskonale się w tym odnajdują. Zatem ta wybrana przez autora "metoda naukowa" powoduje, że dla mnie książka jest absolutnie niezrozumiała. Czytając ją mam wrażenie, że autor neguje fakt, że sztuki walki mają służyć głównie do walki.
Merytorycznie książka jest zagadkowa. Autor zauważa, że w badaniu uczestniczyło 300 osób po czym cytuje wyniki 103 ankiet. Nadużywa słowa prakseologia, system, systemowy i innych, ale przede wszystkim wiele rozważań technicznych analizuje przy pomocy pojęcia energii KI. Próbuje to pojęcie definiować, ale dowodzi pośrednio, że nie ma ono nic wspólnego z pojęciem energii jakie znamy ze szkoły, zatem jego użycie w takim kontekście przestaje być w ogóle uzasadnione. Dodatkowo 'tempo' utożsamia z częstotliwością a 'rytm' z czasem, co dla mnie stanowi pewną ciekawostkę. Aby rozwiać wątpliwości użyłem nawet słownika wyrazów obcych ;-). Przyznaję jednak, że to rozdział o 'czasie', mimo że się fatalnie zaczyna był najciekawszy.
Bardzo często autor wprowadza do rozważań pojęcia znane i stosowane przez fizykę, ale co ciekawe, poprzestaje jedynie na ich wprowadzeniu. Zatem po co to robi? Tego nie wiem ponieważ analizę techniczną sztuk walki realizuje stosując używane w chińskich sztukach walki pojęcia kul energetycznych. Mankamentem takiego rozważania jest niemożliwość dedukowania a to jest bardzo ważna zdobycz nauk ścisłych. Dlaczego więc negować fizykę, a wprowadzać metafizykę? Być może stąd autor nieprecyzyjnie uważa, że technika 'małej kuli energetycznej', mimo że szybsza, jest słabsza choć wcześniej uważał, że energia kinetyczna będąca częściowo miarą 'siły' ciosu korzystniej zależy od prędkości niż masy. Zatem technika o większej prędkości kończyny powinna być mocniejsza. Tego autor nie zauważył, a być może nie chodziło mu o szybkość lecz po prostu o fakt, że techniki ręczne zabierają mniej czasu, a techniki nożne więcej, mimo że osiągają w końcu większą prędkość niż ręczne.
Co mnie strasznie irytuje, ale nie mogę się tego czepiać, autor stosuje nieintuicyjną metodę cytowania cudzych prac, ale co ważne, w momentach kiedy podaje fizyczne parametry omawianych procesów, źródła wiedzy często nie podaje. Dlatego książki tej nie polecam. Jest to ciekawostka i pewnie ją przeczytam jeszcze parę razy, ale do królowej gatunku czyli do "Karate" J. Miłkowskiego jest jej, moim zdaniem, szalenie daleko.
Na zakończenie wpisuję kilka cytatów, które mnie poruszyły:
  • "Tempo [...] - ma na nie wpływ często czynnik zewnętrzny, taki jak pogoda czy ciśnienie."
  • "Przestrzeń to [...] materialny przejaw stosunków społecznych."
  • "Nie ma jednej historii. Jest ich wiele, tak jak wiele jest czasów."
  • "W analizie walki stosuje się pojęcie tzw. pozycji dodatniej i ujemnej."
  • "Pokonanie przeciwnika wymaga energii, lecz najpierw trzeba umieć opanować specyficzną miękkość w swym zachowaniu."
  • Niepodobna zrozumieć kultury stojącej u podstaw azjatyckich sztuk walki, jeśli nie potraktuje się z odpowiednią uwagą wpływu przestrzeni, czasu i miejsca [...]."
  • "Właściwością kompletnych systemów azjatyckich sztuk walki jest kompleksowe i jednoczesne wykorzystanie energii, czasu, przestrzeni i aktywności poznawczej."

sobota, 20 sierpnia 2011

Lektura

W ramach przerwy w treningach zachęcam do czytania. Aby pobrać artykuł należy kliknąć na tytuł. Ale uwaga, pliki będą na serwerze tylko do końca miesiąca, a tych rzeczy nie można nie przeczytać!

G. Funakoshi wraz z uczniami opisuje karatedo.
W podtytule: 'Master Text'
(164 MB)
K.Ernst analizuje techniki karate przy użyciu najwszechstronniejszej nauki ;-) (1 MB)

sobota, 21 maja 2011

Karate z fizyką - cd

W księgarniach spotyka się reprint książki Krzysztofa Ernsta pt.: "Fizyka sportu". To bardzo ciekawa książka i napisana dość prosto choć fachowo. Jest ona zatem pod tym względem dla każdego. Piszę o niej tutaj z tego powodu, że jeden rozdział w całości jest poświęcony karate i technikom uderzeń. To już wystarczający powód, żeby tą książkę kupić, ale mimo tego postaram się ten rozdział tutaj streścić. Nasuwa on kilka istotnych, jak mi się wydaje, kwestii, a ma taką przewagę nad książkami pisanymi przez karateków, że nie jest subiektywna. Opiera się na rzeczowej analizie badań i wyliczeń, które w przeciwieństwie do wielu innych "badań" zostały wcześniej opublikowane w czasopismach naukowych, podlegających recenzji. Nie są zatem wymysłami n-tych Danów, opartymi na widzimisię. Muszę tylko znaleźć odrobinę czasu, żeby ten rozdział wyedytować.

cdn
cdn.

sobota, 5 lutego 2011

Kyokushin jeszcze raz

W księgarniach jest drugie wydanie książki Piotra Szeligowskiego o karate kyokushin. Raz już pisałem o tej książce i właściwie z kilku względów ją polecam. Nie chodzi bynajmniej o techniki czy kata karate opisywane w tej książce, bo w tym temacie można znaleźć książki lepsze. Chodzi o wszystko inne, co w tej książce jest zawarte i opisane. Drugie wydanie zostało troszkę poprawione i rozbudowane. Na forach w internecie odbyła się spora dyskusja na temat pierwszego wydania i poniekąd autor kilka sugestii uwzględnił.
Tym razem jednak o zrobieniu niniejszego wpisu zadecydował następujący fragment z książki:

"Rosnąca wraz z postępem cywilizacji różnorodność form aktywności zawodowej człowieka oraz sposobów spędzania wolnego czasu sprawia, że karate jest tylko jednym z wielu zajęć. Wskutek tego ludzie, którzy się nim zajmują, nie traktują karate jako czegoś, czemu warto się bez reszty poświęcić [...]. Brak pasji u młodych ludzi to swoista porażka, ponoszona przez starych mistrzów, którzy poświęcili całe swoje życie dla karate."

Powinniście tą książkę kupić i nawet nie przeczytać, a przestudiować.
.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Nowa/stara książka...

Ta książka jest już w księgarniach chyba ponad rok, a że teraz wakacje i część od treningów odpoczywa więc ją polecam z pewnych powodów. Niezależnie od tego, że jest poświęcona karate kyokushin to jednak warto do niej zerknąć wiedząc nawet, że autor szykuje już drugie (podobno zmienione) wydanie. Książek o karate jest na rynku sporo, ale wiele powiela schematy polegające na prezentacji zdjęć poszczególnych technik, bez żadnej refleksji, jeszcze inna grupa to jedynie biografie dawnych mistrzów. W tym przypadku jest zupełnie inaczej, bo nawet historia karate jest tu ujęta specyficznie.

Biorąc pod uwagę stronę techniczną karate jakim się zajmujemy, to tej części podręcznika senseia Szeligowskiego nie polecam.
O walce sportowej (knockdown) w sensie taktycznym też możemy poczytać tą pozycję jako ciekawostkę. Ale rozdziały o kata, filozofii karate, samoobronie są bardzo interesujące i aktualne dla każdego zajmującego się karate. Jest to w końcu książka napisana współcześnie, kiedy karate w naszym kraju jest już ze 40 lat i wiedza niektórych instruktorów jest całkiem spora. Ci, którym się nie chce szukać (a szkoda), dostają także w pigułce sporą dawkę wiedzy to fizjologii sportowca i przygotowaniu fizycznym do zawodów.
Sednem jednak mojego polecania są rozdziały o motywacji i zaangażowaniu w trening. O wyznaczaniu sobie celów i ich realizacji. O tyle są one wiarygodnie, że autor opisuje je w formie "autobiografii", przetestował je na sobie skutecznie a sportami walki zajmował się na poważnie. Wiadomo, że mógł to napisać każdy psycholog lub przedstawiciel handlowy firmy zajmującej się sprzedażą bezpośrednią ;-), ale ten człowiek (tzn. autor) trochę zdrowia na macie zostawił. Kim jest Piotr Szeligowski możecie sobie poszukać w internecie. Także tutaj: www.piotrszeligowski.pl.

piątek, 26 lutego 2010

Książka o kata Shotokan

W 2008 roku Rob Redmond napisał książkę o kata, którą teraz udostępnia w wersji elektronicznej za darmo. Książka po angielsku i treść może być czasami kontrowersyjna, bo Rob Redmond ma swoje nieraz dziwaczne poglądy, którym daje wyraz. Warta przeczytania jest jego strona internetowa www.24fightingchickens.com.

Książkę można pobrać ze strony klubowej (kliknij).

piątek, 22 stycznia 2010

Nowa książka...

Ukazała się książka Andrzeja Zarzecznego o Karate Tradycyjnym. Wreszcie jest publikacja, która traktuje o tradycyjnym podejściu do karate i o takich właśnie metodach szkoleniowych.

Książka wydana jak na mój gust bardziej po amerykańsku, ale szata graficzna i pomysły edycyjne powodują, że jest interesująca w odbiorze (za jednym zamachem kupiłem też "Aikido Nishio" i "Brazylijskie JJ" z tego samego wydawnictwa).
Książka jest raczej dla początkujących i uznaję ją za jaskółkę, która wywoła falę profesjonalnych publikacji o karate tradycyjnym. Gdyby ta pozycja miała jeszcze dodatkowych 200 stron i traktowała temat tak jak kiedyś książki Jerzego Miłkowskiego, byłaby warta "każdych" pieniędzy. Wartość merytoryczną raczej niech każdy oceni sam według uznania, ale pewnie warto ją mieć bo jest o nas ...

Zastanawia mnie jednak fakt, że ilekroć jest mowa o technikach karate, np. w kontekście ich skuteczności zawsze jest pomijana i lekceważona kwestia prawideł fizycznych, które tymi technikami żądzą. Wiadomo, że sama znajomość fizycznych aspektów ruchu nie daje żadnej gwarancji skuteczności, ale z kolei wiedza o nich podnosi efektywność stosowania. No i tutaj autor jako jeden z nielicznych postarał się o kilka zdań analizy. Dotychczasowe próby ujęcia tego tematu od strony praw fizyki (pomijając prace bezsensowne) można policzyć na palcach jednej ręki. Najciekawsze zostały napisane przez profesora Ingbera, a w Polsce na uwagę zasługuje pozycja Fechnera i Rucińskeigo.

W "Karate Tradycyjnym" Andrzej Zarzeczny zwraca uwagę na różnice w kopnięciach typu keage i kekomi z racji zastosowania różnego rodzaju ruchów nogi w każdej z wersji. Jest kilka innych technik, nie tylko nożnych, które mogą występować w obu wersjach, ale też rozróżnianie sposobu wykonania dla niektórych jest czynione bez większego sensu. Autor dowodzi, że kekomi z racji dłuższego kontaktu z ciałem przeciwnika generuje większą siłę i przekazuje więcej energii do celu niż keage, które z racji smagnięcia ma być słabsze. Jeśli autor miał na myśli fakt, że keage w technikach wznoszących (yokokeage) lub ręcznych (uchi) może nie zdążyć dotknąć celu i nie przekazać energii to miał oczywistą rację. Ale wtedy przecież technika jest zwyczajnie wykonana źle i nie ma co jej rozważać pod tym kątem.
2 zasada dynamiki dowodzi w ogólnej postaci, że F=dp/dt czyli wygenerowana siła podczas uderzenia jest tym większa, im większa zmiana pędu dp zajdzie lub im krócej (mała wartość dt) będzie ta zmiana generowana. Wobec tego założenie, że krótszy czas kontaktu -tym gorzej, jest złe i prowadzi do niewłaściwych wniosków. Jest zatem dokładnie odwrotnie. Należy zauważyć, że różnica w efektywności i zastosowaniu techniki np. yoko geri bierze się z użytej trajektorii, która determinuje wykorzystanie większej lub mniejszej masy ciała czyli z tego, że podczas ruchu w bok (kekomi) można technikę poprzeć masą całego ciała, natomiast masowy (podudzie) przyczynek do energii kinetycznej (w keage) jest niewielki i stąd mała możliwość jej przekazania podczas kontaktu.

c.d.n

k

poniedziałek, 12 października 2009

Znów coś z Miłkowskiego...

... Treningiem jest spotkanie, na którym instruktor pokazuje nowe techniki, a potem ćwiczymy je z innymi, ale to nie jest keiko. Keiko to "wbijanie" w ciało określonej techniki, aż do poziomu odruchowego, mimowolnego a poprawnego wykonywania, z odpowiednią siłą i szybkością. W tym sensie keiko jest samotną rozrywką...