Kategorie

archiwum (2) fizyka (67) fotografie (45) głupie (6) historia (60) inne (75) karate (97) kata (37) książki (21) multimedia (114) nie wiem już co (15) obozy (18) recenzje (10) rycerka (21) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (84) trening (226) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (135) wiedza (144) zapisy (10)

piątek, 22 stycznia 2010

Nowa książka...

Ukazała się książka Andrzeja Zarzecznego o Karate Tradycyjnym. Wreszcie jest publikacja, która traktuje o tradycyjnym podejściu do karate i o takich właśnie metodach szkoleniowych.

Książka wydana jak na mój gust bardziej po amerykańsku, ale szata graficzna i pomysły edycyjne powodują, że jest interesująca w odbiorze (za jednym zamachem kupiłem też "Aikido Nishio" i "Brazylijskie JJ" z tego samego wydawnictwa).
Książka jest raczej dla początkujących i uznaję ją za jaskółkę, która wywoła falę profesjonalnych publikacji o karate tradycyjnym. Gdyby ta pozycja miała jeszcze dodatkowych 200 stron i traktowała temat tak jak kiedyś książki Jerzego Miłkowskiego, byłaby warta "każdych" pieniędzy. Wartość merytoryczną raczej niech każdy oceni sam według uznania, ale pewnie warto ją mieć bo jest o nas ...

Zastanawia mnie jednak fakt, że ilekroć jest mowa o technikach karate, np. w kontekście ich skuteczności zawsze jest pomijana i lekceważona kwestia prawideł fizycznych, które tymi technikami żądzą. Wiadomo, że sama znajomość fizycznych aspektów ruchu nie daje żadnej gwarancji skuteczności, ale z kolei wiedza o nich podnosi efektywność stosowania. No i tutaj autor jako jeden z nielicznych postarał się o kilka zdań analizy. Dotychczasowe próby ujęcia tego tematu od strony praw fizyki (pomijając prace bezsensowne) można policzyć na palcach jednej ręki. Najciekawsze zostały napisane przez profesora Ingbera, a w Polsce na uwagę zasługuje pozycja Fechnera i Rucińskeigo.

W "Karate Tradycyjnym" Andrzej Zarzeczny zwraca uwagę na różnice w kopnięciach typu keage i kekomi z racji zastosowania różnego rodzaju ruchów nogi w każdej z wersji. Jest kilka innych technik, nie tylko nożnych, które mogą występować w obu wersjach, ale też rozróżnianie sposobu wykonania dla niektórych jest czynione bez większego sensu. Autor dowodzi, że kekomi z racji dłuższego kontaktu z ciałem przeciwnika generuje większą siłę i przekazuje więcej energii do celu niż keage, które z racji smagnięcia ma być słabsze. Jeśli autor miał na myśli fakt, że keage w technikach wznoszących (yokokeage) lub ręcznych (uchi) może nie zdążyć dotknąć celu i nie przekazać energii to miał oczywistą rację. Ale wtedy przecież technika jest zwyczajnie wykonana źle i nie ma co jej rozważać pod tym kątem.
2 zasada dynamiki dowodzi w ogólnej postaci, że F=dp/dt czyli wygenerowana siła podczas uderzenia jest tym większa, im większa zmiana pędu dp zajdzie lub im krócej (mała wartość dt) będzie ta zmiana generowana. Wobec tego założenie, że krótszy czas kontaktu -tym gorzej, jest złe i prowadzi do niewłaściwych wniosków. Jest zatem dokładnie odwrotnie. Należy zauważyć, że różnica w efektywności i zastosowaniu techniki np. yoko geri bierze się z użytej trajektorii, która determinuje wykorzystanie większej lub mniejszej masy ciała czyli z tego, że podczas ruchu w bok (kekomi) można technikę poprzeć masą całego ciała, natomiast masowy (podudzie) przyczynek do energii kinetycznej (w keage) jest niewielki i stąd mała możliwość jej przekazania podczas kontaktu.

c.d.n

k

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz