Kategorie

archiwum (2) fizyka (70) fotografie (50) głupie (7) historia (77) inne (75) karate (99) kata (37) książki (21) multimedia (118) nie wiem już co (18) obozy (18) recenzje (10) rycerka (10) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (85) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (3) ważne (140) wiedza (152) zapisy (10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karate. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karate. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2020

Duperele vol. 11


Od jakiegoś czasu shotokan chyba szuka tożsamości i sensu. Dzieje się tak pewnie w opozycji do tak zwanego nurtu tradycyjnego i zapewne w kontrze do karate sportowego czyt też olimpijskiego. I pewnie z drogą jaką obrały szkoły karate kontaktowego wywodzące się z nurtu kyokushin też im "nie po drodze". Z takiego poszukiwania pewnie może wyjść coś dobrego co uwiarygodni aspiracje shotokanu do bycia rasową sztuką walki. Na razie te próby, w których widać jak na dłoni, że to jak się trenuje przekłada się na to jak się potem walczy są jakie są, ale zawsze na początku jest trudno. W myśl powiedzenia: "im więcej krwi na macie, tym mniej potu w walce":

To jest chyba częściowo polski pomysł:

Tu już sprawa międzynarodowa:

Tak się ludzie bawią już od dawna i widać, że karate to za mało:


A to najnowszy/antyczny pomysł:

środa, 2 października 2019

To nie recenzja

To dobrze, że jest 21 wiek i coraz więcej ludzi dzieli się swoją wiedzą. Tej wiedzy nie szuka się już jednak w bibliotekach, bo jest dostępna wszędzie, leży na ulicy, nawet w internecie. Prawdopodobnie też odeszły w niepamięć czasy kiedy dzielenie się wiedzą, odkryciami, przemyśleniami było recenzowane przez osoby trzecie. Ale nie, nie chcę recenzować tego materiału, który udostępniam poniżej, bo nie o krytykę tu chodzi tylko o inspirację.
Były kiedyś takie czasy, kiedy karate jako sztuka walki było na piedestale. Było na piedestale, bo nie było dla niej specjalnie konkurencji. Ale teraz konkurencja urosła, konkurencja jest silna i na niejednym polu karate przegrywa. Nie mam na myśli tu walorów edukacyjnych, bo moim zdaniem w karate jako takim nie ma walorów edukacyjnych. Takie walory ma człowiek, który przy pomocy takiego narzędzia jakim jest np. karate, ale też cokolwiek innego, jest je w stanie komuś przekazać i je wdrażać.
No i teraz ten film.:
 
 
Michał Piotrkowicz uruchomił całkiem ciekawy kanał "Karate po Polsku" (oglądaliście film dawno temu?) Wśród szkoleniówek jest ta o najważniejszej pozycji/postawie ciała używanej w karate czyli zenkutsu dachi. I po obejrzeniu mam takie dwa pytania: Kto i w jakiej dyscyplinie dla podniesienia efektywności chodzi zygzakiem? Pomijam tańczącego z kobrą. No i pytanie ważniejsze: Po jakiego grzyba, trenować pozycję i ruchy w niej, jeżeli i tak nie mają ne służyć do walki? Do czego zatem miałyby służyć? T opytanie pomocnicze...

sobota, 13 kwietnia 2019

Dobre złego początki...

Dwaj bracia, jeden zjadł zęby na karate, jeździ po całym świecie, uczy się od sław, jeździ na Okinawę do kolebki karate, by poznać korzenie tej sztuki walki...  drugi jest początkującym zawodnikiem UFC, którego sportowy rekord wynosi 7:2. I to ich spotkanie sprowokowany podstępnym komentarzem w internecie miało się skończyć fajnym filmem. I tak się skończyło, film jest fajny, obnaża wszytko co może obnażyć, a dodatkowo Jesse okrasił to jeszcze swoimi komentarzami :-)

wtorek, 2 kwietnia 2019

2.0

Karate 2.0 ? To mi się nawet podoba...


Albo to:

poniedziałek, 17 września 2018

Leśne inspiracje + ERRATA

Tym razem do Tucholi zaciągnął nas sensei Claudio Ceruti na zgrupowanie goshindo. Niezależnie od tego jakie są takie seminaria, czy dobre, czy słabe, zawsze dadzą coś do myślenia. Nawet jeśli to myślenie jest bardzo luźno związane z tematem seminarium. Te przemyślenia też są luźne, bo mimo, że w ekipie mieliśmy seminaryjne świeżaki, to jednak po raz pierwszy od jakiegoś czasu ogarnialiśmy sprawę naszymi umysłami. Bez mała wiedzieliśmy co należy robić :-) Z racji tego, że wiedzieliśmy, to potem dzięki dobrym nastrojom skonsumowaliśmy Tucholę. Były grzyby, kąpiel w zielonej wodzie, podglądanie bobrów i nocny grill z prezesem. 
Ale z innej beczki... luźne myśli...  Uczenie niekontaktowego karate to ciężki kawałek chleba. Wiele jest tu przecież kwestią umowy, zasad, trzymania się pewnych reguł i ustalonych zachowań. Nie wiem, czy nie jest to sprawa beznadziejna. Bo jeśli jeszcze ktoś zbyt dużo nacisku kładzie na sztukę, a nie na użytkowość to sprawa się komplikuje po trzykroć. Pojawiają się rzeczy zbędne, nieracjonalne, niewytłumaczalne. Ktoś mówi: "zróbmy rzecz najprostszą w sposób najbardziej skomplikowany", zamiast pokazać jak to działa. Ktoś woli powiedzieć: "zaczerpnij energię z ziemi" (matko! jak tego nie trawię), zamiast: "odbij się od podłogi". Zamiast: "postaw nogę do tyłu", słyszę: "zrób yori ashi, ale nie takie yori ashi, tylko takie yori ashi".  Potem jeszcze czasem jest: "stań dalej bo jest niebezpiecznie" i zaraz: "stań bliżej, żeby było niebezpiecznie". Takie oto retrospekcje z innych treningów mi się przypomniały w czasie dwóch dni szkolenia. 
Inna rzecz mnie ubodła jednak podczas samego treningu. Mnie jako fizyka, a nie jako karacistę. Tyle się wśród niekontaktowych (hmmm, zabrzmiało złowrogo) albo fanatyków shotokanu, mówi o pięcie nogi zakrocznej stawianej na podłodze. W aspekcie treningowym ma to istotne znaczenia dla rozumienia jak pogodzić potrzebę poruszania się z koniecznością zachowania stabilności i możliwości kontynuowania działań po mocnym ciosie lub ciosie nieudanym. Jeszcze istotniejsze ma to znaczenie w kontekście uprawiania "sztuki", gdzie każdy szczegół chce być ważny. Pamiętam treningi z senseiem Shiraiem z dawnych czasów, gdy tłumaczył jak zdobywać dystans i jak z tego dystansu zadawać ciosy. Wtedy zrobiło to na mnie kolosalne wrażenie, a było to bez mała 20 lat temu. Teraz jednak trzeba było potrenować coś zgoła przeciwnego. Jakby gdzieś zapomnieniu uległa cała wiedza ze szkoły o tym, co to jest siła, kiedy ciało jest w stanie przyspieszać, co to jest pęd, energia mechaniczna, praca w sensie fizycznym, jak zachowuje się pęd itp. A przecież co roku robimy o tym wykład. Filozofia filozofią, ale zwykłe, prostackie fizolstwo też ma swoją wartość... No dobra, może po prostu wszystko co było w tej kwestii do zrozumienia zrozumiałem na odwrót. Tak też mogło być... Ale przygoda była całkiem kształcąca, a i plan treningowy na najbliższe miesiące spójny z pomyślunkiem senseia :-)

Tuchola 2018

P.S.
Tak... Robert mówi, że wszystko zrozumiałem na odwrót :-(

.

niedziela, 21 stycznia 2018

Gawędy o fizyce

Właściwie już to miałem odpuścić, bo po co się ze światem użerać. Zwłaszcza z tymi, co nigdy nic nie popróbowali... a może po prostu ja się zawsze myliłem. Aż tu nagle jeden trening wszystko rozwiązał. Wydawało się, że jak ktoś jest drobny i muskułów nie ma zbyt dużo, to i szans wielkich w uderzaniu nie ma. Sam zresztą delikwent tracił wiarę w to, że coś zdziała więc może jedynie fitness. I tu się właśnie okazało, że odrobina intelektualnego wysiłku, wzięcie w ryzy mózgu i mięśni pospołu daje efekty, które się wydawały niemożliwe do osiągnięcia. Że prędkość to jest jednak wektor i można takie wektory bardzo efektywnie dodawać. No bo znowu chcieliśmy zgrywać twardzieli, panowie pozazdrościli mojemu brzuchowi i też chcieli dać się paniom pookładać po swoich. Panie jednak złapały na czym polega synchronizacja, dodawanie czegoś innego niż tylko liczb, jak ruch po okręgu przekłada się na ruch po prostej i nareszcie coś na tym brzuchu czuliśmy. To po pierwsze! Ale po drugie widzą wszystkie i wszyscy, że to nie magia, metafizyka, energia z ziemi czy kosmosu, że to nie trzecie oko, tylko ordynarna, prostacka, wulgarna fizyka...


sobota, 11 marca 2017

O mistrzach świata

Wielu już było mistrzów różnych światów, jedni zasłużeni inni nie. Panowie Yahara i Osaka to dwie osobistości z dawnych lat, ale to Bassai może być dalej przykładem solidnego wykonania. I sensei Osaka ma jedną fajną zaletę: nie wpadł na pomysł stworzenia swojej własnej organizacji. Słynął z wykonania Sochin, sensei Yahara miał swoje Unsu. To pierwsze ćwiczymy aktualnie, tego drugiego nie lubię...

czwartek, 6 października 2016

Kto ma rozum, niech rozumie...

Najprostsze kata, najłatwiejsze ruchy. Niektórzy mówią, że tego nie można nazwać nawet "kata". Niech se mówią. I może dlatego w interpretacji się czasami nie starają... ale czasami się starają...


niedziela, 25 września 2016

Złote myśli :-)

Sensei/shihan Tatsuya Naka to dziś uznany karateka. O swoim karate opowiada w filmie i tam jest taka myśli: "Zacząłem trenować, żeby być silniejszym w walce". Ot co!


środa, 31 sierpnia 2016

Gawędy o fizyce i innych duperelach

Znowu fizyka w Tucholi. Na drugim kursie instruktorskim organizacji SGI Poland. Wygląda na to, że jak mało kto, chłopaki i dziewczyny z Tucholi są dla fizyki wyjątkowo wyrozumiali. No ale jak się znasz na plastyce to niekoniecznie będziesz się znać na muzyce.  A w sumie warto się poznać.
Z tego powodu tłumaczyłem proste implikacje prawa zachowania energii i prawa zachowania pędu dla budowania techniki karate. Mówiąc o tym co to jest tarcie, od czego zależy i jaki jest pożytek ze znajomości prostych właściwości wektorów, miałem nadzieję, że uda się wytłumaczyć jaki powinien być wzorzec zenkutsu dachi i jak ten wzorzec stosować w praktyce. Wytłumaczyć się udało :-), teraz niech stosuje kto chce.
Czy to jest potrzebne komuś? Jeśli ktoś ma swoich zagorzałych wyznawców, to mu to na pewno potrzebne nie jest. Jeśli ktoś ma swojego guru od wszystkiego, to też się obejdzie. Ale jednak szkoda być lub mieć mało rozgarniętego instruktora. A jeśli ktoś omija wiedzę to raczej rozgarnięty nie jest.
Przepięknie się złożyło, bo to co plotłem Robert postanowił zweryfikować praktycznie. Jemu to zawsze wychodzi, ale są przecież przypadki gdzie intuicja wyjątkowo podąża słusznymi ścieżkami. Nieczęsto jednak zawodnicy dobrze rozumieją nawet pojęcie siły, często mylą je z energią, nie wiedzą jak czerpać informacje z F=ma. A w Tucholi to wszystko było. Za rok będzie jeszcze fajniej.
Na wieczornym treningu zamąciłem w głowach jeszcze bardziej i zrobiliśmy elementarny parter. Nie powiem, że "kto studiuje wytrwale kata ten wszystko wie o parterze", ale doszukaliśmy się kilku strategicznych analogii, trochę kości bolały i ja bawiłem się świetnie :-)). A z uprzejmości nie pokażę na zdjęciach zatroskanych min keikowiczów...


sobota, 16 lipca 2016

Trzej mistrzowie?

Ktoś kiedyś złośliwie powiedział, i tak już gdzieniegdzie zostało, że kata to w karate taki zapis boju dawnego mistrza, który nie mając GoPro musiał tą historię utrwalić w postaci ćwiczenia. Patrząc na to wideo poniżej można powiedzieć, że to co jeden mistrz zapamiętał to inni postanowili zinterpretować po swojemu. Takie klasyczne: "Co autor miał na myśli?":



Nieodmiennie jednak na Yoshiharu Osakę patrzę z przyjemnością, a i ten pokaż unaocznia jak myśl ludzka meandruje. Bassai dai to klasyka, ale Annan również jest kanonem. Tu w wykonaniu mojego ulubionego Tsuguo Sakumoto:



O tym co daje mi trening kata było tu już wielokrotnie. Są plusy i są minusy. Dlatego połączyliśmy w ostatnich treningach grupę heian, kata wankan i tokon, żeby trening byłmocno urozmaicony, ale też aby uniknąć akrobatyki i nieciekawych niedorzeczności. Bo w tym momencie zawsze rodzi się pytanie: Dlaczego bokser trenuje tak jak potem walczy, dlaczego judoka robi tak samo, dlaczego zapaśnik trenuje takie techniki jakie stosuje potem w starciu, dlaczego biegacz na treningu biega, piłkarz kopie piłkę, a karateka (rozumiany klasycznie) spędza ogromną ilość czasu na ćwiczeniach czegoś, czego potem nie używa w konfrontacji. Znam odpowiedź, ale czy ktoś widział w jakimkolwiek kumite takie ruchy jak age uke, oi zuki i tym podobne? Nawet zenkutsu dachi, ćwiczone miliony razy karatekom nie wychodzi. Czy judokom nie wychodzi seoi nage, albo zapaśnikom suples? I choć wiadomo, że karate jest bardziej sztuką samoobrony niż walki, to czy mamy wtedy jakiś pożytek z gohon kumite?

No i ćwicząc kata nie nabywa się prawdziwych znamion mistrzostwa :-)), bo te tylko jeśli po drugiej stronie są zęby lub paznokcie, albo zamek błyskawiczny od kurtki :-( 

poniedziałek, 23 marca 2015

Na południu południa

Tym razem był to rzeczywiście trening strefy południowej polskiego SGI, bo bardziej na południu nikogo już nie ma. W miniony weekend kierownictwo SGI Poland ruszyło na prawdziwe południe i mieliśmy dwa dni szkolenia goshindo. Co istotne szczególne dla mnie, ani razu nie padło słowo sport, zawody, turniej albo tym podobne. Założenie było takie, żebyśmy mogli poznać na czym polega goshindo, po co zostało wymyślone i czym w rzeczywistości różnie się od tradycyjnego karate, albo (mówiąc prościej) od shotokanu. Szczegóły objaśniali: Tomasz Krygowski (4dan) - prezes SGI Poland i Robert Reiter (4 dan) - przewodniczący komisji technicznej SGI. 
Żebyśmy się dobrze zrozumieli wypadało zacząć od podstaw, elementarnych technik, pozycji i poruszań. Dopiero w sobotę analiza goshindo oparta została o kata tokon, i bawiliśmy się w zapamiętywanie, powtarzanie i szlifowanie. Z racji znacznie skróconego w stosunku do shotokan dystansu, nabiliśmy sobie więcej siniaków, męczyliśmy intelekt nawałnicą bodźców, ale dzięki temu, że ruchy były mniej intensywne niż na regularnych treningach stopy ucierpiały znacznie mniej na naszym parkiecie.

Niedługo postaram się spisać nieco więcej wrażeń, póki co dziękuję wszystkim, że byli i nie marudzili, fajnie że wpadli też goście. Cieszę się, że niektórym się podobało i docenili wysiłek i kunszt prowadzących. Czasami nam/wam "nie szło", ale odbiliśmy sobie straty podczas sobotniego hokeja i ...

cdn.

Zdjęcia na razie marne, ale może coś z nich wycisnę...

czwartek, 19 lutego 2015

czwartek, 12 lutego 2015

Wracam do żywych

... po grypie. Dla tych, którzy już czekają na poniedziałek, aby móc wrócić do dojo i potrzebują kopniaka na start mam zachętę w postaci kanału YT senseia Vinicio Anthony. Człowiek ów jest posiadaczem 5 dan karate (ITKF) i 3 dan Bjj i jako jeden z niewielu używa słowa justsu w prawidłowym kontekście. Zaglądnijcie tutaj: KLIK

środa, 11 lutego 2015

Być jak expert ;-)

Jesse jest już tak popularny nawet w Polsce, że poważni prezesi [...] cytują jego rozważania na różne tematy. Mnie się podobała idea seminarium, na którym wszyscy uczestnicy noszą różowe pasy. To tak jakby każdy miał już od dawna czarny, obdarty do białości i przez przypadek wyprany z koronkową bielizną. Dla mnie super.

http://www.karatebyjesse.com/

A czasem Jesse napisze jakiś artykulik, który wyjaśnia jakąś techniczną karatecką zagwozdkę. Hmmm, czy wyjaśnia? Niedawno pojawił się artykuł o tym jak odróżnić eksperta od początkującego przy użyciu postawy zenkutsu dachi i sposobów poruszania się w niej. Artykuł jest tutaj, a konkluzja wygląda tak:

http://www.karatebyjesse.com/ http://www.karatebyjesse.com/

Czy rzeczywiście tak jest i jeśli tak to dlaczego? Jak nietrudno się domyśleć Jesse tego nie wyjaśnia. Dla poparcia swojej tezy umieszcza film, w którym jego ulubiony instruktor, mistrz Inoue pokazuje jak wygląda efektywniejsza metoda poruszania się. Łatwo jednak zauważyć, że nawet ów mistrz używa zenkutsu dachi, które kilka artykułów wcześniej uznał za nieprawidłowe. Wychodzi więc na to, że uczy jak prawidłowo poruszać się w nieprawidłowej pozycji. No bo w sumie trudno używać nogi ("zakrocznej"), która jest sztywna (jak na zdjęciach). To się nie może udać. Dlatego wg Jesse'go trzeba "współpracować z grawitacją", choć taka współpraca raczej będzie prowadzić do upadania niż do szybkiego startowania. Niby ludzie Zachodu, ale jednak nie. Mnie w szkole uczono, że mięśnie dla większej efektywności powinny pracować inaczej.
Ale...! Oglądaniem eksperta w poruszaniu się przy użyciu karateckich, klasycznych pozycji będzie można delektować się na seminarium SGI w Bielsku za parę tygodni. Czego Wam i sobie życzę...

sobota, 10 stycznia 2015

AjEmOldNał

... bo zaczynają mi się podobać spotkania "po latach". Kiedyś się zastanawiałem jak to będzie móc powiedzieć: "trzydzieści lat temu...", a teraz już jest ten czas, że mogę. Ippon w Bytomiu zaczynał 24 lata temu. W swojej sportowej legitymacji mam wpisane członkostwo w klubie, więc na spotkanie jadę. Niezależnie jaki się ma do historii stosunek, warto się zobaczyć ze starymi kolegami. Nie wszyscy dojechali. Ten zapomniał, tamten nie zdążył, temu coś wypadło, ale kilkoro znajomych było.
Był Tomek, nasz konsultant od parteru, 
Radziu - będzie biegał teraz maratony,
Piotr - już biega maratony,
Patrycja, kiedy zaczynała w naszym klubie - dziewczynka, taraz kobieta,
Remik (po 10 latach leżenia keikogi idealnie wyprasowane), przyjedzie na mój festiwal nauki,
Magda - mistrzyni motywacji i gospodarowania swoim czasem, przeliczyła się i nie wygospodarowała,
Marysia z Michałem - teraz dorośli zawodnicy, pamiętam pierwsze marysine kopniaki,
Marcin - po roku się odnalazł i odżywa,
Filip - pozdrowienia dla Kryśki.
Byli jeszcze inni, których nie pamiętam bo mam krótką pamięć, bądź nie mogę pamiętać, byli tacy, którzy powiedzieli "będę" i nie byli, i tacy sporo młodsi.

Objawem starości jest też jednak taki jeden belferski odruch. Okropnie mnie boli, że ludzie nie chcą, bądź nie uważają za stosowne uczyć się fizyki (no dobra, jakaś mała poprawa jest). Prace fizyków w temacie karate tradycyjnego są nieliczne. Dochodzę z czasem do przekonania, że stara japońska metoda "oglądaj-powtarzaj-ucz się" była słuszniejsza niż dzisiejsze metody "naukowe". Ten, który miał predyspozycje i wcześniej bądź później wpadał na właściwy trop, osiągał sukces. Teraz staramy się stworzyć wszystkim szanse na osiągnięcie sukcesu. Karate ma jednak to szczęście, że można coś niefortunnie wytłumaczyć, sugestywnie pokazać i bystrzejsi załapią, a potem dobrze zastosują. Mniej bystrzy nie załapią, ale może przypadkiem zastosują. Nic złego się nie stanie. Czy to wydłuży bądź skróci czyjąś drogę do sprawności? Nikt tego nie zmierzył i nie zmierzy. No, ale bawiąc się w uczenie fizyki i czasem też biofizyki, strasznie mnie ten brak przywiązania do fizycznych zasad i niestosowanie tych zasad do tłumaczenia zjawisk fizycznych martwi. Pocieszam się, że to dobrze, że chyba tylko mnie...
Dla tych, którzy poza patrzeniem dzisiaj "jak sensei wygląda po latach" także go słuchali i mają ochotę postudiować dalej, przytaczam znaleziony w internetach moduł sprężystości ludzkiego mięśnia: k=2,8x10^-9 kg/m/s^2, czyli niecałe trzy nanoczęści. Reszta należy do studiujących... także poszukanie i zrozumienie zasady zachowania pędu.


 

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Duch 2

I dla tych, co odpoczywają po ciężkim treningu:


poniedziałek, 22 grudnia 2014

czwartek, 5 czerwca 2014

Nauka ścisła :-)

Szef klubu poprosił, żeby zrobić prezentację dla młodych karateków, ale o tym jak bardzo będą oni młodzi uprzedził na 10 minut przed treningiem. No i okazało się, ze na fizykę są oni całkiem za młodzi. No to jak zrobić wykład z fizyki dla osób za młodych na fizykę? Zmienić plany, zmienić język, zmienić pomysły... Czy się udało? Nie wiem, ale dzieciaki podążały za myślą raczej bezbłędnie. Wiedziały, która noga jest ważniejsza, wiedziały jak ułożyć ciało, aby uzyskać z niego maksimum energii, wiedziały kiedy zawodnik jest najmniej gotowy na przyjęcie ciosu i będzie najbardziej na niego podatny. Wiedziały i wierzyły, że tak ma być choć niewielu potrafiło przenieść tą wiedzę do praktyki, ale to już jest zadanie dla instruktora aby nauczyć.W sumie to małe bąki jeszcze są. Trzeba jednak przyznać, że choć małe, to niektóre kąśliwe i całkiem sprawne w technice i odwadze.Tradycyjnie oglądające trening mamy oceniały kto ma głośniejsze kiai. Ja czy oni? Po raz pierwszy od dłuższego czasu chyba przegrałem ...

sobota, 3 maja 2014

Mistrz Inoue kontynuuje

Złotych myśli od 11 do 14 nie chciało mi się analizować, żeby nie złościć Marka, ale też aby nie przetłumaczyć czegoś na opak. Zatem kolejna część cytowanego artykułu to punkty od 15 do 20:

15. Użyj narzędzi kiedy masz wątpliwości co do techniki. Kiedy się zastanawiasz który sposób wykonywania techniki jest najmocniejszy użyj bokserskiego worka albo makiwary. Wypróbuj poszczególne warianty i dowiesz się, który z nich jest najmocniejszy.
To jest myśl najzłotsza. Ale trochę wiedzy teoretycznej przyda się również bo można sobie samemu zrobić krzywdę

16. Dlaczego w wielu kata wykonuje się blok z krokiem do przodu. Przecież to nie jest bystro działać "siła na siłę". Sekret leży w tym, że to ruch, który wygląda jak przygotowanie do bloku jest właściwym blokiem. A to co wygląda na blok może być atakiem, wejściem do rzutu lub dźwignią nastaw.
W ten sposób zapomina się o najprostszym rozwiązaniu, czyli skróceniu dystansu.

17. Głęboko zamiast szeroko. Zanurz się w szczegółach by zrozumieć reguły. Poprawa w jednej małej rzeczy skutkuje poprawą wielu dużych.
Ale do tej pory fizyka kwantów ma kłopot, żeby zgodzić się z Ogólną Teorią Względności. Czasem zaglądanie w szczegóły przesłania obraz całości. Ale czasem jest też odwrotnie.

18. W zenkutsu dachi ciężar powinien być na nodze tylnej. a nie na przedniej. Tylna noga powinna być jak bambus. Silna, ale elastyczn i nie sztywna jak kijek. Rozluźnij przednią nogę, ona służy tylko jako podparcie. To noga z tyłu kontroluje ruchy i generuje moc.
Nareszcie!

19. Aby wykonywać obszerne techniki ręczne, zapomnij o ramionach. Skup się zamiast tego na centrum. Użyj centrum jako podstawy bicza. Zignoruj ramiona. Jeśli będziesz się skupiał na centrum to ramiona polecą za jego ruchem automatycznie.
Mam wrażenie, że nikt z mistrzów nie zadał sobie trudu i nie poczytał żadnego artykułu na temat tego jak działa i jak używać bicza. Co innego wiedzieć, że koniec bicza potrafi w sprawnych rękach przekroczyć prędkość dźwięku, a co innego zastosować te zasady do ludzkiego ciała i zadawania ciosu.

20. Rozluźnij mięśnie piersiowe. Kiedy napinasz mięśnie piersiowe podczas uderzania twój obojczyk się blokuje. To usztywnia połączenie barków i ramion i uniemożliwia wykonanie zrekaksowanej  techniki. Pomiń dzień mięśni piersiowych na siłowni, wyluzuj...
I zobacz zdjęcie stylisty shotokanu, na którego wszyscy się teraz powołują i mówią jak wspaniale walczy. Ewentualnie porównaj ze zdjęciem mistrza Nishiyamy sprzed kilkudziesięciu lat. Albo spójrz na punkt 15.