Kategorie

archiwum (2) fizyka (70) fotografie (50) głupie (7) historia (77) inne (75) karate (99) kata (37) książki (21) multimedia (118) nie wiem już co (18) obozy (18) recenzje (10) rycerka (10) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (85) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (3) ważne (140) wiedza (152) zapisy (10)

niedziela, 13 czerwca 2010

LIGA OZKT 2010 "SILESIA CUP"

12 czerwca byliśmy w Bytomiu na kolejnym turnieju ligowym. Wystartowaliśmy w nowym składzie, ale nie zdobyliśmy żadnych trofeów. Tak czasem musi być. Krzysiek po raz pierwszy oberwał po nosie, Dawid przegrał, choć nie dał się załatwić przed czasem. Marcin wie, żę stalowe nerwy pozwalają kontrolować sytuację bez narażania się na kontuzje. Zawsze więc, w każdym takim zdarzeniu można znaleźć pozytywy, które pozwalają przystąpić do kolejnych treningów z nowym zapałem.

Marcin Kozłowski z Częstochowy, który zwyciężył w kategorii kumite seniorów udowodnił swoim startem, że można wszystkie walki stoczyć całkowicie panując nad emocjami, nie wdając się w przepychanki i szamotaninę. Można pokonywać kolejnych przeciwników nie skacząc jak kogut i nie wykonując przypadkowych, panicznych ruchów, posługując się nienaganna techniką i rozsądną strategią. Można się przy tym także nie zmęczyć i przy okazji nie robić krzywdy przeciwnikowi. Dzięki takiej postawie widać, że można startować w turnieju nie po to, aby za wszelką cenę komuś złoić tyłek, ale po to żeby sprawdzić na jakim poziomie są moje aktualne umiejętności.

Byłem kiedyś świadkiem zdarzenia gdy jeden z zawodników (mniejsza o styl oraz miejsce, czas i turniej) mocno powątpiewał czy walka dzieci w formule kihon ippon kumite bez rękawic (jak w wkf) nie jest aby niebezpieczna i czy dzieciaki potrafią kontrolować ciosy. Dzieciaki wystartowały bez rękawic, zwycięzców wyłoniono zupełnie bez kłopotów i wątpliwości, a wspomniany zawodnik, startując wśród seniorów, złamał swojemu przeciwnikowi nos, mając na dłoniach rękawice ochronne.
Na fotografii walczą Radek Kleibl (Czechy) i Marcin Kozłowski (Częstochowa). Sędziuje sensei Janusz Sowa.

c.d.n.

sobota, 5 czerwca 2010

Seminarium z sensei'em Neugebauerem

To sobotnie seminarium to najlepsze seminarium na jakim do tej pory byłem. Być może większe wrażenie wywarło na mnie moje pierwsze w ogóle seminarium szkoleniowe w 1995 kiedy miałem przyjemność uczestniczyć w treningu z uczniami Hiroshi Shirai czyli z Dario Marchinim i Cristiną Restelli. Tym razem jednak otrzymaliśmy w pigułce wszystkie najważniejsze zasady karate tradycyjnego dotyczące todome, czyli ciosu kończącego. Wykonaliśmy sporą ilość ćwiczeń utrwalających prawidłową postawę podczas wykonywania technik, a także zajmowaliśmy się doskonaleniem kime w technikach oraz kształtowaniem i rozwijaniem poszczególnych faz techniki, łącznie z oddychaniem.

Ale nie to jest tutaj najważniejsze. Najistotniejsze jest to, że K. Neugebauer to człowiek, który doskonale rozumie na czym polega tradycyjne karate. Perfekcyjnie wie co należy wyjaśnić w technikach i jak należy to zrobić. Nie jest to tak jakbym chciał, żeby były wyjaśnione wszystkie fizyczne i biomechaniczne aspekty techniki karate przy pomocy języka nauki, ale pojęcia którymi sensei się posługuje i jego intuicyjne interpretacje są perfekcyjnie dobrane. W moim odczuciu pod tym względem nie ma tam słabych stron. Dodatkowo ogromne doświadczenie zawodnicze senseia sprawia, że ciało go słucha i jest niezwykle wiarygodny. Skuteczność umiejętności, które prezentował nie budzi wątpliwości. Jest jeszcze jedna rzecz, która rzuca się w oczy podczas takiego seminarium i odróżnia je od innych. Spotkałem się mianowicie z opiniami dotyczącymi innych sław światowego karate, prowadzących różnorakie seminaria, że "tak się w tej chwili trenuje kata" lub "tak się w tej chwili walczy w sportowym karate". W tym przypadku takie teorie nie miały miejsca. Było widać, że tak po prostu musi działać karate, tak pracuje ludzkie ciało i taka jest droga do maksymalnej efektywności.
Ci, których dziś na treningu nie było, niech żałują. Treningu, na którym się nie było nie da się odpracować.


poniedziałek, 24 maja 2010

Zenkutsu dachi

Oglądałem w sobotę przez chwilę trening prowadzony przez włoskiego mistrza w kata WKF Luca Valdesi. Oglądałem więc trening poświęcony metodyce nauczania kata w karate sportowym mimo, że sam Luca Valdesi (5 dan -nie mogę niestety znaleźć informacji, kto przyznał te stopnie) twierdzi, że praktykuje karate shotokan i interesuje go każdy również tradycyjny aspekt karate. Prawdą jest, że fizyczna forma tego zawodnika jest bez zarzutu i z całą pewnością może imponować siłą, gibkością i szybkością ruchów. Podczas oglądania ponownie jednak zastanawiałem się, dlaczego we wszystkich prawie szkołach karate, które znam pozycja zenkutsu dachi jest za każdym razem inaczej wykonywana. Nie jest moim zdaniem możliwe, aby tak różniące się sposoby były jednakowo poprawne (w sensie mechanicznej logiki, efektywności, bezpieczeństwa dla wykonującego). Mus istnieć jakaś reguła, która pozwala wyznaczyć sensowny standard, ale nie dlatego, że tak chce mistrz, lecz dlatego, że tak jest optymalnie. Dodatkowo pewien angielski ortopeda w rozmowie z jednym z moich przyjaciół zwrócił uwagę na fakt, że właśnie błędy w tej pozycji, zwłaszcza przy zadawaniu ciosu, mogą być dla kręgosłupa niebezpieczne. Wyraził też zdziwienie, że w większości szkół karate nie zwraca się na ten fakt uwagi. To mnie zmotywowało do poszukiwań informacji oraz do analizy mechanicznej tego zagadnienia, która mam nadzieję wkrótce się tu znajdzie. Pozostawiam także wyszukany w sieci link: kliknij.

Zdjęcia, które są wstępem do artykułu znalazłem w internecie na stronach poświęconych karate. Zostały tutaj umieszczone bez wiedzy autorów, ale służą jedynie do ilustracji zagadnienia.

Wkrótce więcej o pozycji zenkutsu-dachi.

Póki co, dla maniaków w jednym pliku zbiór artykułów Roba Redmonda z 24fightinchickens o zastosowaniu fizyki w karate (kliknij, aby pobrać). Naukowe wywody zostały wsparte rozważaniami naukowców uprawiających sztuki walki. Tekst jest po angielsku, a oryginały tutaj.


wtorek, 18 maja 2010

Powódź

Fatalna powódź. Treningi do 21 maja zawieszone. Na matę wracamy we wtorek 25 maja o zwykłej porze.