Kategorie

archiwum (2) fizyka (67) fotografie (45) głupie (6) historia (58) inne (75) karate (95) kata (37) książki (21) multimedia (111) nie wiem już co (12) obozy (18) recenzje (10) rycerka (21) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (84) trening (226) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (130) wiedza (140) zapisy (10)

czwartek, 20 lutego 2014

Miłe złego początki

Cały trening się udał, wszystkie założenia zostały zrealizowane, a ćwiczenia wykonane. Niewielu oszukiwało przy ćwiczeniach szybkościowych :-) Było fajnie. Ale fakt, że zapomniałem wziąć z domu ściągacza na kolano powinien obudzić czujność. A nie obudził, a w dodatku znalazłem w apteczce taśmę do amatorskiego tapingu na moim kolanie wykonałem pierwszy w życiu, w dodatku udany taping sportowy. Kolanko na latało niekontrolowane, wszystkie techniki dało się wykonać i nawet o niewygodzie zapomniałem na dwie godziny. 
No ale potem, w domu, HORROR...
Bystry umysł podpowiedział, że taśma przylepiona do kolana (owszem, była na kleju) lepiej zejdzie po wymoczeniu w wodzie... Nieeeee, może i odlepi się od gołej skóry, ale nie odlepi się od włosów!!!
Ło matko!!! Nie odważyłem się tego zerwać, bo nie zależało mi na depilacji, ale ściągałem to cudo z nogi całe pół godziny. Nie założę tego więcej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz