Kategorie

archiwum (2) fizyka (67) fotografie (45) głupie (6) historia (60) inne (75) karate (97) kata (37) książki (21) multimedia (114) nie wiem już co (15) obozy (18) recenzje (10) rycerka (21) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (84) trening (226) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (135) wiedza (144) zapisy (10)

niedziela, 25 marca 2012

Rycerka 20122 - zakończona

Pod wieloma względami był to wyjazd historyczny. Po raz kolejny padło wiele rekordów związanych z naszym pobytem w tym skądinąd fajnym miejscu. Gospodarze się nie zmieniają i jacy byli mili tacy pozostali. Wszystko inne się zmieniło. Wszędzie indziej nie ma już śniegu, w Rycerce leży, do tej pory pogodny nigdy nie mieliśmy dobrej, teraz była, zawsze było kino, teraz nie było. Zawsze wracaliśmy pozytywnie naładowani, teraz skrajnie zmęczeni.

Przede wszystkim z racji doskonałej pogody 1.5 h treningu przeznaczyliśmy na grę w piłkę.

Ziemia nie zdążyła jeszcze rozmięknąć po zimie, więc początkowo grało się świetnie. Po 40 minutach zrobiło się grząsko i wtedy gra stała się jeszcze lepsza. Keiko grając przeciwko gościom wygrało wszystkie 3 mecze. Rekordowe było też ognisko, piękny wieczór sprzyjał pogawędkom i siedzieliśmy wyjątkowo długo, Tomek K. chyba po raz pierwszy w życiu (i to na głodno) zamawiał dla grupy kiełbasy i w konsekwencji mieliśmy 5.5 kg kolosów.

Sielankowy obraz zepsuł jednak inny, ważny fakt. Po raz kolejny (co prawda po pewnej przerwie) reprezentacja Keiko zawiodła frekwencyjnie. Miała być historyczna (wielka) frekwencja, gospodarze dokładali na naszą prośbę do pokojów nowe łóżka, a jednak daliśmy plamę! Skład uzupełniali goście, ale to jest przecież zgrupowanie keikowiczów.

Po czterodniowym namyśle podjąłem decyzję, że wycofuję się z dalszej organizacji obozów i tą rolę może teraz przejąć ktokolwiek. Organizacja naszych wyjazdów wiąże się czasem z rezygnacją z moich własnych planów (jak to było tym razem) i w końcu czas to zmienić, jeżeli mamy zachować zdrowe relacje.

Wyjątkowo tym razem zmienialiśmy też plany treningowe. Harmonogram modyfikowaliśmy w locie, ale plan został zrealizowany łącznie z wykładem pt.: "Czy sztuki walki to dziedzina nauki?" Skorzystaliśmy z coraz bogatszego doświadczenia Tomka w technikach parterowych i na ostatnim treningu wyzwaliśmy go do walki przegrywając po kolei wszystkie pojedynki.
Główna część treningów bazowała na kształtowaniu cech motorycznych, w tym siły eksplozywnej i usprawnianiu pracy ciała w technikach z wykorzystaniem tarcz.
W treningu specjalistycznym skupialiśmy się tym razem na kombinacjach i unikach. Ponieważ wszyscy się przykładali (przynajmniej tak to odebrałem), zgrupowanie zakończyło się ogromnym, ale pozytywnym zmęczeniem. Do teraz mam kłopoty z podniesieniem do góry rąk, zginanie pleców przychodzi z trudem, sporo jest siniaków i zadrapań. dobrze, że na mojej twarzy nie widać Bartkowego kolana. Błoto z boiska się wypierze i zniknie, ale liczę, że treningowe "zakwasy" to sygnał dobrze zrealizowanego planu i dowód na odkrycie nowych możliwości. To by było na tyle na razie.

Galeria jest TUTAJ. Autorką zdjęć jest Kinga.
.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz