Hewanajsłikend... bikerful...
To może być keikowy hymn...
Witajcie w zasadniczej szkole zawodowej karate!
Może nie oferujemy tu średniego wykształcenia,
ale po ukończeniu edukacji w naszej placówce
przynajmniej będziecie mieć fach w ręce... i w nodze.
Nigdy nie był ze mnie Jean Claude Van Damme,
ani też Bruce Lee,
ale Łukasz Kruczek też słabo skakał,
a teraz kadrę szkoli.
Może i do budyneczku tu i ówdzie przyczepić się można
za to na każdej lejbie w kimono uderzyć można.
Prawą ręką zadaj ból, lewą ręką zadaj śmierć,
chyba, że jesteś mańkutem, to zadaj odwrotnie.
Prawą ręką zadaj ból, lewą ręką zadaj śmierć,
chyba, że jesteś mańkutem, to zadaj odwrotnie.
Jeden cios, tak by złamał się nos,
w ryj z kopa albo lepiej w jądra,
słychać wrzask - było założyć kask
Wściekły Wąż jak Steven Seagal
Na matmie liczymy wybite zęby
i ilość ciosów, które doszły,
na bioli uczą po co unikać kopów w okolice moszny,
warsztaty karate i rela do wyboru
są tu nieobowiązkowe,
a na polaku, jak na polaku, nie robimy nic
Mistrz polecił unikać niepotrzebnych walek,
na świecie jest aż nadto, po co więcej kalek?
Mistrz polecił unikać niepotrzebnych walek,
na świecie jest aż nadto, po co więcej kalek?
Jeden cios, tak by złamał się nos,
w ryj z kopa albo lepiej w jądra,
słychać wrzask - było założyć kask
Wściekły Wąż jak Steven Seagal
Jeden cios, tak by złamał się nos
w ryj z kopa
albo lepiej w jądra
słychać wrzask - było założyć kask
Kategorie
archiwum
(2)
fizyka
(70)
fotografie
(50)
głupie
(7)
historia
(77)
inne
(75)
karate
(99)
kata
(37)
książki
(21)
multimedia
(118)
nie wiem już co
(18)
obozy
(18)
recenzje
(10)
rycerka
(10)
samoobrona
(7)
seminaria
(18)
sponsorzy
(2)
sport
(28)
technika
(85)
trening
(225)
turnieje
(17)
virtualny sensei
(3)
ważne
(140)
wiedza
(152)
zapisy
(10)
czwartek, 9 lutego 2017
sobota, 28 stycznia 2017
Marlena uratowana
Tegoroczna edycja "Zadymy" przejdzie na pewno do historii jako wydarzenie bez precedensu. Po pierwsze wystartowaliśmy w oszałamiającej liczbie 11 keikowiczów (No; 10 plus gość). Po drugie, mimo znacznie cięższych warunków Rafał pobił zeszłoroczny czas. Niby o parę minut jedynie, ale ekstrapolując na zeszłoroczne warunki do jednak dał mocno czadu (2h:28min /67 miejsce). Niekwestionowaną królową imprezy była jednak Marlena, która pobiła rekord w drugą stronę. Zachowała się jak profesjonalistka i postanowiła zrobić prawdziwą zadymę!!! Nie jakieś tam "Muszę być pierwszy", "Muszę wszystkich wyprzedzić", żadne "Muszę obronić tytuł", albo "Chcę być mistrzem świata". I w dodatku jeszcze nie pozwoliła nam pojechać do domu po skończonym biegu, bo postanowiła wrócić do bazy po zmroku!!! Żeby to zrobić musiała przejść pętlę na Skrzyczne i na dół (13.5km) w czasie dłuższym niż 6 godzin, bo start odbywał się o godzinie 11.00. I udało się!!! Nikt nie pomyślał, żeby wziąć ze sobą czołówkę, bo po co w środku dnia i Marlena to wykorzystała. Wyczekała zmroku i ruszyła...
Najedliśmy się strachu, ruszyliśmy po nią...
Na szczęście dostała na trasie bezinteresowną pomoc od organizatorów i ktoś jej na ostatnim odcinku, aż do naszego spotkania na ostatnim zbiegu, towarzyszył. Dziękujemy, po pomoc była potrzebna.
Czyli każdy coś przeżył, coś zobaczył, coś osiągnął, niektórzy szepnęli "Nigdy więcej". Ale nie wiadomo co się wydarzy. A Marlena będzie miała co prawnukom opowiadać. Nawet psy były zmęczone, jeden do tej pory śpi. Góra zawsze weryfikuje bardziej niż miś świata, bo misia świata można podejść podstępem. Góry nie za bardzo. W zeszłym roku pękło kolano. Tym razem je zabezpieczyłem, więc pękło drugie :-)
Czyli każdy coś przeżył, coś zobaczył, coś osiągnął, niektórzy szepnęli "Nigdy więcej". Ale nie wiadomo co się wydarzy. A Marlena będzie miała co prawnukom opowiadać. Nawet psy były zmęczone, jeden do tej pory śpi. Góra zawsze weryfikuje bardziej niż miś świata, bo misia świata można podejść podstępem. Góry nie za bardzo. W zeszłym roku pękło kolano. Tym razem je zabezpieczyłem, więc pękło drugie :-)
Oto kilka zdjęć. Mieszczuchy zobaczcie co wdychacie. Ahaaaaa.... w nagrodę za odnalezienie Marleny zafundowaliśmy sobie banię (ostatnie zdjęcie). Na zewnątrz -7, wewnątrz + 36 stopni. Szkoda, że ręcznik tak szybko zamarzał.

piątek, 27 stycznia 2017
wtorek, 24 stycznia 2017
Subskrybuj:
Posty (Atom)




