Kategorie

archiwum (2) fizyka (67) fotografie (45) głupie (6) historia (60) inne (75) karate (97) kata (37) książki (21) multimedia (114) nie wiem już co (15) obozy (18) recenzje (10) rycerka (21) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (84) trening (226) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (135) wiedza (144) zapisy (10)

poniedziałek, 24 marca 2014

Człowiek w dresie wszystko zniesie

Projekt "Współpraca w nauce" ciągle się rozwija i choć tym razem w mojej własnej szkole to jednak zakrojony na szeroką skalę. W ramach pierwszego dnia wiosny wzięliśmy udział w trzeciej edycji Festiwalu Nauki organizowanego przez III LO w Bielsku-Białej. Popularyzowaliśmy wiedzę. Najpierw szalał Artur i opowiadał o medycynie i o tym dla kogo ona jest, a dla kogo nie jest. Za chwilę o fizyce nurkowania opowiadał Antek.


Po kilku rozmowach ze słuchaczami wyszło, że mają panowie dar opowiadania i nikt nie żałował udziału. 
W międzyczasie, jako wykładowca zastępczy (mniejsza o to, za kogo) udało mi się opowiedzieć o kalistenice i zainteresować słuchaczy ćwiczeniami fizycznymi bez sprzętu. Co prawda znalazły się osoby mówiące, że to nuda, lepsze bieganie itd, ale nawiązała się dyskusja i nawet potoczyły się rozmowy "kuluarowe".


Jednak sednem mojego projektu są nauki ścisłe w sztukach walki i na tym skupiał się wykład zasadniczy, który miałem tego dnia w planie. Tym razem dałem Markowi odpocząć. Zresztą zeszłoroczni słuchacze pytali jakim cudem udało się Marka namówić na takie lanie. Nikt nie chciał uwierzyć, że lania nie było. Marek pewnie za chwilę potwierdzi, ale postanowiłem jednak zmienić formułę. Temat "Biomechanika w sztukach walki" obejmował zasady wykonywanie rzutów, trzymań i dźwigni. Wstęp teoretyczny opowiadał o środku ciężkości, momentach siły, równowadze i funkcjonowaniu stawów. Aby teorię wesprzeć praktyką, pomocnikiem mianowałem Marcina wuefistę, bieglejszego ode mnie w MMA. Zrezygnowaliśmy więc z karategi, bo człowiek w dresie wszystko zniesie. Nietrudno się też domyśleć, że przyszło mi pełnić rolę Marka. Co prawda raz Marcin dał się zaskoczyć ko uchi gari a niedługo potem juji gatame, ale o wiele częściej było słychać: "a teraz pan dyrektor będzie leciał...", "a teraz panu dyrektorowi założymy dźwignię...", "a teraz pan dyrektor poczuje duszenie..." i chwilę potem było to widać. No ale nie mogę zawsze wygrywać :-). Suma summarum pobawiliśmy się, pokazaliśmy jak działają techniki chwytów i co z tego można wnieść do szeroko rozumianej samoobrony. Nam się podobało...

2 komentarze:

  1. Potwierdzam ;) Lanie było standardowe, w ścianę przygrzałem przez własną nieuwagę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie to opisałeś DK

    OdpowiedzUsuń