Kategorie

archiwum (2) fizyka (67) fotografie (45) głupie (6) historia (58) inne (75) karate (97) kata (37) książki (21) multimedia (112) nie wiem już co (14) obozy (18) recenzje (10) rycerka (21) samoobrona (7) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (28) technika (84) trening (226) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (133) wiedza (142) zapisy (10)

sobota, 1 czerwca 2013

The K is out

To było ostatnio w środowisku karate modne hasło i wydawało się, że karate ma szansę na Olimpiadę. A jednak na razie na tej Olimpiadzie nie będzie. Czy to źle? Dla mnie nie. Ducha szlachetnej rywalizacji i stymulacji do rozwoju już dawno na Olimpiadzie nie ma. I sam fakt, że przynależność bądź nie do grona dyscyplin olimpijskich w jakiś sposób stygmatyzuje (w myśl prawodawstwa niektórych krajów, w tym naszego, dyscypliny niezaliczane do olimpijskich są uważane za gorsze) nie zasługuje na pochwałę. Nierzadko również ranga turnieju olimpijskiego jest niższa niż Mistrzostw Świata. W naszym kraju, pięknym skądinąd, są trzy Polskie Związki działające w zakresie karate i co najmniej kilka organizacji karate nie mających takiego statusu, a pretendujących na Olimpiadę. To jest aż nadto widoczne, że te organizacje się merytorycznie różnią i jest też oczywiste, że do porozumienia nie dojdą, które karate jest bardziej ... Niby dlaczego na Olimpiadzie miałoby być kumite bezkontaktowe, skoro wielu woli knock down? Dlaczego ITKF lepiej ocenia kata skoro WKF wierzy w swoją wersję?
Z mojego punktu widzenia sprawa jest finansowa, ale przyczyną tego jest właśnie patologiczne traktowanie sportów nieolimpijskich. Ale olimpijski status ma jeszcze mniejsze znaczenie, gdy trenujący karate jest zainteresowany samoobroną. I brak takiego statusu paradoksalnie może takim karatekom wyjść na dobre. Historia uczy, że dla starszych wiekiem nie ma już miejsca w wielu sekcjach, gdzie istotny jest wynik sportowy i idące za nim pieniądze (patrz judo). A sztuki walki są dyscypliną dla wszystkie, byle byli zdyscyplinowani. Mnie osobiście bardzo  także irytują komentarze trenera/instruktora; "tak się nie ćwiczy bo przepisy na to nie pozwalają" lub "tego na zawodach robić nie wolno, więc tego nie ćwiczymy". Pół biedy gdyby chodziło o wsadzanie palców w oczy, co w myśl paradoksu Kano nie musi być i tak w samoobronie przydatne. Ale sam na własne uszy słyszałem takie treningowe zakazy "bo przepisy...", że wiarygodność instruktora spadała gwałtownie. Nie da się ukryć, że skuteczność nauki samoobrony trzeba czasem zmierzyć pięściami, a nie przepisami sportowymi i obecnością na Olimpiadzie.
Trudno również polemizować o niezwykłym wpływie wychowawczym jakiejś dyscypliny sportu, bo zwykle, nawet w przypadku karate, można podać równą ilość przykładów negatywnych co pozytywnych. Prawdopodobnie każda aktywność człowieka, w którą wkłada mnóstwo wysiłku i serca, aby pokonać napotkane trudności będzie życiowo hartowała. Może to być także sport, który nie wymaga kontaktu z rywalem. Właściwie to nawet nie musi to być sport. A tam gdzie ktoś postronny przyznaje nagrody, o oszustwa (zawodników) i przekręty (działaczy), bądź stronniczość (sędziów) jest niezwykle łatwo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz