Kategorie

archiwum (2) fizyka (66) fotografie (42) głupie (5) historia (38) inne (70) karate (94) kata (37) książki (19) multimedia (107) nie wiem już co (8) obozy (18) recenzje (9) rycerka (21) samoobrona (6) seminaria (16) sponsorzy (2) sport (25) technika (81) trening (221) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (127) wiedza (134) zapisy (9)

niedziela, 4 lutego 2018

The PLAN

Zapomniałem dodać, a to nie było oczywiste, że na treningi wracamy po śląskich feriach, czyli 12 lutego. W międzyczasie jeszcze jedna sobota dla zaawansowanych i tyle...

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Rekordzistka

Zdjęcie miesiąca Królowej Nocy/Zimy/Zadymy...


niedziela, 28 stycznia 2018

Zamieć/Zadyma 2018

No i było... zamiast trenowania w kółko na sali wreszcie coś innego. Trzecia dla Keiko edycja Zadymy. Warunki na trasie na Skrzyczne i na dół bardzo szybkie, śniegu mało, wiadomo było, że czasy będą rekordowe. Dla utrudnienia robimy to po zmroku..
A inni:
Najszybszy bieg  na jednym okrążeniu: 1h, 15 minut. Największa ilość okrążeń, czyli wbieg na górę i zbieg na dół: 10. Największa ilość okrążeń drużynowo: 13. A my: klubowy rekord trasy 1h 55 minut. Rekordowe dziewczyny: 2h, 25 minut. To szybciej niż Rafał w zeszłym roku. Kaśka: niecałe 6h choć liczyliśmy się z tym, że zginie na trasie. No i na koniec zapadła decyzja, że w przyszłym roku czas już się ścigać. Może jeszcze nie z ludźmi, ale ze sobą, w każdym razie nie na Zadymie, bo to już nie ma sensu, a na Zamieci. Skoro zrobiliśmy dwie pętle w tym roku i były jeszcze siły na trzecią, to za rok wyrobimy 4. W zespole 6. Taki cel. A ponieważ dzisiaj nic się nie chce to taka myśl przechodzi prezesowi przez mózg: może by to Keiko zamknąć i Zamieć wygrać?

Rekordziści:

 Przed:
Po:

Dla wszystkich:

Ostatecznie relaks też się należał i nawet morsowanie się udało. Poprzeczka podniesiona wyżej: skoki do wody


niedziela, 21 stycznia 2018

Gawędy o fizyce

Właściwie już to miałem odpuścić, bo po co się ze światem użerać. Zwłaszcza z tymi, co nigdy nic nie popróbowali... a może po prostu ja się zawsze myliłem. Aż tu nagle jeden trening wszystko rozwiązał. Wydawało się, że jak ktoś jest drobny i muskułów nie ma zbyt dużo, to i szans wielkich w uderzaniu nie ma. Sam zresztą delikwent tracił wiarę w to, że coś zdziała więc może jedynie fitness. I tu się właśnie okazało, że odrobina intelektualnego wysiłku, wzięcie w ryzy mózgu i mięśni pospołu daje efekty, które się wydawały niemożliwe do osiągnięcia. Że prędkość to jest jednak wektor i można takie wektory bardzo efektywnie dodawać. No bo znowu chcieliśmy zgrywać twardzieli, panowie pozazdrościli mojemu brzuchowi i też chcieli dać się paniom pookładać po swoich. Panie jednak złapały na czym polega synchronizacja, dodawanie czegoś innego niż tylko liczb, jak ruch po okręgu przekłada się na ruch po prostej i nareszcie coś na tym brzuchu czuliśmy. To po pierwsze! Ale po drugie widzą wszystkie i wszyscy, że to nie magia, metafizyka, energia z ziemi czy kosmosu, że to nie trzecie oko, tylko ordynarna, prostacka, wulgarna fizyka...