Kategorie

archiwum (2) fizyka (66) fotografie (45) głupie (5) historia (54) inne (74) karate (95) kata (37) książki (21) multimedia (110) nie wiem już co (9) obozy (18) recenzje (10) rycerka (21) samoobrona (6) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (27) technika (82) trening (225) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (130) wiedza (137) zapisy (10)

środa, 19 września 2018

A Paulina żyje...


Kaśka zaprasza...

29 i 30 września pojawię się na Bielskim Konwencie Fantastyki Becon. Będzie możliwość spotkania się ze mną i porozmawiania o książce, możliwość wsparcia, zjedzenia czegoś dobrego i zdobycia fragmentów opowiadania, będą także te, których do tej pory nie publikowałam.
Miejsce: Wyższa Szkoła Administracji w Bielsku-Białej
strona konwentu: https://www.becon.pl/
Zapraszam.
K.
https://www.facebook.com/majowepoludnie/

Marek odleciał


poniedziałek, 17 września 2018

Leśne inspiracje + ERRATA

Tym razem do Tucholi zaciągnął nas sensei Claudio Ceruti na zgrupowanie goshindo. Niezależnie od tego jakie są takie seminaria, czy dobre, czy słabe, zawsze dadzą coś do myślenia. Nawet jeśli to myślenie jest bardzo luźno związane z tematem seminarium. Te przemyślenia też są luźne, bo mimo, że w ekipie mieliśmy seminaryjne świeżaki, to jednak po raz pierwszy od jakiegoś czasu ogarnialiśmy sprawę naszymi umysłami. Bez mała wiedzieliśmy co należy robić :-) Z racji tego, że wiedzieliśmy, to potem dzięki dobrym nastrojom skonsumowaliśmy Tucholę. Były grzyby, kąpiel w zielonej wodzie, podglądanie bobrów i nocny grill z prezesem. 
Ale z innej beczki... luźne myśli...  Uczenie niekontaktowego karate to ciężki kawałek chleba. Wiele jest tu przecież kwestią umowy, zasad, trzymania się pewnych reguł i ustalonych zachowań. Nie wiem, czy nie jest to sprawa beznadziejna. Bo jeśli jeszcze ktoś zbyt dużo nacisku kładzie na sztukę, a nie na użytkowość to sprawa się komplikuje po trzykroć. Pojawiają się rzeczy zbędne, nieracjonalne, niewytłumaczalne. Ktoś mówi: "zróbmy rzecz najprostszą w sposób najbardziej skomplikowany", zamiast pokazać jak to działa. Ktoś woli powiedzieć: "zaczerpnij energię z ziemi" (matko! jak tego nie trawię), zamiast: "odbij się od podłogi". Zamiast: "postaw nogę do tyłu", słyszę: "zrób yori ashi, ale nie takie yori ashi, tylko takie yori ashi".  Potem jeszcze czasem jest: "stań dalej bo jest niebezpiecznie" i zaraz: "stań bliżej, żeby było niebezpiecznie". Takie oto retrospekcje z innych treningów mi się przypomniały w czasie dwóch dni szkolenia. 
Inna rzecz mnie ubodła jednak podczas samego treningu. Mnie jako fizyka, a nie jako karacistę. Tyle się wśród niekontaktowych (hmmm, zabrzmiało złowrogo) albo fanatyków shotokanu, mówi o pięcie nogi zakrocznej stawianej na podłodze. W aspekcie treningowym ma to istotne znaczenia dla rozumienia jak pogodzić potrzebę poruszania się z koniecznością zachowania stabilności i możliwości kontynuowania działań po mocnym ciosie lub ciosie nieudanym. Jeszcze istotniejsze ma to znaczenie w kontekście uprawiania "sztuki", gdzie każdy szczegół chce być ważny. Pamiętam treningi z senseiem Shiraiem z dawnych czasów, gdy tłumaczył jak zdobywać dystans i jak z tego dystansu zadawać ciosy. Wtedy zrobiło to na mnie kolosalne wrażenie, a było to bez mała 20 lat temu. Teraz jednak trzeba było potrenować coś zgoła przeciwnego. Jakby gdzieś zapomnieniu uległa cała wiedza ze szkoły o tym, co to jest siła, kiedy ciało jest w stanie przyspieszać, co to jest pęd, energia mechaniczna, praca w sensie fizycznym, jak zachowuje się pęd itp. A przecież co roku robimy o tym wykład. Filozofia filozofią, ale zwykłe, prostackie fizolstwo też ma swoją wartość... No dobra, może po prostu wszystko co było w tej kwestii do zrozumienia zrozumiałem na odwrót. Tak też mogło być... Ale przygoda była całkiem kształcąca, a i plan treningowy na najbliższe miesiące spójny z pomyślunkiem senseia :-)

Tuchola 2018

P.S.
Tak... Robert mówi, że wszystko zrozumiałem na odwrót :-(

.