Kategorie

archiwum (1) fizyka (65) fotografie (39) głupie (5) historia (34) inne (68) karate (93) kata (37) książki (19) multimedia (104) nie wiem już co (5) obozy (18) recenzje (9) rycerka (21) samoobrona (6) seminaria (16) sponsorzy (2) sport (24) technika (80) trening (218) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (127) wiedza (128) zapisy (9)

niedziela, 8 stycznia 2017

Chce mi się, albo nie chce mi się...

Zdarza się być na takim szkoleniu, na którym nie tylko człowiek się niczego nie nauczy, ale jeszcze zorientuje się, że to co umiał i tak jest bezwartościowe. Czasem zdarzy się takie szkolenie, że człowiek po nim nie widzi sensu w robieniu dalej tego co robił przed szkoleniem. Nie dlatego, że szkolenie było rewolucyjne, tylko dlatego, że było kompletnie do kitu i było deprymujące. No bo np. jedzie taki przysłowiowy karacista na seminarium z mistrzem i przez pół godziny cyzeluje age uke a potem przez kolejne pół odpiera ataki w postaci oi zuki. Albo dowiaduje się, że wszyscy starożytni mistrzowie byli atakowani przez napastników przy pomocy oi zuki właśnie i bezbłędnie bronili się przy pomocy, dajmy na to, shuto uke. Hej sportowcy! Zaatakowaliście kiedyś przeciwnika tak? Użyliście takiej obrony? No więc wraca tenże karacista i już wie, że nie dość, że mistrz go niczego nie nauczy to jeszcze te resztki wiedzy nigdy mu się nie przydały i już nie przydadzą. To nienowoczesne karate jest często okropnie dziwne, a to nowoczesne czasami jeszcze dziwniejsze.

Ale dobra, był u nas sensei R.Reiter. Było oi zuki? Było! Było age uke? Było! Ale ... jakoś tak... inaczej... mądrzej... Ile lat mam studiować samoobronę, żeby wreszcie zaczęła być w moich rękach skuteczna? Do śmierci i jeden dzień dłużej?
No więc... Robertowi jestem zobowiązany za to jak poprowadził to seminarium, jak pokazał gdzie nic nie umiemy, jak przekonywał do czego i co służy. I od naszego ostatniego spotkania poczynił ogromny postęp w nieczerpaniu energii z ziemi, bo przy nas nie czerpał, a i tak dawał radę :-) Nie cierpię tych, którzy są karatekami kosmitami i muszą użyć nadmocy, żeby coś się udało. To było najlepsze spotkanie z karateką na jakim byłem od czasu kiedy coś w karate rozumiem. Gdybym miał odgapiać od jednego człowieka i uczyć się tylko od jednego instruktora, to wolałbym, żeby to był Robert :-)) Liczę na to, że niektórym było mocno wstyd, część dostała ogromnej dawki motywacji, że jest możliwe wykonywanie ćwiczeń i technik dokładnie tak jak się mówi, że powinno to wyglądać, część odzyskała wiarę w możliwości karate. Nawet ja jestem do sprawy nieco bardziej optymistycznie nastawiony.

Dziękuję wszystkim, którzy przyjechali ćwiczyć, chyba nikt się nie zawiódł. Humory dopisały, zaangażowanie pełne, poziom prezentacji i przekazu był przecież wyborny. Nieszybko będzie kolejna okazja na takie spotkanie, ale film i fotografie Niny oraz zdjęcia Agnieszki będą odświeżać pamięć od czasu do czasu. Chociaż nieeee, filmu nie opublikuję przecież, bo tam widać jak na dłoni, jakie czasami jesteśmy łajzy i jak podstawy sprawiają nam trudność!


10 komentarzy:

  1. Ja ze swojej strony również dziękuję wszystkim - przede wszystkim Robertowi za bardzo logiczne tłumaczenie podstaw i doglądanie każdego z nas z osobna. Dziękuję również za bardzo dobrą organizację całego seminarium, dziękuję partnerom za ćwiczenia. No i cóż - widzimy się na treningu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo! Było świetnie pod każdym względem. Szczególne podziękowania dla sensei Roberta za cierpliwe tłumaczenie i pokazanie karate z nieco innej strony :)
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  3. Moi drodzy - dla mnie było cudownie, cieszę się że przyjechałam, bo warto było! Ukłony podziękowania w stronę keikowiczów za zaangażowanie i ten ciekawie spędzony czas, i oczywiście w stronę senseia Roberta, za obszerne i zrozumiałe wyjaśnianie wszystkiego po kolei, często stojąc zaraz obok :) Wstyd by się było czegoś nie nauczyć... Ja jestem zmotywowana i cierpliwie czekam na raz następny ;)
    Sabina

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście było to jedno z lepszych seminariów. Dziękuję sensei Robertowi za poświęcony dla nas czas, tłumaczenie i cierpliwość.
    MW

    OdpowiedzUsuń
  5. Robert, dzięki że się poświęciłeś dla KEIKO, jadąc pociągiem taki kawał drogi! Dzięki za przekazaną wiedzę- będzie co analizować i próbować praktycznie.
    Po tym trzecim spotkaniu z GoshinDo, nie jest to już taka czarna magia ;).
    Dziękuję Paulinie i Rafałowi za wzajemne obijanie się (w znaczeniu: tłuczenie :))
    Zbyszek

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję za wspaniały trening, mam nadzieję, że w przyszłości również będę miała okazję poćwiczyć GoshinDo pod okiem Roberta :)

    AE

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję sensei Robertowi za wspaniałe seminarium, przekazaną wiedzę.
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za poświęcony czas na treningu, jak dla mnie było motywująco i zachęcająco do dalszego działania :)
    Marlena

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję senseiowi Robertowi za poświęcony dla Keiko czas. To były dwa niezwykle ciekawe dni. Dziękuje także za wszystkie cenne uwagi. Mam nadzieje, że przekazana wiedza zaowocuje w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń