Kategorie

archiwum (2) fizyka (66) fotografie (43) głupie (5) historia (48) inne (72) karate (95) kata (37) książki (19) multimedia (110) nie wiem już co (9) obozy (18) recenzje (9) rycerka (21) samoobrona (6) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (26) technika (81) trening (223) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (128) wiedza (135) zapisy (10)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Bitwa

Za dwa dni bokserska wojna, o której mówi się, że po niej ludzie znowu pokochają boks :-). Kliknięcie na zdjęcie prowadzi do filmu, który pokazuje jak bije Many Pacquiao. 

https://www.youtube.com/watch?v=aWLu3X7Rzzw

Pomierzono go, sfilmowano, policzono i wyszło. Pan uderza bez sprzętu, bez rozgrzewki, bez przygotowania ... i bęc. Masa Manny'ego to prawie 70 kilogramów, przyspieszenie jakie osiągnął to nieco ponad 50 m/s2 (zgaduję, że na filmie błąd spowodowany jest literówką?). Po zastosowaniu wzoru F=ma, redaktorom wyszło, że Manny Pacquiao wygenerował siłę o wartości około 3500 N czyli w przybliżeniu 800 funtów. Z filmu wynika, że wartość tej siły została właśnie wyliczona (a nie zmierzona) ponieważ nie widać, żeby na worku lub na ciele boksera były umieszczone jakieś akcelerometry mierzące przyspieszenia/opóźnienia powstające w chwili zderzenia ręki z workiem. Przedstawiane pomiary sugerują, że mierzone będą prędkości, przyspieszenia i czasy ruchu zawodnika przed zderzeniem z workiem. Prędkość w chwili zderzenia z celem oraz czas trwania tego zderzenia ma tu znaczenie kluczowe, ale z filmu nie wynika, żeby te wartości były użyte do wyznaczenia siły.
Wniosek... wynik eksperymentu jest zły. Jak to zły? Tak to! Wzór, który został użyty i do którego wstawiono masę zawodnika i przyspieszenie jakie osiągnął pozwala obliczyć siłę jaką musiał wygenerować zawodnik, aby swojej masie nadać zmierzone przyspieszenie (tu: około 50m/s2), a nie siłę jaką uzyskał w czasie zderzenia z celem!!! A zatem do dobrego wzoru wstawiono nieprawidłowe dane.
Jeśli jednak chcielibyśmy dowiedzieć jaką siłą dysponuje Manny Pacquiao, aby nadawać swojemu ciału energię to i tak nie dowiemy się tego z oglądanego eksperymentu. Widać wyraźnie, że podczas zadawania ciosu nie całe ciało jest przyspieszane (bez mała połowa jest w bezruchu) czyli wykorzystana masa jest mniejsza niż podane 70 kg. A przyspieszenie, które przypisano ruchowi ciała dotyczy jedynie ruchu ręki i niewielkiej części torsu. Nie będzie to zatem w żadnym stopniu 3500 N. Lipa jest!

Znacznie lepiej zrobiono to w tej wersji SportScience gdzie porównywano siłę uderzenia pani i pana. Zakładam, że mierzono siłę poprzez pomiar przyspieszenia uderzonego worka lub hamowanej na worku ręki, co na mocy III Zasady Dynamiki daje ten sam wynik. Rezultaty są jednak zbliżone do tych z poprzedniego filmu, co jest trochę martwiące. Potraktujmy jednak ten eksperyment jako dowód, że prawidłowa technika potrafi w znacznej mierze pomóc w uzyskaniu zamierzonego efektu, bo pani dzięki niej uderza tak samo mocno jak pan. Patrzymy:



Lucija Rijker to niegdysiejsza sława kickboxingu i pewnie ciągle jeszcze zadziwia sprawnością. Co widzimy? We wszystkich ciosach bezbłędnie dodaje prędkość ruchu rotacyjnego tułowia do ruchu wyprostnego ręki. I robi to przepięknie! Obie prędkości są zgrane, co powoduje, że generuje się bardzo duża energia (E=mv2/2). Można także zauważyć,  że u boksera ruch tułowia kończy się odrobinę wcześniej niż wyprost ręki i to znacząco pogarsza parametry ciosu. Wreszcie pięściarka uderza bardziej ciosem okrężnym (o sporym promieniu) niż bokser i prawdopodobnie dzięki temu w połączeniu z ruchem rotacyjnym tułowia i drobnym przesunięciem całego ciała pięść uzyskuje większą prędkość. Oboje mają tą samą masę, ale masa damskich mięśni jest prawdopodobnie mniejsza i są nieco słabsze (statystycznie), a zatem techniką pani wiele nadrabia. Siła ciosu męskiego stanowi tu około 80% damskiego. Być może w kolejnych pomiarach sytuacja by się wyrównała lub nawet odwróciła, ale autorzy pokazali tylko jeden, aby swoją tezę udowodnić. Nie szkodzi. Co ma być widać to widać. Czemu więc z repertuary tradycyjnego karate znika powoli mawashi zuki?

Dla relaksu... Inna pani (też słynna, choć już teraz tylko gra w filmach) bije, łamie żebra i potem dusi:

 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

100

Choć ten najmniejszy i tak waży 100 kg to jednak technika ...

środa, 22 kwietnia 2015

Z daleka

Nasz zagraniczny korespondent donosi, że choć redaktor brytyjskiego Shotokan Karate Magazine nie jest zadowolony z dostarczania mu artykułów highly technicznych, to jednak one cały czas w SKMie się ukazują. I to w sumie dobrze, bo shotokan to taka dyscyplina (w swoich przeróżnych odmianach), że jednak mocno techniczna i to technika często decyduje o sukcesie na turnieju bądź egzaminie. No więc jest w tejże gazecie artykuł o tym jak poprzez koneksję ciała budować moc w technikach karate.

Warto pamiętać, że karate to jednak dyscyplina stworzona przez małych i dla małych, a więc umiejętność generowania dużej mocy jest kluczowa. Taki artykuł może więc być oświeceniem dla wielu zawodników, bo choć sensei Rokah powiedział kiedyś, że "zawodnik znać się na fizyce nie musi" to jednak instruktor powinien. Sam jednak nie zauważam, żeby na kursach instruktorskich wszelakiego rodzaju takie zagadnienia były podejmowane. Mówi się jak sędziować, studiuje się historię karate, filozofię analizuje jak wysiłek wpływa na charakter, a o fizyce nic.
No to w takim razie w swoim artykule Scott Langley pisze: "We create power by combining speed and weight". W wolnym tłumaczeniu i korzystając z intuicji przyjmuję, że autor miał na myśli: "Da wytworzenia mocy korzystam z prędkości i masy mojego ciała". Potem stwierdza, że prędkość jest ważniejsza bo we wzorze jest z kwadratem, choć nie wspomina od razu, że o ile prędkość jako akcja fizjologiczna może być polepszana o niezbyt satysfakcjonujący procent, to zarówno owa prędkość jak i masa wkładana do techniki może być zmieniana istotnie waśnie poprzez stosowanie prawidłowej (efektywnej) techniki. Do tego momentu jest super. Potem jednak następuje E=mc2. !!! Król wzorów, królowa formuł.


Fizyka ma to do siebie, że ma aspiracje do bycia jednoznaczną i precyzyjną. Zatem pewne symbole oznaczają konkretne wielkości fizyczne po to, aby każdy zainteresowany rozumiał je jednoznacznie. O ile -m- to masa, to -c- zwykle oznacza... prędkość światła. Nawet moi gimnazjaliści nie pudłują w takich momentach. A S.Langley używa prędkości światła na co dzień. O wzorze E=mc2 Wikipedia mówi to: kliknij.
Czy sensei Langley się pomylił? Tak, bo przecież chodziło mu o E=1/2 (mv)2 i na myśli miał moc a nie energię, ale miejmy nadzieję, że to z roztargnienia. Ale jeśli z roztargnienia to rodzi się pytanie: ile jeszcze takich błędów w innych kwestiach/dziedzinach popełnił w swoim wywodzie autor (ten i kolejni)? Niestety artykuły w SKMie nie są recenzowane przez redaktorów, choć na obronę można zauważyć, że tylko znikoma ilość karateckich artykułów pojawiła się w profesjonalnych czasopismach naukowych. Takich zwykłych periodyków w których pojawiłoby się cokolwiek highly technicznego zwyczajnie nie ma. Przypomina mi się niejedna sytuacja z zawodów karate bezkontaktowego, gdy ktoś mówi: łał, ale on mocno uderzył! Czy aby na pewno?
Na razie czytam dalej...

wtorek, 21 kwietnia 2015

Staż w borach

... Tucholskich. Pojechaliśmy tam na treningi z senseiem Cerutim, odpowiedzialnym z rozwój goshindo w Polsce. Treningi dały nam w kość, ale pobawiliśmy się sympatycznie, spędziliśmy czas w dobrym towarzystwie i gdyby nie urodziny kogoś w hotelu to jeszcze nawet byśmy się wyspali. A tak wróciliśmy wściekli (ja na pewno) bo droga długa, a nerwy beztroską hotelowych administratorów zszargane. Po kliknięciu na zdjęcie można przeczytać relację ze seminarium na stronie SGI Poland.

http://sgipoland.pl/78-aktualnosci/162-ix-miedzynarodowe-seminarium-shotokan-goshin-karatedo

czwartek, 9 kwietnia 2015

Przygody Pana Michała

Dla tych co nie uwierzyli w dzisiejszą opowieść o ultramaratończykach pod zdjęciem jest relacja z jednej z wypraw wspomnianej osoby. Kto nie chce, ten niech dalej nie wierzy:

http://www.ultrarunning.pl/237-obietnic-kundla-bieg-7-szczytow/

poniedziałek, 6 kwietnia 2015