Kategorie

archiwum (2) fizyka (66) fotografie (44) głupie (5) historia (52) inne (72) karate (95) kata (37) książki (19) multimedia (110) nie wiem już co (9) obozy (18) recenzje (9) rycerka (21) samoobrona (6) seminaria (18) sponsorzy (2) sport (26) technika (81) trening (223) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (128) wiedza (135) zapisy (10)

czwartek, 27 listopada 2014

Rachu ciachu i... po strachu

Mnie tam się dziś podobało. Frekwencją byłem mile zaskoczony, animuszem dziadków także. Marek... coraz ... (nie mogę powiedzieć ;-). Szkoda tylko, że nie wszyscy kumają, że warto pomagać partnerowi w treningu :-). Ale po raz pierwszy od dłuższego czasu tak pot lał mi się z czoła. Teraz jeszcze jeden taki czwartek i potem do końca roku są w planie czwartkowe sparringi. Tak, żeby przez święta miało się co goić.
No a dla relaksu pewien elegancki i cierpliwy (całkowite moje przeciwieństwo) pan, miłym głosem wytłumaczy co można zrobić z kimurą:



P.S.
Na nowy rok szykuję niespodziankę z kalendarzem. Niestety nie wszystkim się spodoba :-)
 

wtorek, 25 listopada 2014

Historia... ale nie tylko

Historii senseia Naka to właściwie nie znam i nie chce mi się jej zgłębiać. Niewątpliwie zrobiło się głośno o nim po filmie KuroObi, ale by przecież także na MŚ w karate tradycyjnym w Pruszkowie. Poniżej walka z 1992 z  Frankiem Brennanem, którego z umiejętności sportowe można podziwiać. No i wygrał:


A potem kilka migawek z treningów z senseiem Hottonem, bo też się miło patrzy jak karate człowieka słucha i jak można z niego korzystać. Gdyby ktoś miał siedzieć w domu i gapić się w monitor, to owszem, proszę:


poniedziałek, 24 listopada 2014

Znowu historia... + OGŁOSZENIA

Kiedy tak sobie dzisiaj ćwiczyliśmy, stanęły mi przed oczami obrazy z czasów kiedy sam byłem parterową łajzą i niczego nie udawało mi się wykonać. Zastanawiałem się wtedy jak to możliwe, że ten gość, z którym ćwiczyliśmy po raz pierwszy (a próbowaliśmy balachy, kimury, trójkątnego duszenia, różnych przetoczeń) potrafi tak nas wszystkich po kolei zrolować i to jeszcze kilka razy z rzędu. Ale przecież nie tylko on, bo w historii UFC jest taki coś:

Pierwsze zawody Ultimate Fighting Championship zostały zorganizowane przez Arta Davie i Roriona Gracie. UFC 1 odbyło się 12 listopada 1993 roku w Denver w stanie Kolorado. Wzięli w nich udział: sumotori, bokser, mistrz świata w savate (będący też mistrzem Europy w kyokushin), dwóch kick-boxerów, praktyk kempo, mistrz Pancrase oraz zawodnik brazylijskiego jiu-jitsu Royce Gracie. Gracie wygrał cały turniej, a także późniejsze UFC 2 i UFC 4 . Początkowe edycje były zbliżone pod względem minimum reguł do turniejów vale tudo.

Wyglądało to jakoś tak:



Później czasy się trochę zmieniły. Na szczęście dla karateków błysnął Machida:



Pomyślałem więc, że w najbliższy czwartek rozszerzamy horyzonty. Nie będzie piłki i nie będzie "dnia nóg". Połowę treningu przeznaczam na stójkę i połowę na parter :-) Gdyby ktoś miał się z tym źle czuć, może oczywiście wziąć wolne tego dnia i nie będzie sprawy :-). Do zobaczenia w dojo i pozdrowienia dla żony Artura...
 

czwartek, 20 listopada 2014

Obiecanki

Popróbowaliśmy dzisiaj co nieco... ekipa pierwszorzędna, zdeterminowana, marudy nawet jeśli jakieś były to siedziały cicho :-) No to teraz oglądamy:

Najpierw trochę ciosów kończących :

A potem trochę bezkrwawych poddań :-)

niedziela, 16 listopada 2014

Rozwój

Tak się zakończył mój czwartkowy trening. Łokieć się zepsuł, keikogi się zepsuło (kolor dzięki uprzejmości wody utlenionej :-). 


Musiałem na kimś wziąć odwet. Pomyślałem samoobrona w piątek! Odegram się! Nie pomyślałem, że piątkowe dziewczyny są teraz w fazie wzmożonego zainteresowania i na etapie intensywnego progresu. Poza tym sekcja samoobrony już jakiś czas temu przerodziła się prawie w sekcję sportów walki. Czyli; trafiła kosa na kamień. W sparingach pojawiły się już pierwsze silne chwyty, dobrze dopięte trójkąty i fajne przetoczenia. Do czwartkowej kolekcji zmuszony byłem dodać obtarte kolano i stopę, nadwyrężony kark i pognieciony mostek. Starość... chyba.

czwartek, 6 listopada 2014

Trening w poniedziałek - ogłoszenia


10 listopada nie spotykamy się w dojo w CZ-Dz, ale od godziny 10.00 Agata ma swój trening przygotowujący do egzaminu na brązowy pas w Bielsku. Jeśli ktoś ma ochotę skorzystać z sali i trenować - zapraszam. Wstęp TYLKO dla punktualnych.

Aaaaa, namówiłem w końcu Marka, żeby, mieszkając w Warszawie, poszedł wreszcie na bjj. No i stało się... Cisku drżyj...

Znalezione

To nie do końca ta sama wersja, ale gdyby ktoś miał zapomnieć jak całość wygląda, to może patrzeć:-)

A zaraz potem tu:

i tu:

wtorek, 4 listopada 2014

Teraz profesjonaliści

Dla odmiany pokaz jak tłuką się fachowcy. Jest kilka perełek:-)

Ciekawość

Ze strony www.bikeboard.pl | Autor: K.Kozela


Tauryna jest drugim po glutaminie, najczęściej występującym aminokwasem w mięśniach. Odkryli ją naukowcy już w 1827 roku w żółci wołów! (Wół: to wykastrowane bydlę płci męskiej). Tauryna stanowi 0,1% masy naszego ciała, a więc jeśli ważysz 100 kg, to zawartość tauryny powinna wynosić 100 g - zmagazynowanej głównie w mięśniach szkieletowych. Niewiele? Bardzo wiele! Żaden inny wolny aminokwas nie osiąga aż tak wysokiego stężenia. Niektóre zbędne aminokwasy zostały sklasyfikowane jako „warunkowo” istotne, ponieważ w pewnych okolicznościach, takich jak chociażby warunki wysokiego stresu, organizm nie potrafi ich wytworzyć dostatecznie dużo. Co to jest tauryna? Tauryna to kwas 2-aminoetanosulfonowy, nie jest częścią ciała, czyli ludzkich białek strukturalnych, ani nie jest podstawowym aminokwasem. Powstaje z reakcji glicyny i kwasu gamma-aminomasłowego i pozostaje wolny w tkankach i krwiobiegu. Tauryna jest wykorzystywana w kardiologii, onkologii, diabetologii i neurologii. W sporcie natomiast mówi się o jej działaniu antykatabolicznym, anabolicznym i lipolitycznym. Katabolizm, czyli degradacja białek, zachodzi najintensywniej podczas wykonywanej pracy i snu. Kiedy po posiłku wzrasta we krwi poziom wolnych aminokwasów, intensywnie przenikają do mięśni i wytwarzają nowe białka lub regenerują uszkodzone. Podczas wysiłku lub długiej przerwy pomiędzy posiłkami, enzymy kataboliczne rozbijają białka, aby uwolnić zmagazynowane aminokwasy i dostarczyć je innym tkankom i narządom. Co ciekawe, organizm nie transportuje całych aminokwasów, ale sam azot, z którego potrzebujące tkanki samodzielnie wytwarzają aminokwasy. W pierwszej kolejności azot odrywany jest od aminokwasów, przyłączany do kwasu glutaminowego. Tak powstaje glutamina - magazynier i transporter azotu. W tkankach docelowych przebiega reakcja odwrotna, odbudowująca potrzebne aminokwasy, a cały ten proces nazywamy transaminacją. 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Ło matko

W sumie to tego nikt nie powinien nigdzie oglądać, ale YT jest takich filmów pełen. Gdy to oglądałem po raz pierwszy to mi się wydawało, że: bardzo łatwo zgasić światło drugiemu, znacznie trudniej nie dać sobie zgasić światła, całkiem często walka przenosi się do parteru, ludzie to skończone cymbały. I po kilku kolejnych oglądnięciach część tych wniosków dalej pozostaje w mocy.