Kategorie

archiwum (2) fizyka (66) fotografie (42) głupie (5) historia (43) inne (70) karate (94) kata (37) książki (19) multimedia (110) nie wiem już co (8) obozy (18) recenzje (9) rycerka (21) samoobrona (6) seminaria (17) sponsorzy (2) sport (26) technika (81) trening (223) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (128) wiedza (134) zapisy (9)

sobota, 28 grudnia 2013

Na ten nowy

Cena kalendarza: około 20pln
Format: A2
Przyjmuję zamówienia, tylko od klubowiczów.
Uwaga: Artur zdał egzamin i kupi od któregoś z nas niebieski pas, jeśli ktoś takowy jeszcze posiada.
.

Nie bądź bałwan...


wtorek, 24 grudnia 2013

Przerwa Świąteczna



Na macie spotykamy się dopiero 2 stycznia 2014 (czwartek) o godzinie 18.00. Niech każdy życzy sobie do tego czasu, aby pojawił się na niej w dobrej formie (nawet ci, których nie było 3 miesiące). I przy okazji niechaj każdy zadba, żeby to życzenie się spełniło.
.

40 lat minęło

Właściwie to nie 40, bo od mojego ostatniego spotkania z Michałem minęły raptem dwa, ale od spotkania Michała z Darkiem to kilkanaście. Ponieważ jednak wszyscy trzej zaliczyliśmy już czterdziestkę to nasze noworoczne spotkanie miało bardzo miły charakter. Ponieważ fizyka miała przewagę (2:1) to wspominając stare studenckie czasy i nasze wspólne, całkiem intensywne, treningi mogliśmy sobie ponarzekać na czerpanie energii z Ziemi i inne takie. Wspominaliśmy wspólne dzieje (nie sądziłem, że kiedyś powiem o kimś, że znamy się 20 lat), wspólnych wrogów, przebyte kontuzje i nabite guzy. Co najważniejsze, dogadaliśmy się, że w sumie wiele się przez lata  naszych wspólnych spotkań od siebie nauczyliśmy i prawdopodobnie, gdyby nie ta znajomość, bylibyśmy teraz w zupełnie innych miejscach. Ja byłbym dawno z daleka od karate, Michał nie boksowałby, a i Darek nie miałby pewnie zapału do ćwiczenia w ogrodzie. Nie obyło się bez stwierdzeń, że "teraz to już nie te czasy", "wszystko jest inne" itp, a goście w Pizza Hut pewnie śmiali się po kryjomu z naszych wymachów rękami, błyskawicznych ciosów i śmiechów "czarne pasy mogą to...", "a czarne pasy mogą tamto...". Na koniec prawie pstryknęliśmy sobie słit focię, ale że żaden z nas nie darzy facebooka sympatią, to o tym zapomnieliśmy. A za rok mamy nadzieję na następne spotkanie. Skoro nie ma słit foci, to musi wystarczyć to:




Dla keikowiczów ogłoszenia w poprzednim wpisie.
.

piątek, 13 grudnia 2013

Co każdy karateka powinien wiedzieć o walce w parterze

Kiedyś walką z zabobonami zajmował się Rob Redmond, ale ze swojej strony www.24fightingchickens.com przeniósł się na facebooka. Od jakiegoś czasu w internecie walczy z niewiedzą Jesse Enkamp na www.karatebyjesse.com. I choć czasem coś palnie (kto nie palnie?) to jakiś czas temu napisał artykuł, który zaczyna się tak:

“A stranded goldfish.”
That’s how I’d describe most Karate people when they get thrown to the ground. (I know, because I used to be one of them.)

Why?

Because sadly, many Karate schools don’t teach reality-based self-defense tactics. And reality, by its pure definition, will always involve an element of ground fighting; whether it’s you lying on the ground, or your opponent. Hence, if you don’t know the very basics of ne-waza (ground techniques), you’ll never be fully capable of handling the inherently unpredictable nature of a physical encounter – along with the unique demands it places on you in terms of physical stress, tactical skills and situational awareness.
In other words, the ground is a dark and evil place.
So don’t make the mistake of not practicing for it.
Brazilian Jiu-jitsu (BJJ) legend Rickson Gracie probably said it the best:
 ”I am a shark, the ground is my ocean and most people can’t even swim.” – Rickson Gracie.
Amen.
Truth be told, I’m not an expert at ground fighting. I am neither a grappling wizard nor a submission artist. In fact, my first full-contact fight was actually lost on the ground, due to a basic armbar setup which I had never encountered before.
But I can’t lie:
I still secretly giggle when I see the fear in the eyes of visiting Karate-ka to our dojo, as they are thrown to the ground and outwrestled without having any experience in the realm of ground-based fighting.
The reaction is always one of the following:
  • Sprawl ‘n brawl… (panic)
  • …or ground ‘n pound (anger).
  • But usually they just lay ‘n pray (fear).
Recognize yourself?
I hope not.
But if you do, and if you want to know how to improve your understanding of ne-waza, this will be the perfect article for you. And hey, it doesn’t even matter if you consider Karate a sport or martial art.
When I recently asked Ádám Kovács, Hungarian/World/European kumite medalist and World Games Champion, what his blue belt in BJJ meant to his Karate fighting, he told me: “It definity changed my view of combat.”

Reszta, wraz z tłumaczeniem, może niedługo...

środa, 4 grudnia 2013

O sile; kiedy trafiam

Poprzednia część: "O sile; gromadzenie energii"

Szczegółowa analiza tego jak policzyć bądź oszacować siłę jaką będzie oddziaływać uderzający na uderzanego została już opisana w polecanych tu przeze mnie książkach Ernsta oraz Fechnera i Rucińskiego. Czyli niby już niepotrzebnie, ale spróbuję jeszcze raz od trochę innej strony podsumować całość prościej. Wiadomo (w największym uproszczeniu), że podczas uderzenia będę w sensie fizycznym wykonywał pracę. Wartość tej pracy będzie równa ilości nagromadzonej energii, a właściwie ilości energii jaką zdołam przekazać w trakcie zderzenia z celem. Jest więc oczywiste, że zależy mi na tym, abym tej energii nagromadził dużo, a następnie abym przekazał jej jak najwięcej (o tym później) z puli, którą posiadam.
Z definicji pracy:
W=F*s
mam
F=W/s
czyli 
F=E/s

Oznacza to, że zderzając się z celem (trafiając) powinienem całą energię oddać w cel (nic nie zostawić dla siebie i nic nie rozproszyć) i jeszcze zrobić to na najkrótszej drodze (s). Zakładając, że cała moja dostępna energia to energia kinetyczna, dochodzimy do wniosku, że zderzenie w cel powinno wyhamować ciało uderzającego. Skoro powinno to się odbyć na najkrótszej możliwej drodze, można przyjąć, że powinno się to także odbyć w najkrótszym możliwym czasie. Wniosek jest taki, że aby siła ciosu była duża, powinienem wytracić na skutek uderzenia jak najwięcej energii, w jak najkrótszym czasie. W szczególności pchanie jest zaprzeczeniem silnego ciosu. Ten wniosek sugeruje, że dobrze jest uderzać w duże części ciała (o uderzeniach w głowę kiedy indziej), bo one będą ciało uderzającego hamować gwałtownie, czyli w krótkim czasie i na krótkiej drodze.
Należy jednak w tym miejscu pamiętać, że (jak to ma miejsce np. podczas nauczania kopnięcia do przodu) gwałtowne wycofywanie kończyny zawodnika uderzającego to nie jest czynnik, który wpływa na skrócenie czasu zderzenia w rozumieniu definicji siły. Subiektywne odczucia prowadzą raczej do fałszywych wniosków.
Rysunek ze strony: http://www.sekiryuzan.org

c.d.n

wtorek, 3 grudnia 2013

Byli

... goście z GOP-u. To i trzeba było ich na starcie trochę zmęczyć. Nie przewidziałem, że keikowcy też się zmęczą i to nasze ćwiczenie kata wyjdzie jak wyjdzie ...

Ale zdjęcia porobiliśmy:


Na Marku chciałem wziąć rewanż za to ostatnie zdjęcie w zeszłym tygodniu...