Kategorie

archiwum (2) fizyka (66) fotografie (42) głupie (5) historia (43) inne (70) karate (94) kata (37) książki (19) multimedia (110) nie wiem już co (8) obozy (18) recenzje (9) rycerka (21) samoobrona (6) seminaria (17) sponsorzy (2) sport (26) technika (81) trening (223) turnieje (17) virtualny sensei (2) ważne (128) wiedza (134) zapisy (9)

czwartek, 31 marca 2011

Ohoho...

Fotografie przyrody

Oto moje ostatnie zdjęcie, z którego jestem szczególnie dumny:
Oczywiście, rzecz w kontekście tematów poruszanych dziś na treningu. Dodatkowo kolejny film poświęcony kata seipai:

wtorek, 29 marca 2011

O sile, biodrach i paniach

Nieżyjący już sensei Kimura miał aspiracje, aby rozwijać metody kształtowania siły dynamicznej i adaptowania ich do treningu karate. Metody te są znane od dawna i całkiem dobrze sprawdzają się w naszym treningu. Tu na filmie pokaz, jak używają ich praktycy shukokai:



Znalazłem także ten kawałek, część większej serii:



Jako motywator dla naszych pań, mistrzyni Japonii:

sobota, 26 marca 2011

Czas zatrzymać czas...

Sensei Avi Rokah przypomina na swoim blogu słowa Mistrza Nishiyama, który zwykł mówić: "Po co mieć 8 cylindrów, skoro używamy dwóch" lub czasem: "Nie potrzebujemy mięśni jak Popeye, wystarczy, że nauczymy się używać tego co mamy". Można jednak rzecz odwrócić i powiedzieć: "Dlaczego mamy używać 2 cylindrów skoro możemy ośmiu i możemy się nauczyć wykorzystywać wszystkie?". Michał, mój przyjaciel z lat studenckich po prawie 10 latach wrócił do treningu karate i jak przyznał, znaczna część jego wysiłku skierowana jest na stretching. Jestem od Niego starszy raptem o rok i dociera do mnie, że ostatni to czas, żeby świadomie wrócić do treningu siłowego. Bezczynność nie rodzi postępu, a młodszym też trzeba sprostać. No i zakupy trzeba do domu przynieść. Odgrzebałem swoje siłowniane notatki i stwierdziłem, że wszystkie parametry się przez ostatni czas pogorszyły. A tak być nie może. Nie wiem jeszcze jak na to wygospodaruję czas, ale wpis na blogu niech będzie motywatorem.

czwartek, 24 marca 2011

Heian

Nawiązując do dzisiejszego treningu, przypominam rożne wykonania tego samego kata. Gdzieś umknęło z internetu heian shodan w wykonaniu senseia Rokah, wobec tego jest nidan.





A jednak znalazłem także heian shodan. Znów więc wykonanie przez te same dwie osoby:



poniedziałek, 21 marca 2011

Konfrontacje & morały

15 turniej KSW miał jeden bardzo jasny punkt. To walka Mameda Khalidowa z Jamesem Irvinem. Ta potyczka to przepiękna lekcja, z której płyną wymowne wnioski:
  1. Starcie trwało 35 sekund, choć mogło trwać 5, gdyby pierwsze kopnięcie doszło celu.
  2. Znalezienie się na podłodze nie oznacza jeszcze porażki, a często jest drogą do sukcesu bo wyrównuje różnice masy, siły, szybkości, itp.
  3. Większa masa nie zawsze oznacza przewagę. Przeciwnik Mameda Khalidowa miał być około 10 kilogramów cięższy (tzn. około 900 niutonów ;-)
  4. Doskonała technika to potężne narzędzie i ktoś kto umie nim władać dysponuje niezwykłą bronią. Warto zauważyć jak Mamed zakłada dźwignię na łokieć. To jest bez mała najbardziej książkowy przykład juji gatame jaki spotyka się w różnorakich podręcznikach. Idealny pokaz dla tych, którzy kwestionują sens biegłości technicznej.
Oglądajcie:

środa, 16 marca 2011

Przebudzenie 2a

Trening sztuki walki to zajęcie specyficzne. Rozwija, kształtuje, mobilizuje. Właściwie można się tak zaangażować, że trudno będzie przestać (ja tak mam). Najgorsze jest jednak w tym stanie permanentnego "zaangażowania" to, że w pewnym momencie trafia się ktoś, kto cię beztroskim trenowaniem z tego stanu wytrąca i skutecznie uniemożliwia dalsze trenowanie.

Poprzedni post poszedł do archiwum, gdyż wszyscy, którzy mieli go przeczytać już to zrobili. I sprawcy zamieszania, i poszkodowani, i obserwatorzy na pewno go przemyśleli. Na pewno wiedzą też doskonale o co chodzi. Nie wątpię jednak, że wcześniej czy później znowu będziemy mieli okazję do tematu wrócić, bo niespodzianki pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach. Ja też mam na koncie przecież złamaną rękę i żebra a ostatnio także Bartkowe palce i to bynajmniej nie w sportowej walce. Pamiętam fikołka, którego zrobiłem z Robertem przyczepionym do stopy i pękniętą szczękę, którą zafundował mi Mateusz. Zaliczyłem rzyganie po jednym z pokazów, gdzie wydawało mi się, że przyjmowanie ciosów może być bez szkody dla brzucha. Na innym, w pierwszym ruchu, Artur rozwalił mi nos i na pewno cała publiczność widziała krew na karategi. Nie wątpię, że i Jacek pamięta ushiro tobi geri, które wylądowało na mojej klatce z piersiami i wyłączyło mi światło, a mój własny kuzyn sprzedał mi podbródkowego, który na trzy dni zwolnił mnie z myślenia o otaczającym świecie. Przy okazji; Wioli oczywiście życzymy powodzenia w dorosłym życiu i wytrwałości w treningach.

Przypomniała mi się teraz historia o niedoświadczonych karatekach. Historia znana wśród sympatyków kyokushinkai. Zacytuję ją ze strony IFK-Polska:

"[...] Błyskotliwym wykonawcą kata, razem z Ishibashi i bardzo dobrym wojownikiem był Hirofumi Okada. W swoim czasie dał lekcję etyki i pokory zadziornym Arneilowi i Ashihara, posiadającymi wtedy jeszcze brązowe pasy. Steve Arneil wspominał, że kiedyś, kiedy Okada po dłuższej przerwie przyszedł do dojo w czasie sparringu, młodzi adepci wykazali w walce z nim nadzwyczajną agresję i brutalność. Po tym Okada zniknął na kilka miesięcy, następnie wrócił i pokazał im swoje miejsce w szeregu. Arneil przyznał, że tak mocno nikt go w życiu nie pobił. Po walkach młodzi mężczyźni przeprosili mistrza, a sensei Okada objaśnił ich, że nie jest dobrze wykorzystywać przewagę nad człowiekiem, który przyszedł do dojo, aby najzwyczajniej potrenować [...]"

A żeby już dobitnie podkreślić optymistyczną wymowę tego wpisu (po pesymistycznym i moralizującym, miał być optymistyczny) zachęcam do oglądnięcia filmu o Shokei Matsui. To jedna z wybitnych postać kyokushinkai, który zaliczył pomyślnie test stu kumite.

niedziela, 13 marca 2011

Przebudzenie

Dzisiaj wystartowała w Ogrodzieńcu kolejna edycja śląskiej ligi. Znowu dopisali seniorzy co napawa optymistycznie. Pojawili się nawet tacy, którzy mieli sporą przerwę w karateckich treningach. Może więc seniorskie rozgrywki naszej ligi znowu odżyją. Ale może też, klubowicze, wyciągniecie kilka wniosków z takiego stanu rzeczy. Może czas znowu po dłuższej przerwie sprawdzić na jakim etapie jest nasz trening i ile jeszcze jest do zrobienia. Zawody to dobry sprawdzian własnych umiejętności i konstruktywne poddanie się zewnętrznej ocenie. Doskonale wiadomo, że przepisy sportowe są tak stworzone, aby odpowiadały procedurom stosowanym w treningu i aby w miarę bezpiecznie pozwalały na konfrontację w walce. W końcu lepiej sprawdzać się w zmaganiach turniejowych niż w samoobronie na ulicy. To jedna moja refleksja po dzisiejszym turnieju i nie najważniejsza.
Dzisiejsze zmagania mogły wyglądać jak próba zmiany warty w szeregach naszych zawodników. Nie chodzi o to, że pojawiły się nowe, młodsze talenty ale o to, że starsi mieli dziś generalnie kiepski dzień i większość walk przeciągała się do dogrywki. Wygrał oczywiście Tomek, ale zwycięstwa nie przychodziły łatwo (mimo, że trafił się także ippon). Prawda jest taka, że jeśli nie trenujesz, a przeciwnik trenuje to dystans między wami się zmniejsza i w końcu Twój rywal Cię dogania. Jeśli odpuściłeś trening a rywal nie, to między wami są już dwa treningi różnicy. W każdym zwyczajnym sporcie będziesz wówczas na mecie drugi, potem trzeci, potem znikniesz. Jednak w sztukach walki, jeśli nie wygrasz to nie tylko będziesz drugi, ale także poobijany, czyli będzie bolało. To było dziś widać, że młodsi nie chcą oddać utytułowanym rywalom i ciągle jeszcze nieudolnie, ale depczą po piętach (czasem dosłownie). Stawiam jednak na to, że już w następnym turnieju wszystko wróci na miejsce. Tomek powiedział jednak jeszcze jedną ciekawą (choć trywialną) rzecz. Wreszcie wszystkie walki (a trwały one, jak mówiłem, dłużej niż zwykle), przeszedł na zupełnym kondycyjnym luzie, bez chwili zmęczenia. To, jak się łatwo zorientować, skutek intensywnego "kulania się" na treningach bjj. Nie jest to najważniejsze, gdzie zdobywa się kondycję, ale ma dodatkowy bonus pozwalający uzupełniać techniczne umiejętności...

c.d.n.
.

czwartek, 10 marca 2011

niedziela, 6 marca 2011

RYCERKA; marzec 2011

Zmienione 8 marca.

Kolejne zgrupowanie klubowe w Rycerce zakończone. Byliśmy blisko pobicia rekordu frekwencji. Tradycyjnie przyjęli nas gospodarze w www.wrycerce.republika.pl. Należą się im szczere podziękowania za sympatię, pomoc i wyrozumiałość dla naszej tam obecności. Dziękuję zwłaszcza Pani Mamie za zupy, bez których byłoby ciężko.
Ten zjazd był wyjątkowy. Nie tylko dlatego, że mieliśmy znowu gości (Agata z Markiem są jak swojaki, dołączył Patryk z "Kime" wraz z rodziną), ale z tego powodu, że treningi były bardziej niż zwykle intensywne, nie oglądaliśmy filmów fabularnych (3 dni bez mediów), natomiast udało się znowu przygotować dwa wykłady. Profesjonalny o odżywianiu i inteligenty o wzmacnianiu odporności organizmu czyli o hartowaniu. Głównym punktem był jednak pierwszy trening sobotni. Tomek dzielił się swoją fascynacją bjj i doświadczeniami z profesjonalnego treningu jujutsu. Umiejętnie zmotywował całą grupę wykonała ona ćwiczenia, które sam bałbym się zaaplikować. Cackam się zwykle z Wami wymyślając ćwiczenia kształtujące umiejętność padania, a tu masz... wszyscy fruwają i latają umiejętnie podpuszczeni. Dzięki temu spora część naszego zgrupowania poświęcona była technikom chwytów.

Karate to jednak najistotniejsza część tego wyjazdu, więc poświęciliśmy na to wiele czasu. Tym razem uznaliśmy, że zdolności do przyswajania nowych kata są chwilowo zaspokojone, żeby nie powiedzieć "wyczerpane". Stąd uwaga skupiona była na technikach podstawowych urozmaiconych ćwiczeniami reakcji i strategii. Najistotniejsza była kontrola ciała i generowanie najefektywniejszych ruchów. Porządnie się zmęczyliśmy, daliśmy z siebie wiele (mam nadzieję). Udało mi się nawet na jednym z treningów przemycić trochę z zaplanowanego na niedzielę wykładu z fizyki, który z kolei zamieniony został na spacer po okolicy. Pogoda dopisała na tyle, że i ognisko było miłe, kiełbasa smakowała.

Do galerii wybrałem 88 zdjęć z 980 jakie zrobiliście. Pierwszą część (50 zdjęć) można oglądać tutaj, a drugą (37 zdjęć) tutaj. Po kliknięciu galerie otworzą się w nowych oknach.

P.S.
Gdyby kuny mocniej gryzły gumowe przewody w moim samochodzie, to pewnie ja, a nie Marek, miałbym kłopoty z powrotem do domu.
.
.